Bali – plan wyjazdu w pigułce

 

Bali jest jedną z tysięcy wysp Archipelagu Malajskiego. Występują tam liczne wygasłe i czynne wulkany, oraz regularne trzęsienia Ziemi, które na mieszkańcach Nowej Zelandii nie robią specjalnego wrażenia. Statystycznie w moim kraju występuje 20,000 wstrząsów rocznie, co daje niecałe 55 trzęsień dziennie. Spokojnie, większość jest nawet niezauważalna. To te nieliczne, konkretne wstrząsy są problemem.

Czytaj dalej Bali – plan wyjazdu w pigułce

Różowe Jezioro Hillier i australijskie wakacje życia

 

Ze względu na kumulację wszystkich rzeczy, które zawsze chciałam zrobić ostatni Road trip przez Australię Zachodnią był dla mnie wyjątkowy. Jedną z nich było spotkanie z kuoką krótkoogonową, nazywaną najszczęśliwszym futrzakiem świata. Ostatecznie spędziliśmy w ich towarzystwie kilka dni na mieszkając na Wyspie Rottnest, na której pobyt do dziś zgodnie uważamy za wakacje naszego życia. A to wcale nie jest tak, że zawsze zgadzamy się we wszystkim 🙂  Drugą rzeczą było zobaczenie niesłychanie różowego Jeziora Hillier, nad którym ostatecznie przelecieliśmy 8-osobowym samolotem. Pamiętam jak przed laty pierwszy raz zobaczyłam jego zdjęcie i zaniemówiłam.

Czytaj dalej Różowe Jezioro Hillier i australijskie wakacje życia

Kiedy w podróży nie zawsze jest tak fajnie

 

W tym roku doszłam do momentu,

 

kiedy 5 tygodni przerwy między wyjazdami stało się dla mnie problemem. Czasami nie wiem co mam robić z tym całym czasem. Nie palę się do pracowania więcej, niż aktualnie. Dzieci mieć nie chcę, a zwierząt mieć nie mogę z uwagi na „no pet policy” na naszym osiedlu. Nie umiem albo nie chcę zaczepić się w jednym miejscu pracy na dłużej, ponieważ zawsze gdzieś z tyłu głowy wiem, że to bez sensu. Prędzej czy później będziemy chcieli wyjechać, ponieważ życie stacjonarne nie jest dla nas. Będę potrzebowała kilku tygodni, miesiąca, kilku miesięcy, roku, kilku lat… i odejdę, bo mam inne priorytety.

Czytaj dalej Kiedy w podróży nie zawsze jest tak fajnie

Nowa Zelandia turystycznym okiem

 

Nigdy specjalnie nie miałam szansy

 

być w Nowej Zelandii jako turystka. W 2015 roku przylecieliśmy z mężem z Melbourne do Auckland na rozmowę o pracę. Lecieliśmy 3 godziny samolotem w jedną stronę na rozmowę od której miała zależeć nasza przyszłość. Jak się uda to zostajemy, a jak nie, to wracamy do Europy. Zaczęłam nawet myśleć o rozpoczęciu poszukiwań pracy w Niemczech. W końcu moja ukończona Germanistyka na coś by się przydała 🙂

Czytaj dalej Nowa Zelandia turystycznym okiem