Gdybym był młodszy choćby o 10 lat bez wahania przeniósłbym się do Nowej Zelandii

 

Luty 2015

Nowy Rok, nowa wyprowadzka. Mam nadzieję, że to nie stanie się tradycją i nasze życie choć pod tym względem się ustatkuje. Rodzina jeszcze o tym nie wie, ale kupiliśmy bilety do Auckland w Nowej Zelandii. Przenosimy się za 38 dni.

Marzec 2015

 

Płakałam całą drogę na Melbourne Airport. Płakałam przez pierwszą godzinę od wystartowania samolotu, do którego zresztą wchodziłam jak do komory gazowej. Dostałam po prostu spazmów z rozpaczy jak zobaczyłam przez okienko w samolocie to miasto, od którego się oddalaliśmy. Przywiązałam się do tego cholernego City of Melbourne.  W tamtym momencie byłam chyba jedyną osobą na świecie, która nie chciała lecieć do Nowej Zelandii. Nigdy nie marzyłam o tym kraju, nigdy nie chciałam tu przyjechać. Nowa Zelandia wydawała mi się zawsze zimna i tak daleka, że aż nierzeczywista.

Witamy w Auckland!
Witamy w Auckland!

 

Pięć lat temu dobiegał końca mój pierwszy miesiąc w Indiach. Indie są ogromne, w miesiąc zdążyłyśmy objechać całe południe od centralnie położonego Bangalore przez Puducherry na wschodzie, Maduraj na południu i w końcu Goa na zachodnim wybrzeżu. Wyprawa, żeby zobaczyć północ tego kraju jeszcze przede mną. Tamten wyjazd był moją pierwszą szkołą przetrwania. Kompletnie niedoświadczona, naiwna, pierwszy raz w Azji byłam wrzucona od razu na głęboką wodę. Nie jeden nie nazwałby tego wakacjami. Po powrocie przed wejściem do mieszkania ze szczęścia pocałowałam klamkę.

Był upalny wieczór, siedziałyśmy z mamą w jednej z knajpek na Goa. Cudownie zmęczone, rozgrzane słońcem, mentalnie jeszcze nie przygotowane na powrót do polskiej, jak się okazało bardzo srogiej zimy. Z 35 stopni w cieniu na -20 stopni i śnieg po kolana. Byłam chora po kwadransie.

 

To był nasz ostatni wieczór na Goa, wspominałyśmy wszystko co nas spotkało przez cały miesiąc a z naszego stolika słychać było jedynie dobiegające salwy śmiechu. W pewnym momencie podszedł do nas starszy Pan z zapytaniem, czy mógłby się dosiąść. Dodał, ze nasze  wesołe towarzystwo bardzo by mu odpowiadało. Ja byłam wówczas studentką a starszy Pan był starszy od mojej mamy o jakieś 10 lat. Mimo, ze miał rodziców Polaków jedyne co umiał powiedzieć po polsku to wierszyk, który pamiętał z dzieciństwa. Zaczął bardzo nieudolnie i z przekomicznym akcentem „Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku, więc przyszedł pan doktor i spytał…”, czym nas całkowicie zaskoczył i rozśmieszył do bólu brzucha. Nie siedział długo. Nas zresztą też czekała długa droga do domu.

Pamiętam, że na koniec powiedział coś w stylu: „dziewczyny, co by tu nie mówić. Gdybym był młodszy choćby o 10 lat bez wahania przeniósłbym się do Nowej Zelandii, ponieważ to jest i długo będzie najlepsze miejsce na świecie do życia. Pamiętajcie – Nowa Zelandia i tylko Nowa Zelandia”. 

Wkrótce później się pożegnaliśmy. W 2010 nie myślałam o żadnej emigracji, mieszkałam z rodzicami w mojej kochanej koszalińskiej mieścince i oszczędzałam dwa lata, żeby móc tam wtedy siedzieć, gdzieś daleko na plaży w egzotycznych Indiach.

Chwilę później wróciłyśmy do Polski a ja zaprzątnięta codziennością i studenckim imprezowym życiem szybko zapomniałam o starszym Panu. Równe 5 lat później siedząc w samolocie do Auckland w Nowej Zelandii z dwiema torbami, czyli z naszym całym dobytkiem przypomniałam sobie jego słowa. Nie była to na pewno żadna siła sugestii, tak po prostu potoczyło się moje życie. Niemniej jednak szkoda, że przed laty wyrzuciłam jego wizytówkę.

 

 

  • Ewa

    Ten wpis to prawie gotowy scenariusz na film 🙂 Jak to życie potrafi płatać figle 🙂

    • To prawda. Przewrotne życie 🙂

  • Bardzo ciekawy wpis, interesująco się czyta. 🙂 Czasami w naszym życiu spotykamy kogoś, kto w jakimś stopniu wyznacza nam obrany przez nas kierunek, cenię takie znajomości, więc tym bardziej żałuję tej wyrzuconej wizytówki… 🙂

  • Zazdroszczę odwagi na podejmowanie takich decyzji 🙂

  • Czasami niektóre miejsca na świecie są nam po prostu pisane…i przyciąga nas do nich pewna magia. Jeśli umiemy czytać znaki. Takie opowieści zawsze przyprawiają mnie o dreszcz ekscytacji 🙂

  • Ola

    O tak, do Melbourne można się przywiązać! Piękna historia, przemyśl napisanie książki 😉

  • eV

    Świetne przygody. Szczerze zazdroszczę tej Nowej Zelandii i gratuluję, że udało Ci się wyjechać. Ciekawe, jak po tych 5 latach zmieni się Twoje postrzeganie tego kraju 🙂

    • Natalia

      Też jestem bardzo ciekawa 🙂 Już teraz po niecałym roku powolutku zmienia się moje postrzeganie!