Śmierdzisz jak wielbłąd

 

Po powrocie z Mongolii natrafiłam na film historyczny. Pewien Chińczyk planując najazd na wroga trzyma prowizoryczną mapę, a drugi pokazując na ich północnego sąsiada pyta „What is this?” (co to jest?). Tamten odpowiada „a big nothing where only Mongols can live” (wielkie nic, w którym tylko Mongołowie mogą żyć).

W życiu nie słyszałam jednego zdania trafniej opisującego Mongolię.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Stado dzikich baktrianów

 

Komunikacja z kierowcą jest zerowa. Bazujemy na sześciu słowach, które zna, czyli „yes”, „no”, „today”, tomorrow”, „shower”, „lunch”. Tyle pożytku, że sympatyczny z niego gość i bardzo stara się nam coś pokazać. Cokolwiek, oprócz stepu  po horyzont.

W „krainie błękitnego nieba” jest jedna droga asfaltowa, która kończy się szybko za stolicą. 2000 kilometrów samochodem terenowym po Mongolii. Już któryś dzień jechaliśmy po żwirze. Jestem już tak zmęczona i ogłuszona tym jazgotem, że wszystkiego mi się odechciewa. Poruszamy się z prędkością żółwia, czasem po 150 km dziennie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Mongolia nie jest dobrym miejscem na wakacje dla ludzi wrażliwych. Ciężkie warunki i skrajny klimat zmieniający się z godziny na godzinę. Ułan Bator leży 1350 metrów nad poziomem morza, przez co przez cały wyjazd lecą mi skrzepy krwi z nosa (reszcie ekipy też). Gdyby nie zabieg przepalania jaki miałam kilka lat temu przeciw chronicznym krwotokom, na które cierpiałam od dzieciństwa, tu bym się ostatecznie wykrwawiła.

Spotkaliśmy turystów z Rosji, mieli wykupiony podobny objazd co my. Kiedy powiedzieliśmy im, że spędzamy w jurtach osiem dni, zamilkli. Im po trzech dniach było już wszystko jedno, czuli się jak zwierzęta. Zaczynałam ich rozumieć. Warunki szybko mnie przytłaczają, brak prysznica, bieżącej wody czy toalety zamiast dziury w ziemi sprawiają, że higiena osobista jest problematyczna. Zapas mokrych chusteczek ratuje resztki godności.

Czy warto spełniać wszystkie marzenia? Po powrocie z Mongolii odpowiedziałabym, że nie, bo często nasza fantazja nie ma nic wspólnego z rzeczywistością jaką zastajemy.

Teraz, pół roku później już z pełną świadomością co mnie czeka zaczynam dopuszczać myśl, że mogłabym wrócić i zamiast na południe ruszyć na podobno jeszcze bardziej niedostępny i wyludniony wschód. Więc… chyba jednak tak, warto spełniać te cholerne marzenia.

Po tygodniowym objeździe wróciliśmy na tę samą kwaterę w Ułan Bator. Gospodyni Zaja wyszczerzyła zęby na mój widok i powiedziała „you smell like a camel” (śmierdzisz jak wielbłąd).

Kwadrans później wzięłam najlepszy prysznic w życiu i odezwałam się bo bliskich. Przyjaciółka odpisała „Jezu, cipka Ci nie odpadła?”

Już odpadała, ale rzutem na taśmę udało się uratować!