Ile kosztuje podróżowanie?

 

Forsa, czyli temat, który zawsze wszystkich bardzo interesuje. Czy odkryję Amerykę, jeśli powiem, że koszty zależą od Ciebie?

Ile kosztuje podróżowanie zależy najbardziej od Twoich oczekiwań i tego jak definiujesz swoje „wymarzone wakacje”, a jedyny koszt, którego nie da się zbić to opłaty wizowe. 

Jeżeli mówisz, że: 

„Podoba mi się, że wszystko jest zorganizowane i nie muszę się o nic martwić. Opcja bez all inclusive odpada, bo gotuję codziennie i chociaż przez te dwa tygodnie w roku chcę odpocząć i mieć wszystko ładnie podane. Chcę drinki, basen i ładny widok z pokoju, w końcu to wakacje i nie chcę sobie żałować”, to… nie mam dla Ciebie złotej rady. Komfortowa turystyka i eleganckie resorty kosztują, możesz pominąć czytanie reszty!


Jeżeli mówisz, że:

„Hotel to bardziej baza, do której wracam wieczorem, żeby się umyć i odpocząć przed kolejną przygodą” to jesteś bardzo elastyczny, dzięki czemu stać Cie na więcej.  

Najdroższe wakacje na które w życiu jeździłam to te na samym początku z biurami podróży gdzieś nad basen Morza Śródziemnego. Na miejscu kręciłam się po turystycznym kurorcie co nie dawało mi satysfakcji ani realiów jaki właściwie wygląda ten kraj, plus bolesne przeliczanie cen razy 4.

All inclusive w 5 gwiazdkowym hotelu (szarpnęłam się dwa razy w życiu. Jadąc drugi raz pomyślałam, że wcześniej może chodziło o źle dobrane towarzystwo.) wspominam jako top 3 najgorszych wyjazdów w życiu. Wszystko ładnie pięknie, ale to nie moja bajka. Nie obchodzą mnie sześć basenów, dwanaście restauracji tematycznych i pizza dostarczana do pokoju 24 na dobę po naciśnięciu guzika. Nie zobaczyłabym wielu krajów (np. Mongolia, Dominikana, Indie, Tajlandia, Chiny, Kambodża i tak dalej) gdybym miała płacić cenę, jaką mi oferują biura podróży.

Weszłam z ciekawości na jakieś „oferty dnia”. 10 000 zł za osobę za 12 dni na Dominikanie? Jadąc we dwójkę to 20 koła, plus dojazdy na lotnisko i to co się wyda na miejscu i robi się kwota, za którą podróżowałabym rok. Do dziś nie wierzę, że za tydzień pobytu na Punta Canie (Dominikana) kosztował mnie drobne na lokalne jedzenie i 10 $ opłaty wizowej. 

Magia couchserfingu -bardzo dobrze trafiłam na gospodarza. Podróżowałam w 2 osoby, ale będę pisać za siebie. Spałam u lokalnego młodego chłopaka, który pracował jako przewodnik regionalny.  Zobaczyłam najpiękniejsze rejony wyspy, plus był na tyle miły, że przywiózł i zawiózł na lotnisko. Ciekawostka – na Dominikanie jest jedyne lotnisko na świecie, którego dach jest kryty strzechą. 

To może tak w pigułce. Jak podróżować więcej za mniej? 

-śledzę promocje. Interesuje mnie to ile jaki kierunek kosztuje, czy są różnice w porach roku, albo ile bilet kosztuje „na za rok” a ile „na za dwa tygodnie”, porównuję ceny różnych linii a kiedy wchodzi jakaś na prawdę dobra oferta to ją biorę, lub mówię mężowi „Chyba sobie jaja ze mnie robią, że nazwali to promocją. Dwa miesiące temu kosztowało mniej”. Ale to trzeba lubić! 

– niewiele widziałam w Europie, pomimo mieszkania tam 25 lat, bo jest za droga. 80 euro za obiad dla dwojga np. na Malcie? Może innym razem. Taniej wychodzi mi promocyjny bilet np. gdzieś do Azji, tam dłuższy pobyt i więcej zwiedzania gdzieś, gdzie walutę zamiast przeliczać na Euro dzielę przez 9.  (np. Tajlandia – 1 polski złoty to 9 batów tajskich THB),

– na wyprawie dwa najdroższe koszty to transport i nocleg – często da się to połączyć podróżując kuszetką. Nie tracę dnia na dojazd i pieniędzy na hostel,

– na miejscu unikam biur podróży, po co mam płacić prowizje? Jeżeli uważam, że miejscowe biura są „tanie„, lub kraj jest uważany za „niebezpieczny” i rozsądniej jest wybrać opcję wyjazdu zorganizowanego – targuje się, np. proponuję, że kupię dwa wyjazdy z nimi a trzeci, lub jakieś konkretne bilety wstępu będą gratis, a oni
się zgadzają,

– taksówka to ostateczność, nawet jak kraj należy do „tanich”. W perspektywie miesiąca lub dwóch i tak zrobi się dużo. Pieszo, lokalnym autobusem, tuk-tukiem lub rikszą jest większa szansa na jakąś przygodę. W „drogich” krajach, typu USA czy Nowa Zelandia łapię stopa. (Uwaga, co kraj to obyczaj – na Florydzie brali mnie na stopa i zdarzało się, że informowali na początku, że będą chcieli kilka $ zrzutki do paliwa, co jest w porządku),

– staram się unikać bardzo turystycznych atrakcji, gdzie bilet wstępu kosztuje fortunę a na miejscu jest zawód, tłok, komercja i kolejki.  (*wyjątek – jeśli mi zależy, bo przyjechałam tu właśnie, żeby to zobaczyć, to trzeba się przemęczyć i cena nie gra roli). Z mężem często zwiedzamy rezerwaty przyrody i Parki Narodowe, gdzie najczęściej wstęp jest darmowy. I tak najpiękniejsze miejsca jakie w życiu widziałam były bezpłatne.

– nie imprezuję i nie kupuję bzdur – czwartego portfela, dziesiątej koszulki. Nie robię prezentów, nie przywożę pamiątek, które na wyjeździe muszę nosić a w domu ścierać z nich kurz.

Wyjątek – gdy coś mnie „powali na kolana”. Ostatni taki raz zdarzył się w maju 2015 w Karakorum (dawnej stolicy Mongolii), gdzie kupiłam sztylet z kości wielbłąda dla męża. Dobrze, że zrobiłam zdjęcie! Udało mi się z nim przejść granicę mongolsko-chińską, chociaż piszczałam na każdej bramce. W Chinach pobujałam się z nim tydzień mając codziennie każdą możliwą kontrolę osobistą aż do jego skonfiskowania w Xian przed wejściem do pociągu.

 

IMG_20150516_155808

 

Wiem, że nie każdy lubi hardcore, więc z doświadczenia powiem, że od lat łatwiej jest mi zorganizować pieniądze na wyjazd, niż towarzystwo!

  • jesteś niesamowita!

  • No to wiem, jak oszczędzać. 😉 A gdybyś tak mogła podać jakieś w miarę konkretne kwoty? Ile wynosi cię jakiś okres w podróży? 😉 Weźmy te wschodnie kraje na przykład, też wolę złotówki dzielić niż mnożyć przy przeliczaniu. 😀

    • Natalia

      hej Barni, miło Cie widzieć znowu na moim blogu 🙂 Ciężko jest operować kwotami, bo każdy jest inny i wszystko się zmienia – np. ja będąc w Tajlandii 3 lata temu przeliczałam jeszcze 1 zł do 10 bathów. Ale jak chcesz konkret, to powiem, że np. 5 tysięcy zł to piękna kwota za którą można zobaczyć kawał świata (kilka krajów) i posiedzieć gdzieś miesiąc wzwyż w zależności od Twojego talentu 🙂 pozdrawiam

  • Wyprawy ‚na własną rękę’ są najlepsze. Przygoda, sprawdzanie się w różnych sytuacjach daje o wiele więcej satysfakcji niż opcja all inclusive!

  • A ja mam całkiem dobre doświadczenia z hoteli 5* all w bardzo dobrej cenie… Kocham last minute 😀

    • Natalia

      To dobrze, tylko się cieszyć 🙂 pozdrawiam!

  • A.

    Moja ulubiona podróżniczka!

  • Podziwiam Cię, bo ja chyba bym trochę się obawiała takich podróży. Na kobiety przecież czyha wiele niebezpieczeństw. Więcej niż na podróżujących facetów. Ale zdaję sobie też sprawę, że zobaczyłaś to, czego ja nigdy nie zobaczę.

  • Zgadzam się z Tobą – warto odkryć podróżowanie na własną rękę, daje nieporównywalnie lepsze doznania niż te gdzie jesteś ograniczona przez paln wycieczki. W podróży kocham wolność i swobodę wyboru 🙂