Jak pojechać do Chin i nie zwariować

 

Żeby pojechać do Chin na pewno trzeba mieć dobry powód. Jeśli myślisz sobie „lubię podróżować po Azji i świetnie się tam czuje” to uważaj, bo stąpasz po cienkim lodzie. Chiny to nie taka fajna, przyjazna Azja jaką znasz. Ja miałam tam spotkać się z mamą pierwszy raz po 1,5 roku co było na tyle silną motywacją, żeby w ogóle zasiąść do 4 stronicowego wniosku dwukrotnego wjazdu (który i tak za pierwszym razem został odrzucony).

Takie są właśnie dla mnie całe Chiny. Bierzesz głęboki oddech i próbujesz jeszcze raz.

Dwutygodniowa objazdówka z biurem podróży na pewno wyglądałaby inaczej. Autokar przywiezie i zawiezie, grupowe ubezpieczenie, obcykana pilotka, w końcu była tu już tyle razy, więc zna miejscowych. Zawsze Ci doradzi i odpowie na każde nawet najgłupsze pytanie, bo taka jej praca, a Twoim jedynym zadaniem jest wstać i czekać o umówionej godzinie przed hotelem. Przebywasz w bezpiecznym towarzystwie innych Polaków często tzw. „doradców”, którzy jeżdżą na podobne objazdy od lat i służą dobrą radą czy tego chcesz czy nie.  

Jeśli jednak… przyjdzie Ci do głowy wyjazd na „kocią łapę”, czyli kupuję bilet i lecę, to opanuj entuzjazm i poczytaj w kilku źródłach na co się przyszykować.

1. Nie musisz umieć angielskiego, bo i tak Ci się nie przyda.

Nie trać więc czasu na szlif „podstawowych angielskich zwrotów przydatnych w podróży”, za to umiejętności komunikacji migowej lub upodobanie do zabawy w kalambury w Chinach są w cenie. A tak bardziej na serio, to wgraj sobie w telefon tłumacza chińsko-polskiego i odwrotnie. Nie gwarantuje powodzenia na 100%, bo istnieje zbyt wiele dialektów, ale podsumowując – bez niego byśmy zginęli. Poważnie, bez niego pewnie tkwiłabym tam zagubiona do teraz. W większych miastach można próbować podchodzić do młodych ludzi, jednak nadal zbyt często na „Do you speak english?” usłyszysz „no”. Najgorsze są miejsca pozornie wzbudzające zaufanie, czyli na przykład budka z wielkim angielskim napisem „Tourist information”. Podchodząc cieszysz się jak głupi, że coś załatwisz a tam również usłyszysz w najlepszym wypadku stanowcze, przestraszone „no”.

12212510_904757552936019_963388813_n
Zmiksowany angielsko-chiński, czyli chinglish 🙂

 

2. Będą Cie próbowali orżnąć na każdym kroku (i prawdopodobnie Ty ich też).

Cena, która widnieje w menu ulicznej restauracyjki może okazać się fikcją. Jak jest w wykwintnych knajpach nie wiem, bo takich nie lubię. Generalnie, jak przychodzi do płacenia cena w magiczny sposób ulega zmianie – co ciekawe nigdy w dół. Jeśli nie ma ceny w menu a same obrazki  cieszysz się, że w końcu pokażesz palcem, a to co dostaniesz nie będzie zaskoczeniem, ale tak na prawdę jesteś w tarapatach. Nawet jak przy zamawianiu zapytasz o cenę dania, (które następnie zamówisz) to na końcu i tak prawdopodobnie zapłacisz więcej. Życzę Ci powodzenia w tłumaczeniu, że chcesz zapłacić z góry. Pojawi się troje, czworo jazgotliwych dyskutantów. Może i są mali, ale wystarczająco głośni i zawsze w przewadze liczebnej, więc odpuść. Zasada nr 1 – awantura i wkurwianie się na Chińczyka nie ma sensu, bo to tylko oddali Cie od rozwiązania problemu. Poza tym, to oni są u siebie a nie Ty. W innych sytuacjach w trakcie podróży można się odwdzięczyć, np. przy chociaż w miarę młodym wyglądzie kupując bilety studenckie na jakąkolwiek kartę magnetyczną z polskimi literami (np. karta ubezpieczenia, karta biblioteczna). Wezmą kartę, obejrzą uważnie i sprzedadzą Ci 50% tańszy bilet co w perspektywie np. dwumiesięcznego wyjazdu robi różnicę.

3. Naucz się liczyć chociaż do 10 i targuj się ile wlezie. 

Wszystkie ceny są po chińsku, bo oni nie są głupi. Chcą Cie zmylić, bo wiedzą, że ich język to dla nas czarna magia. Ale…nie jest to takie trudne jak się wydaje a po miesiącu zaczynasz wyłapywać niektóre słowa jakie znasz i mniej więcej rozumiesz np. krótką wymianę zdań kogoś z kim jedziesz w pociągu. Im więcej będziesz ogarniał, tym lepiej dla Ciebie i Twojego portfela. Wymawianie nie jest takie ważne jak pokazywanie na palcach i zapis (bo oczywiście nawet gestykulacja palcami różni się od naszej). Na towarze widnieje cena X元. To jest akurat proste, wiadomo, że to 10 juanów. Chińczyk pokaże Ci na kalkulatorze, że kosztuje 20 – przynajmniej 20, chyba, że poniesie go wodza wyobraźni. Ty mu pokażesz cenę na towarze i wstukasz w kalkulator 10. On zacznie się śmiać i sprzeda Ci za 10 lub jeszcze mniej – to zależy od Ciebie.

4. Spodziewaj się niespodziewanego 

Jedzenie zupy widelcem. Przecież to logiczne. Wyjadasz widelcem makaron, płyn ostentacyjnie wsiorbujesz.

Odwołane loty, brak informacji i przede wszystkich brak możliwości komunikacji kiedy tego potrzebujesz. Myślisz, że sporo już widziałeś i w wielu miejscach byłeś? Już po Tobie. W Chinach przydarzą Ci się rzeczy, na które nie sposób się przygotować. Kupiłam bilet autokarowy do miejscowości X, późnym popołudniem po całym dniu w autokarze zatrzymaliśmy się w miejscowości Y (ja jeszcze o tym nie wiem). Wszyscy ludzie biorą bagaże wychodzą. Pytam – czy to już X? (Pytam, czyli pokazuję nazwę chińską mojej miejscowości docelowej na bilecie). Po 10 minutach zabawy w kalambury okazuje się, że nie, nie jesteśmy tam i już dzisiaj nie będziemy bo robi się ciemno a jazda po ciemku w górach to proszenie się o kłopoty. Autokar rusza o 6 rano następnego dnia, więc do widzenia. Chińczycy jak zawsze zadziwieni, że ja tego nie wiem. No tak, może i kasjerka mnie o tym poinformowała jak kupowałam bilet, szkoda tylko, że po chińsku. W skrócie, jakby co pamiętaj o zasadzie nr 1 (patrz punkt 2) i poszukaj sobie miejsca gdzie spędzisz noc.

Dzień dobry, jesteś sławny!

W Chinach możesz poczuć się jak sława. Może nie w dużych miastach typu Pekin czy Shanghaj, bo tam są przyzwyczajeni do widoku blond-białych i nie napastują ich za bardzo. Weźmy mniejsze „mieściny” takie jak Datong z liczbą ludności 1,527 miliona…

Chińczycy uważają, że zdjęcie z białym przynosi szczęście, więc gdy mijasz dużą rodzinę w parku każdy chce mieć takie z Tobą (najlepiej i ich aparatem i Twoim plus każdym telefonem w zasięgu ręki), więc zaczyna się cyrk. Siadasz na ławce bo tak bardzo Cie o to proszą. Najlepiej nie ruszaj się tylko uśmiechaj a oni będą się zmieniać, tak żeby każdy miał fotkę. Na sam koniec szybciej niż zdążysz zaprotestować położą Ci niemowlę bez pieluszki na kolana.

W końcu bobas też musi mieć szczęście.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

5. Lubisz jeść koty i psy?

Dla własnego zdrowia spróbuj się nie bulwersować, bo oni traktują mięso z psa jak my np. schabowego na niedzielny obiad. Argumenty w stylu „udomowiony zwierzaczek kanapowy” czy „najlepszy przyjaciel” są logicznymi argumentami tylko dla nas. Taka kultura.

 

12188723_904757549602686_1255388071_n
Ostatnia pozycja – duszony pies

 

6. No właśnie… taka kultura, a raczej jej brak

Wieczne przepychanie się łokciami, histeryczne wręcz tratowanie innych i odpychanie jak staniesz Chińczykowi na drodze do toalety (Ty też stałeś w kolejce i właśnie miałeś do niej wejść ale z takim   przeciwnikiem już nie wejdziesz), godziny wystane w kolejkach do rewizji plecaka i codzienna „walka” na śmierć i życie o wydawałoby się normalne rzeczy typu wejście do autobusu czy metra. I teraz najgorsze. Wszystkie obrzydliwe rzeczy jakie tylko Ci przychodzą do głowy będąc w Chinach doświadczysz wcale tego nie chcąc pomnożone przez 3. Zbiorowa toaleta, czyli jedno z tych wydarzeń, w którym nie chcesz brać udziału, ale czasami nie masz wyboru. Jeśli w łazience w ogóle zdarzają się drzwi to kobiety (nie wiem jak mężczyźni) i tak ich nie zamykają. Tak więc wchodzisz do otwartego pomieszczenia sanitarnego i na dzień dobry widzisz zbyt wiele. (Tutaj maski na twarz o których piszę w kolejnym punkcie 7 nie działają. Pozostaje hartowanie płuc, czyli wstrzymywanie oddechu na jak-długo-to-jest-konieczne.)

W miejscach publicznych typu knajpa, ulica, pociąg, plac, park nie jest lepiej. Charkanie, plucie wszędzie gdzie popadnie (podłoga, Twoje buty), gazy i wymiotowanie musisz traktować jako „inną kulturę”, lub ewentualnie „egzotykę”, bo zwariujesz. Odnośnie wymiotowania tu w autokarach obowiązuje zasada – im więcej zjesz i szybciej zwymiotujesz przez okno tym lepiej. Siedząc w autokarze za takim nieszczęśnikiem przy silnym wietrze trzeba uważać.

7. Maska na twarz 

Od 1 czerwca 2015 wszedł w Pekinie zakaz palenia w miejscach publicznych. Statystyki alarmują, że Pekin zabija, diagnozując ponad sto przypadków zachorowań na raka każdego dnia. Ja Chiny opuszczałam 2 tygodnie później z Shanghaju, gdzie palenie miało się świetnie, zarówno na ulicach jak również w pociągach bez możliwości otworzenia okna, w autobusach, w knajpach, w hotelach, generalnie wszędzie gdzie Ci przyjdzie do głowy. Maski kupiona w aptece pomagała mi przetrwać. Nie jest to żadna technologia, tylko materiał zakrywający usta i nos, ale dawał mi poczucie, że mniej tego syfu trafia do moich płuc. Poza smrodem będzie parno i duszno, a smog bardzo ograniczający widoczność i wielomilionowy tłum, w którym KAŻDY pali spotęguje chęć wyjazdu z kraju w trybie natychmiastowym i chęć ewentualnego powrotu mniej więcej nigdy.

 

Dworzec w Pekinie. Kolejka do wejścia na peron.

 

8. Nie bierz dużo rzeczy

Chyba, że lubisz być osiołkiem tragarzem z kilkunastoma kilogramami na plecach, to w porządku. Jeśli nie lubisz, weź podstawę, resztę można uprać lub kupić na miejscu. Często trzeba iść kilka kilometrów w upale, żeby znaleźć hostel, czy cokolwiek innego. Im mniej niesiesz, tym lepiej dla Twojego zdrowia. 

9. Jedzenie 

Jedzenie nie zawsze będzie smakowało i wyglądało tak jakbyś sobie tego życzył. Na początku zachwycałam się chińskimi pierożkami robionymi na parze, po kilku tygodniach nie mogłam na nie patrzeć a przyjemna woń zamieniła się w zapach zgniłej wikliny na której są robione. Najlepiej zapomnij o jajecznicy czy bułce z serem i pomidorem na śniadanie. „Zachodnie” napoje w stylu kawa z ekspresu, herbata, wyciskany sok czy shake tylko w międzynarodowych sieciówkach w horrendalnych cenach. Dużo potraw na głębokim tłuszczu lub bardzo ostrych, ale mimo wszystko jedzenie dobrze wspominam.

 

12188751_904757912935983_2114234928_n
ciastka pomidorowo-marchewkowo-paprykowo-szczypiorkowe

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

10. Kup ubezpieczenie

Może tak oczywiste, że nie trzeba o tym pisać, lub brzmi banalnie, w końcu co mi się może stać? Po prostu je miej, bo jak coś się stanie będziesz miał jeden problem mniej.

Na samym końcu, jak już przejdziesz przez to całe bagno szoku kulturowego możesz zacząć bawić się w turystę i zacząć zwiedzać ten… rzekomo piękny kraj!

 

 

 

  • Bardzo dużo przydatnych informacji! Szczere dzięki za taki post! Za 2 lata po skończeniu studiów chce ruszyć z chłopakiem w podróż 3 letnią gdzie nas nogi poniosą i możliwe, że i w Chinach wylądujemy. Mimo większej ilości obowiązków , myślę że wyjazd na rękę jest dużo lepszym rozwiązaniem niż objazdówka gdzie pokazują Ci tylko miejsca turystyczne 🙂 Bloga zapisuje w ulubionych bo z chłopakiem mamy zamiar lecieć również do Nowej Zelandii i Australii, najlepiej na conajmniej po pół roku w każdym kraju pracując.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Natalia

      hej Andżelika, dzięki za komentarz. Zwykle wyjazd na własną rękę jest lepszą opcją. 3 letnia podróż brzmi jak marzenie <3 odezwij się jak będziecie w Auckland, chętnie się spotkam na kawę!

  • Ola

    „Spodziewaj się niespodziewanego” trochę przerażające 😉 W te wakacje przez trzy miesiące mieszkałam w jednym pokoju z trzema Chinkami. Był to zdecydowanie szok kulturowy! Koleżanki jednak twierdziły że psów nie jedzą.
    Byłam tylko w Hong Kongu, a to zupełnie inny świat. Chociaż sytuacja z obrazkami w menu i niewiadomą wyjściową ceną również mi się przytrafiła.

    • Natalia

      To musiał być niezły szok i dla Ciebie i dla koleżanek 🙂

  • O rety, to ze mną chyba jest coś nie tak… Ja Chiny uwielbiam i czytając Twój wpis od razu za nimi zatęskniłam! Za tym jedzeniem, za pociągami, za niegadaniem po angielsku, nawet za toaletami (no dobra, za toaletami nie).

    Byłam w Chinach dwa razy, pierwszym razem ponad miesiąc, drugim razem trzy miesiące. I ten kraj mnie absolutnie zafascynował. Pod każdym względem. To nie Azja, to inny świat. Ale nie dla każdego chyba…

    Z tym jedzeniem psów i kotów to nie zgłębiałam tematu, ale z tego co wiem, psy jada się tylko w niektórych regionach i jest to dość kontrowersyjne nawet wśród Chińczyków. O jedzeniu kotów w Chinach nie słyszałam.

    • Natalia

      hej, dziękuję za komentarz! Bardzo dobrze, że Ci sie podobało. Swiat byłby nudny gdybyśmy wszyscy byli tacy sami 🙂 Psy są uwielbiane szczególnie w prowincji Guangzhou a z opinii młodzieży jakie słyszałam jest to temat kontrowersyjny, ale tylko dla tego właśnie „nowego” pokolenia.

  • Dzięki 😀 To już wiem, że tam nie pojadę 😉

    • Natalia

      mądra decyzja 🙂

  • Ciekawie napisane, przeczytałam przyjemnością. Wiadomo, że każdy kraj to inna kultura i trzeba się dobrze przygotować na wyjazd żeby nie być zaskoczonym. Fajnie, że piszesz o rzeczach, które mogą nie jednego zdziwić. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie Chiny…

  • Czytałam z zapartym tchem 🙂 Chinczykow znam tylko z Tajlandii gdzie natknęłam się na ich wycieczki w hotelach i niestety toaletach… i nie tęsknię za tymi spotkaniami 😉 dopchac się do toalety lub windy graniczylo z cudem! I byli tak potwornie glosni! Do Chin zdecydowanie się nie wybieram 🙂

    • Natalia

      Ja już też 🙂

  • Fru

    Swoją drogą sama jakiś czas temu na pytanie: „Do you speak english?” zawsze odpowiadałam entuzjastycznie: „Nie!”. Dosłownie łapał mnie paraliż na poziomie szarokomórkowym, gdy ktoś kazał mi mówić po obcemu 😉 Dobrze, że to już za mną 😛

    • Natalia

      Najważniejsze, że się przemogłaś 🙂 Na pewno nie byłaś jedyna. Kiedyś byłam w towarzystwie kolegi z Filologii Angielskiej. Kiedy zapytano go „Do you speak english?” odpowiedział „No” i zniknął 🙂

  • ja pojechałam do Chin, na dodatek jako studentka sinologii. i zwariowałam. „Takie są właśnie dla mnie całe Chiny. Bierzesz głęboki oddech i próbujesz jeszcze raz.” – chyba nikt nigdy tego lepiej nie podsumował. tyle, że do tego próbowania trzeba mieć chęci, cierpliwość i ogromne pokłady motywacji. cóż, co tu dużo gadać, to była po prostu szkoła życia :DDD

    • Natalia

      Najlepsza szkoła życia jaką można mieć!

  • Sick Boy

    Ciekawa relacja, ale i tak się tam wybiorę. Jedna uwaga – prawidłowa pisownia to „naprawdę”. Pozdrawiam

    • Natalia

      Dzięki! Jedź, pewnie, że tak. Trzeba samemu wyrobić sobie zdanie, nie tylko bazować na relacjach. Wiele osób jest zakochanych w PRC! Ja nawet szukając lotów do Azji z jedną przesiadką właśnie w Chinach dostaję drgawek 🙂 Pozdrawiam