Czy w Australii wszystko chce Cie zjeść?

 

„A croc has got me!” – „Krokodyl mnie dopadł”  (z relacji przyjaciółki – świadka) było ostatnim zdaniem 46 letniej Nowozelandki tuż przed tym, jak w ostatnią niedzielę krokodyl różańcowy wciągnął ją do morza z plaży w Parku Narodowym Daintree w Queensland, Australii. Ciała do dziś nie odnaleziono.

Myślę sobie – Boże, jaka straszna śmierć. Co za biedna kobieta. JAK to się w ogóle mogło stać?! 

Od kilku dni o tej sprawie mówi się bardzo dużo. Nie mam w domu telewizora, ale czytam gazety, poza tym facebook „dba” o to, żeby docierały do mnie przeróżne informacje. Czytam artykuł dalej. Obie kobiety przyjaźnią się od dziecka i mieszkają w różnych stanach Australii od ponad 20 lat. Do Parku Narodowego Daintree przyjechały na kilkudniowe wakacje. W niedzielę 29 maja późnym wieczorem (22-22.30) świadome zagrożenia, mijając znaki ostrzegawcze o występujących w okolicy krokodylach różańcowych (saltwater crocodiles), poszły na spacer na odludną plażę, bo miały ochotę się wykąpać.

Myślę sobie – Co za idiotki.

Z informacji i opowieści, które docierały do mnie jak mieszkaliśmy z mężem w Australii, ludzi, którzy tam giną po atakach zwierząt dzielę sobie na 3 grupy:

1. turyści (ignorancja, zgrywanie bohatera, zabawa – „jestem na wakacjach”, „bez przesady”, lub „nic mi się nie stanie”),
2. nieszczęśliwe wypadki – zły czas w złym miejscu, przypadek, np. nadepnięcie na zwierzę, które atakuje w obronie własnej,
często dzieci,
3. Surferzy – taki styl życia&miłość do adrenaliny i żadna ilość żarłaczy białych tego nie zmieni,
4. głupcy (często kategoria 1 i 4 są wymieszane)


Tabloidy nazwali je turystkami, bo przyjechały do Parku w celach turystycznych i urodziły się w Nowej Zelandii. Jak dla mnie, zaatakowana kobieta żyła w Australii od 26 lat, więc turystką nie była i 
MUSIAŁA przez ten czas się dowiedzieć co jej grozi w tym kraju.

Czy w Australii na serio wszystko chce Cie zabić? To zależy jak na to spojrzysz. Patrząc na ilości i rodzaje jadowitych zwierząt zamieszkujących najsuchszy kontynent świata, to raczej tak. Rekiny, krokodyle (słodkowodne i słonowodne), meduzy (zabijają więcej osób niż krokodyle, rekiny i szkaradnice razem wzięte), węże (17 gatunków z 26 najbardziej jadowitych świata występuje w Australii), pająkikazuary (jednym kopnięciem zabijają dorosłego człowieka),jadowite- płaszczkipijawkiżabyślimakiskorpiony,szkaradniceośmiornice.

To sucha teoria… jednakże na pewno nie jest tak, że wysiadasz z samolotu i musisz walczyć o życie, bo na każdym kroku coś chce Cie zabić. W dużych miastach (jak ja w Melbourne) w ogóle nie czułam, że jestem w Australii.

Poza miastami – na plażach są siatki, ratownicy i patrolujące brzeg helikoptery – na pozostałych plażach kąpiesz się na własną odpowiedzialność. Na pająki i węże są surowice (różnego rodzaju surowice na różnego rodzaju ugryzienia, więc dobrze poczytać przed wyjazdem & umieć opisać, lub zrobić zdjęcie temu, co Cie ugryzł). Od 1979 roku nikt w Australii nie zmarł od ukąszenia pająka, mimo, że najbardziej powszechny – jadowity redback występuje WSZĘDZIE.

Latrodectus_hasseltii_-Sydney,_Australia-8
Spokojnie, to tylko redback. W najgorszym wypadku zginiesz 🙂

 

Redback_spider_records_map
Redback – wysępowanie

 

Australijczycy są przyzwyczajeni do obecności pająków (i innych tego typu stworzeń) i naprawdę nie jest to dla nich nic nadzwyczajnego.  Człowiek jest bardzo elastyczną istotą, do wszystkiego idzie przywyknąć 🙂 Dzieci moich znajomych z dzielnicy Ripponlea w Melbourne znalazły któregoś razu redback’a bawiąc się w ogródku, włożyły go z pomocą rodziców do słoika i następnego dnia zaniosły do szkoły na lekcję biologii.

Z tego co ja widziałam Australia jest bardzo dobrze oznakowana (powiedziałabym, że jak dla dzieci). Jeśli coś Ci grozi, to wchodząc do parków narodowych, do lasów, na plaże, czy do wody przeczytasz o tym na znakach ostrzegawczych – Uwaga na kazuary! Zakaz pływania! Meduzy!

 

chapter-12-Poisons-bites-stings
Uwaga na meduzy!

 

Strzeż się krokodyli! Uwaga rekiny! I tak dalej… Ostatni raz byłam w Queensland w październiku 2015 i mijałam z różnych powodów wiele znaków „no swimming” – zakaz pływania i …  Australia to wolny kraj. Tylko od Ciebie zależy co z tym dalej zrobisz, a do największej ilości wypadków dochodzi, gdy to człowiek wchodzi na teren drapieżników, rzadko odwrotnie.

DSCF2736
Niebezpieczeństwo, zakaz kąpieli! Gold Coast, Queensland, Australia

 

300516SPLCROCODILE2_620x310
Zakaz pływania! Bądź świadomy, że w tych wodach żyją krokodyle! – znaki ostrzegawcze w Parku Narodowym Daintree, w którym doszło do wypadku.

 

Wracając do wcześniej opisanej historii, która dołoży kolejną cegiełkę do mrocznych opowieści o śmiercionośnej Australii… Jeżeli człowiek świadomy zagrożenia „ma ochotę”, więc idzie pospacerować i popływać na terytorium krokodyli różańcowych, to jak dla mnie nie jest bohaterem, tylko głupcem.

 

  • Każdy jest odpowiedzialny za siebie, umie czytać, rozpoznawać znaki i jeśli decyduje się na wtargnięcie na terytorium niebezpiecznych zwierząt to jego sprawa. Zwierzęta w przeciwieństwie do ludzi nie zabijają dla zabawy.

    • Natalia

      Dokładnie!!!

  • Agnieszka

    Hej, moja pierwsza myśl była taka sama – co za idiotki.
    Moim zdaniem, jak się ma trochę oleju w głowie to się wie, na co można się natknąć nawet we własnym kraju. To jakby ktoś włożył głowę do paszczy lwa i potem miał (hipotetycznie) pretensję, że ten go zjadł. Och, ale ludzi nie zrozumiesz.
    Podoba mi się ten tekst, przygotowanie do niego, chociaż o tym pająku to wolałabym nie wiedzieć… 🙂

  • Zazwyczaj takie wypadki wynikają z niezachowania ostrożności, świeży przypadek z Cincinnati, ale póki człowiek nie weźmie odpowiedzialności za swoją głupotę, zawsze winne będzie zwierzę. PS Dopiero czytając Twój wpis poznałam kazuary i od razu się zakochałam – taki paw-dinozaur. 🙂

  • Do tej pory pamiętam jakie miałam siniaki, kiedy oberwałam ogonem kangura po nogach! Ciekawe doświadczenie 😉