Cieszę się jak jadę i cieszę się jak wracam!

Znacie to uczucie w samolocie, jak pilot już ustawił się na odpowiedni tor, bo Ty przez okienko widzisz już tylko długi pas startowy (lub w nocy szereg światełek po horyzont) i wiesz, że teraz już Cie na prawdę nic nie zatrzyma? Odpala silnik, 3…2…1…i jesteś w powietrzu.

 Zawsze mogłabym być uzależniona od czegoś gorszego.

 

Gold Coast, wrzesień 2015

 

Mój boże, ale jak to tak w pojedynkę? I co ja tam bidulka będę robić całkiem sama w tej Australii? Będę robić zdjęcia – tylko te udane oczywiście, pić kawę, słuchać muzyki i pisać. I to wszystko nad Pacyfikiem. Nie mogę uwierzyć we własne szczęście!

Gold Coast, obserwatorium.
Gold Coast, obserwatorium.

DSCF3717

 

Nie ma to jak stara, dobra Australia. Od kiedy wyjechaliśmy z Melbourne sam kraj urósł w mojej głowie do rangi cudu nie z tego świata i nie mogę o nim zapomnieć. Na drogach jest więcej znaków ostrzegających przed dziką zwierzyną, niż tych dotyczących ruchu
drogowego. W Australii nogi uginają mi się ze szczęścia.  

Jestem po rozmowie telefonicznej z mamą, pytała czy jest ciepło. W Queensland ciepło jest ewentualnie o 6  rano, potem to już ratuj-sie-kto-może. 

Na pierwszy rzut oka Gold Coast to taki australijski Kołobrzeg, tylko, że sezon trwa tu cały rok. Sporo Polaków, na ulicach rozbrzmiewa „kurwa”, czyli nasz międzynarodowy znak rozpoznawczy.

Mam skandaliczne warunki w hostelu. Zostawiłam im trochę szmalu i nie spodziewałam się aż takiej nędzy. Poza tym chyba już jestem za stara na spanie w pomieszczeniu z grupką przypadkowych ludzi. Na szczęście człowiek jest bardzo łatwo przystosowującą się istotą, więc idzie przywyknąć do każdych warunków.

Do codziennej kawy nad Pacyfikiem z towarzystwem czerwonych roselli i kakadu też idzie przywyknąć. Jestem farciarą!

Gold Coast to 57 kilometrów piaszczystych plaż i ponad 300 słonecznych dni w roku. Nie bez powodu jest nazywane rajem dla serferów /surfer’s paradise/.

DSCF5369

DSCF4111

Raj dla surferów - surfer's paradise!
Raj dla surferów – surfer’s paradise!
Gold Coast
Gold Coast

 

Wieczorami najlepiej jest ulotnić się do pokoju – szczególnie jak jesteś drobną kobietą nie szukającą guza. Klub na klubie, miasteczko tańczy i śpiewa. Kolorowe neony i głośna muzyka potęgują postrzeganie Gold Coast wieczorową porą jako jarmark i paradę pijanych kurwiszonów. Nie żebym krytykowała, absolutnie. Każdy powinien się wyszaleć. Za dnia to całkiem przyjazna mieścinka, za którą już zaczynasz tęsknić jadąc autobusem na lotnisko.  

Wzbudzam litość, ale to akurat nic nowego. Patrzą i pewnie myślą – chuda, zagubiona, na pewno jest głodna (niedługo napiszę o Tybetańczykach dokarmiających mnie w autobusie). Często więc podchodzą do mnie, ale na prawdę dobrzy ludzie, nie naciągacze. Widzą mnie z plecakiem wypchanym jak w Polsce noszą 7 latki do szkoły (a tak na prawdę w środku tylko woda i duży futerał od aparatu) jak stoję gdzieś udając, że umiem czytać mapę i myślą sobie – zabłąkana duszyczka, pomóżmy jej. Moje szczęście, że do tej pory wychodzi z tego tylko coś fajnego.

Lubię wyjazdy w pojedynkę. Jak jestem sama a coś się dzieje to na prawdę muszę liczyć tylko na siebie i nie przeszkadza mi to. Każde jedno doświadczenie tworzy osobę jaką jestem. Z każdego wyjazdu wracam odmieniona i bardzo to lubię. Doceniam rzeczy codziennego użytku w moim domu, których przed wyjazdem nie doceniałam. Już po cichutku planuję sama gdzieś wyskoczyć w przyszłym roku, ale jeszcze przyjdzie czas, żeby o tym napisać.

W końcu po kilku latach robię postęp, bo zaczynam mieć równowagę. Cieszę się jak jadę i cieszę się jak wracam.

Nie taka zła ta Nowa Zelandia. Czwarty raz w tym roku leciałam do Auckland, po raz pierwszy pomyślałam, że „wracam do domu”.

 

 

 

  • A.

    Tak, dom jest tam gdzie zostaje serce

  • Natalia

    Ewentualnie tam dom Twój gdzie kot Twój 🙂

  • A ja właśnie nie lubię tego uczucia w samolocie – kojarzy mi się ono z bezsilnością, że jestem całkowicie od kogoś/czegoś zależna -brr! 😉

    • Wow! To niesamowite jak wszyscy jesteśmy różni 🙂

  • Do hostelu adaptujemy się szybko, ale żeby przystosować się do nowej rzeczywistości, nowego życia – to już nie takie hop. Fajnie, że Ci się udało!

    • Natalia

      Szczera prawda 🙂