Gwieździste niebo na pustyni Gobi

 

W drodze z Chin do Mongolii

 

Po 48 godzinach jazdy pociągiem z ciepłego Pekinu wyszłam na peron w Ułan Bator, nazywany najzimniejszą stolicą świata. Było -9 stopni, ja ubrana w przewiewne bawełniane spodenki do kolan. Poowijałam się zdobycznymi szmatami (kocyk z samolotu, jakaś chusta, pożyczone ciuchy), plus cała zawartość mojego plecaka, bo szron na szybie w przedziale nie zapowiadał nic optymistycznego.

Ułan Bator

 

Pierwsze dwie noce śpię na kwaterze prywatnej u pary w średnim wieku, Zaji i Ugiego. Zaczepili mnie na dworcu kolejowym w Ułan Bator proponując nocleg i korzystne ceny. Warunki są bardzo dobre, jest wszystko co lubię – czysto, ciepło i tanio. Za nocleg w centrum ze śniadaniem i wifi płacę 6$ od osoby. Dwuletni synek moich gospodarzy przebywa na stałe u dziadków na Pustyni Gobi, dzięki czemu dwa wolne pokoje w swoim mieszkaniu mogą wynajmować turystom. Działalność prowadzą od 8 lat i dobrze im idzie, szczególnie, że Mongolia nie jest jeszcze tak bardzo „turystycznym” krajem. Ugi jest kierowcą, więc widzi syna, jak dostaje kurs z turystami w tamte rejony, w sezonie nawet dwa razy w miesiącu. Wtedy robi mu zdjęcia i filmiki dla Zaji, która widuje swoje dziecko kilka razy do roku.  

Przyjechaliśmy tu zobaczyć coś więcej niż stolicę, więc po długich targach wybraliśmy trasę i 8 dniowy objazd po kraju z Ugim za kierownicą. Jesteśmy umówieni, że zostawi nas na Pustyni Gobi na jeden nocleg a sam pojedzie do syna i teściów. Wiezie im skrzynki z bananami i ryż. 

Mongołowie są bardzo przesądni. Przed naszą wyprawą Zaja polała próg samochodu mlekiem, a resztkę wylała na asfalt mówiąc „enjoy my beautiful Mongolia” (bawcie się dobrze w moim pięknym kraju).

 

Ugi, nasz mongolski kierowca
Ugi, nasz mongolski kierowca

 

Jedziemy na wyprawę bardzo podekscytowani, lecz nie do końca świadomi tego co nas czeka. Pierwszy nocleg spędzamy na stepie w pięcioosobowej jurcie ogrzewanej łajnem. Na zewnątrz przymrozek, pomimo, że jest maj. Dookoła jurty biegają kozy i baktriany. Niewdepnięcie w gówno graniczy z cudem!

 

Gwieździste niebo na pustyni Gobi

 

Na stepie panują skrajnie ostre, ciężkie do życia warunki. Na Gobi temperatura waha się od -40 zimą, do +40 stopni latem. Nocleg na pustyni na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Obudziło mnie zimno, jak się okazało nie tylko mnie. Na moich wymarzonych wakacjach na środku siedmioosobowej izby stał karton gówna. Uroczo ze strony gospodyni, że o tym pamiętała, prawda? Już wiedziałam, że suche i płaskie placki palą się najlepiej. 

Żeby  przetrwać noc postanowiliśmy napalić w piecu. Kiedy zrobiło się na tyle komfortowo, żeby wychylić nos spod śpiwora wyszłam przed jurtę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wielki księżyc w pełni  i tyle gwiazd, że obracałam się chwilę dookoła własnej osi ze zdumienia. Zdążyłam zapomnieć po co wyszłam! Postałam tak chwilę gapiąc się na morze gwiazd, po czym wróciłam do jurty i zasnęłam uśmiechnięta, bo mieszkając w dużym mieście nie mam często okazji na tak spektakularny widok Drogi Mlecznej.

Gwieździste niebo na pustyni Gobi to była jedna z piękniejszych rzeczy, którą wspominam do dziś… To nic, że nie mam zdjęć, w końcu moje motto to kolekcjonowanie wspomnień!