„Biała się porzygała”!

 

Drugi dzień jedziemy autokarem przez Wyżynę Tybetańską. Właśnie minęliśmy znak, że znajdujemy się na wysokości 4412 metrów nad poziomem morza. Tak telepie, że nie jestem pewna, czy rozczytam się później z tych bazgrołów!

Od 6 rano jestem w drodze w towarzystwie bardzo miłej pary Tybetańczyków. Zaczęli mnie dokarmiać od samego początku. Zaczęło się niewinnie, od jajek na twardo, racuchów i pierożków z mięsnym farszem. To jest nieludzkie, żeby kazać komuś jeść o takiej godzinie, ale oni nie przyjmowali odmowy. Potem dostałam 5 ciastek z budyniem i kruche ciasteczka z orzechami. Pokazywałam na migi, że już nie mogę i łapałam się za brzuch, więc zaczęli mi upychać do plecaka „na wynos”.

Czy ja wzbudzam litość?

Czytaj dalej „Biała się porzygała”!