Nadal średniowiecze

 

Bezdzietni znajomi kilka lat po ślubie wrzucają na wiadomo jaki portal społecznościowy zdjęcie siebie w towarzystwie dziecka. Przed oczami od razu mam obraz niewinnych owieczek w drodze na rzeź. Nie mija 5 minut:

Teraz Wasza kolej.

Kiedy własne?

Pasuje Wam taki dzidziuś.

Bylibyście wspaniałymi rodzicami.

Planujecie dzieci?

Ja rozumiem, że ludzka ciekawość, że życzliwość i troska, ale serio pytam – po co to całe gadanie i zaglądanie komuś do majtek? Mają od tych pytań dostać nagłego objawienia, zerwać z siebie ubranie i zacząć majstrować maluszka przed monitorem? Chyba jednak nie. 

Dla jednej kobiety macierzyństwo będzie spełnieniem najskrytszych marzeń a dzień narodzin dziecka najpiękniejszym w jej życiu, a dla drugiej niekoniecznie. Wszyscy są inni, więc po co te wszystkie pytania? Planować to sobie można by the way, plany planami, życie życiem. (Man plans, God laughs – człowiek planuje, Bóg się śmieje).

Poza tym i tak każdego nie zadowolisz i zawsze będą komentarze. Brak dzieci – coś jest z Tobą nie tak. Jedno dziecko – jedynak-egoista, dwójka tej samej płci- to jeszcze „trzeba” chłopca/dziewczynkę do kompletu, troje, czworo i więcej – patologia, „dziecioroby”.

Nie jest łatwo być młodym, zdrowym i nie mieć dzieci, ale bazując na reakcjach ludzi uczymy się „najlepszych”, czyt. najszybciej kończących temat odpowiedzi, na przykład:

Nie jesteśmy jeszcze gotowi – uważaj, bo to zaproszenie do dyskusji;

To kiedy będziecie gotowi? Chcecie chodzić na wywiadówki, żeby brano Was za ich dziadków? 

Może za kilka lat, teraz chcielibyśmy trochę pożyć – często akceptacja, czasami kolejne pytania.

Nie chcę mieć dzieci – niedowierzanie, oburzenie, „zobaczysz, jeszcze zmienisz zdanie”, „co to za kobieta, co nie rodziła?”, „kto Ci poda szklankę wody na stare lata?” 

Nie lubię dzieci – najgorsza z możliwych odpowiedzi, trzeba unikać.

Żadne wciskanie ludziom nieprawdy, wszyscy się zmieniają i każda z odpowiedzi na pewnym etapie życia człowieka może być prawdziwa.

Według ostatniej publikacji Seks to zdrowie co czwarty Polak twierdzi, że głównym celem seksu w małżeństwie jest posiadanie potomstwa. Z jednej strony statystyki kłamią, z drugiej strony to by wiele wyjaśniało…

W Melbourne (Victoria, Australia) pracowałam kiedyś u 32-letniej ortodoksyjnej Żydówki Yiti, Pani z siedmiorgiem dzieci. Y. przedstawiono jej przyszłego męża, gdy mieli po 16 lat. Przed ślubem widzieli się dwa razy w obecności rodzin. Po drugim spotkaniu ustalono datę ślubu na za rok, w ciągu którego którego młodzi mieli zakaz kontaktowania się. Innymi słowy zgodnie z tradycją 17-letnia Y. wyszła za mąż za chłopaka, którego widziała w dniu ślubu po raz trzeci w życiu, żeby 9 miesięcy później urodzić córeczki bliźniaczki. Y. była najładniejszą Żydówką jaką poznałam. Ładna mimo ubierania codziennie czegoś przypominającego śpiwór i ciała po 6 ciążach.

Ja wtedy 25- letnia, niby zamężna ale bezdzietna, więc co to za małżeństwo, w jej oczach jakieś takie niewartościowe, niekompletne, pewnie nieskonsumowane… W końcu przestała pytać, ale ciekawe ile po drodze zdążyła wymyślić powodów na to co może być ze mną nie tak?

Nadal średniowiecze, pytania o pożycie małżeńskie, wyznaczanie wartości kobiety i jej statusu poprzez macierzyństwo&małżeństwo.

Na Wyspie Atatata na Tonga poznałam dziewczynę zbliżoną mi wiekiem, pracowała w hotelu. Zamieniłyśmy ze sobą parę zdań, zwykły kurtuazyjny small talk, a potem przyniosła lunch, dosiadła się do stolika i patrzyła jak jem.

To było trochę dziwne, bo zwykle kelner przynosi zamówienie, życzy smacznego i znika, ale to malutka, rzadko odwiedzana wyspa i jedyny hotel, więc pomyślałam, że przecież jest w pracy i pewnie długo nie zabawi. Tradycyjne pytania o wiek, posiadanie męża i dzieci jakby to było jedynym, prawdziwym sposobem na odnalezienie szczęścia. W pierwszym zdaniu dowiedziałam się, że ona jest singielką nie z wyboru.

Co się przejmujesz, na pewno kiedyś kogoś znajdziesz. (tak rzucone bardziej w eter, przypominam, że dla mnie były to wakacje na rajskiej wysepce i poznałyśmy się kwadrans wcześniej)

Ona – Skąd wiesz? A co jeśli tak się nie stanie? Mam 28 lat i nie robię się coraz młodsza. Co jeśli nikogo nie spotkam, nie wyjdę za mąż i będę samotna do końca życia? 

Przekraczasz pewien wiek i BUM już po Tobie, już się do niczego nie nadajesz, masz przejebane siostro! Jakby małżeństwo było „gwarancją” szczęśliwego zakończenia, umierania przy boku ukochanego, macierzyństwo głównym celem egzystencjalnym płci pięknej a dzieci fundamentem silniejszym, niż kredyt na sto lat.

Byłam singielką było ekstra, nie jestem singielką jest ekstra, po co dążenie zawsze do czegoś innego, jak łatwiej jest cieszyć się z tego co jest?

Jakby kobieta nie mogła nie mieć męża i dzieci, nie mieć instynktu macierzyńskiego, bo wtedy nie będzie „kompletną”, „prawdziwą” (słyszałam to notabene zadziwiająco od Panów).

Cesarka to nie poród. Zobaczysz, jeszcze będziesz chciała sama urodzić i poczuć się „spełnioną” kobietą. 

Serio? Chyba jednak znam inne, trochę przyjemniejsze sposoby, żeby poczuć satysfakcję z bycia kobietą niż „porzyganie się z bólu”. Przepraszam, że tak dobitnie na koniec, nigdy nie rodziłam, więc muszę bazować na cytatach.