I właśnie o tym marzę. Jechać dalej.

 

Spoglądam na listę rzeczy, które spisałam rok temu i chciałam, żeby się spełniły w 2015. Co roku notuję kilka rzeczy na których mi zależy. A bardziej precyzyjnie, notuję te rzeczy na których w danej chwili myślę, że mi zależy.  

Nie poleciałam do Perth nurkować w klatce z żarłaczem białym. Nie zrobiliśmy zaległej sesji ślubnej, której nigdy nie mieliśmy, a to już leci trzeci rok. Jeszcze w lipcu nie przeszłoby mi to przez gardło, ale to był udany rok. Spędziłam dużo czasu z mamą. Emigracja w końcu idzie w kierunku, w jakim sobie tego życzyliśmy. Byłam w 4 krajach. Stuknęła mi już liczba 29.

29 odwiedzonych krajów z niecałych 200. W 2016 chcę przekroczyć magiczne 30 i piąć się dalej. Zgodnie z moimi zapiskami sprzed roku chciałam odwiedzić pięć krajów, ale ja zawsze chcę więcej, więc…

W czerwcu tego roku dobiegała końca moja dwumiesięczna wyprawa do Azji. Miałam sporo pecha. Przez wypadek na skuterze zostałam okrzyknięta kuternogą zespołu. Z tamtych chwil pamiętam poślizg, wywrotkę, Chińczyka i który mi robił zdjęcia. Biała na asfalcie we krwi i w błocie, to jest dopiero egzotyka… pamiętam też moją mamę, która się na niego darła, aż w końcu facet zniknął. Miałam poobijaną prawą część ciała i problemy z chodzeniem. To i tak była kropla w morzu pecha, jaki mnie wtedy prześladował.  

Dwa dni później rozstając się z mamą byłam w fatalnym stanie i psychicznym i fizycznym. To był ostatni raz kiedy się widziałyśmy. Szkoda, że tak to się musiało zakończyć. Ona ruszyła do Beijin skąd miała samolot do Polski, ja wsiadłam w pociąg do Shanghaju. Pierwszy raz nie byłam pewna czy sama dam radę.

czerwiec 2016

Podróż z Guilin do Shanghaju zajmie mi dobę. Już śmierdzę, a siedzę dopiero w poczekalni na dworcu kolejowym. Skoro czuję odór sama od siebie, to musi być źle. Przez wilgotność powietrza i   nieprzestający padać deszcz (w końcu pora deszczowa) nic mi nie schnie i wszystkie moje rzeczy zwyczajnie cuchną.

Marzą mi się trzy rzeczy. Normalnie chodzić. Zrobić pranie. Takie prawdziwe, w pralce automatycznej, po którym czuć ładny zapach płynu a nie zgniliznę. Wypić kawę z moim mężem. 

Jadę pociągiem czternastą godzinę i nie przestało padać. Ostatni raz widziałam prawdziwie błękitne, bezchmurne niebo dawno temu w Mongolii. Może ta Mongolia wcale nie była taka zła jak myślałam?!

Spędziłam dziś noc w pociągu w otwartej kuszetce na 6 łóżek tzw. „hard sleeper”. Dziewczyna na łóżku obok wymiotowała do worków pół nocy, przez co nie dawała mi spać.

Codziennie widzę Chińczyków wymiotujących w miejscu publicznym, to już nie jest żadne zdziwienie, ale ona robiła to w wyjątkowo głośny i paskudny sposób. Stękała, charkała i pluła, no dramat. Na koniec każdej serii, zamiast wyrzucić worek, iść przemyć twarz – no nie wiem, zrobić cokolwiek, zawiązywała worek, odkładała na bok i kładła się spać, by za kwadrans zacząć od nowa.

W Shanghaju zapytałam jakiegoś chłopaka o drogę. Nie miał pojęcia gdzie jest mój hostel, ale zaczęliśmy rozmawiać. Zapytał co mi się stało, więc podwinęłam spodnie, żeby mu pokazać moją całe szczęście nie złamaną nogę. Wziął mój plecak i z pomocą nawigacji w telefonie odprowadził pod sam hostel. Cały feminizm i tak już dawno poszedł w pizdu.

Wiecie co jeszcze wtedy czułam mimo całego pecha i fatalnego samopoczucia? Chciałam więcej. Dojechaliśmy na południe Chin, byliśmy rzut kamieniem od granicy z Wietnamem i zaczynałam czuć niedosyt. Wielkie marnotrawstwo, żeby dojechać tak daleko i musieć zawracać. Życie bym mogła na to poświęcić a i tak byłoby mi mało. Czułam niedosyt niekoniecznie Chinami, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że nie zakochałam się w tym kraju, co dalszej drogi.

Chciałam kontynuować wyprawę, ruszyć do kolejnej miejscowości, przekroczyć kolejną granicę. Za każdą górką czy za każdym zakrętem jest coś nowego. Kto wie, może coś czego jeszcze nigdy w życiu nie widziałam? Jedyną opcją, żeby to sprawdzić, jest jechać dalej…

I właśnie o tym marzę. Jechać dalej.

 

 

 

  • Anna Brzezowska

    Świetny naturalny tekst. Już dawno nic takiego wspaniałego nie czytałam.
    Przez chwilę poczułam się jakbym czytała książkę ” Moja Afryka” Chcę więcej czytać tak wspaniałych tekstów.

    • Natalia

      Dziękuję bardzo za miłe swłowa. Czytałam Kingę Choszcz przed wyjazdem z Polski na stałe.

  • Właśnie, tak jak w tytule Twojego postu, stare nowe marzenia. 🙂 U mnie w zasadzie ten rok należałoby zaliczyć do udanych, czekam tylko jeszcze na jedną bardzo znaczącą wiadomość, jeśli będzie pozytywna to w zasadzie już nic do szczęścia w danym momencie nie będzie mi potrzeba. 🙂 W koń, po wielu latach stagnacji w realizacji własnych zamierzeń, zabrałam się ostro za spełnianie marzeń, oddałam się pasji czytania książek i czerpię z tego niesamowitą radość. 🙂 Brakuje mi podróży, ale na to potrzeba więcej finansów, stąd z wielkim zainteresowaniem odbywam je w książkowych fabułach i podczytując podróżnicze blogi. 🙂

    • Natalia

      Gratulacje:) Najważniejsze to odnaleźć coś, co się kocha i to robić. Pozdrawiam

  • Świetny tekst 🙂 Bardzo przyjemnie się czyta 🙂