3..2..1.. przekroczyliśmy równik!

 

Chyba nie ma miejsca na świecie do którego nie chciałabym pojechać. No, może z wyjątkiem Syberii. Nie widzę nic urokliwego w byciu gdzieś, gdzie jest tak zimno, że człowiekowi zamarzają powieki…  

Budzik dzwonił jak opętany. Przecież jest czarna noc, co jest grane?

 

Spojrzałam na zegarek, była nieludzka 3:45! To się nie dzieje na prawdę. Chociaż to sprawia fizyczny ból to czas wstawać, przecież samolot nie poczeka… Z roztrzepania w ostatniej chwili pakuję paszport.

Przekroczyliśmy równik!

Ładnych kilka godzin później, w szampańskim nastroju czekam już w Hurghadzie na dotankowanie samolotu. Więcej niż połowa drogi do Mombasy w Kenii za mną.  

Trzy godziny później z bujania w obłokach wyrywa mnie komunikat czeskiego pilota : „3..2..1.. przekroczyliśmy równik!” Pierwszy raz jestem na półkuli południowej. Na łezkę szczęścia nie trzeba długo czekać, ale zasłaniam się, żeby nie było, że ryczę jak jakaś durna baba.

Niedługo później moim oczom ukazał się przepiękny widok Kilimandżaro na tle zachodzącego słońca. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za kilka dni zobaczę tę górę i jej ośnieżony szczyt z dużej odległości ponownie, podczas pobytu na safari w Tsavo zachodnim.

Kto wie, może kiedyś uda mi się zdobyć jej szczyt?

 

 

Majestatyczne Kilimandżaro z lotu ptaka!

 

Po wyjściu z tunelu w Mombasie buchnęła na mnie cudowna fala gorąca. Był wieczór, 30 stopni i lekki wiaterek. Pierwsze słowa jakie usłyszałam od miłego chłopaka pracującego na lotnisku brzmiały „jabmo”, przyjazne powitanie w języku suahili. To słowo okazało się nieodzownym elementem całej wyprawy, gdyż każdego dnia pozdrawiałam w ten sposób dziesiątki napotkanych ludzi.

 

 

W Kenii obowiązuje ruch lewostronny. Porusza się tu zawrotna ilość tuk-tuków. Przejażdżka, którą zdecydowanie trzeba sobie zorganizować, moc wrażeń gwarantowana! Sporo zamieszania sprawiają również tak zwane matatu, czyli rozpadające się mini busy będące popularnym tu środkiem transportu. Podobnie jak w Indiach, ilość ludzi która jest w stanie się tam pomieścić nie ma nic wspólnego z ilością zalecaną przed producenta. 

Śpię pod moskitierą wypsikana środkami na robactwo tropikalne. Mam nadzieję, że jaszczurka która własnie koło mnie przemknęła da mi w nocy spokój. Nie mam ochoty obudzić się rano pogryziona. Mam nie zostawiać okien i balkonu otwartego z powodu grasujących koczkodanów zielonych. Słyszałam kilka historii o tym jakie numery potrafią wywinąć! Kradną stroje kąpielowe i robią sobie z nich czapeczki, lub zabierają z pokoju tampony i chowają je w miejscu tylko im znanym… ciekawe co z nimi robią?

Niech piszczenie tych złośliwych stworzeń na tarasie ukołysze nas dziś do snu.

Nie mogę się doczekać pierwszych wrażeń z Nyali Beach, ale to już nie jest zadanie na dziś. Jest czarna noc, słychać pisk małp i szum cieplutkiego Oceanu Indyjskiego. Dobranoc!

 

Park Hallera, Mombasa, Kenia

Nyali Beach, Mombasa
Nyali Beach, Mombasa