Naćpani światem

 

Gdyby tylko ludzie skupili się na realizacji marzeń tak jak skupiają się na szukaniu wymówek uniemożliwiających ich spełnienie, świat byłby, jeśli to możliwe, jeszcze piękniejszym i na pewno o wiele przyjemniejszym miejscem.

Wiem, że nie jest tak źle i że istnieją jeszcze inni wariaci, tak samo jak ja naćpani światem.

Zawsze zaczyna się tak samo. Impuls i tysiące planów w głowie. Od razu w myślach kiełkuje wstępna „trasa marzeń” (bo absolutnie każdy wyjazd jest marzeniem), szacuję ile jej pokonanie mogłoby mi zająć i jeśli mogę dodaję ze dwa tygodnie. Później zmieniam trasę jakieś dwadzieścia razy, dochodzą kosztorys i detale, czyli bezpieczeństwo w danym kraju, wizy, ubezpieczenie, szczepienia, pogoda, moje oczekiwania. Wpadnięcie na pomysł aż do jego realizacji nie zawsze trwają długo, ponieważ kiedy już zapalisz lont…

Uwielbiam ten czas napięcia i oczekiwania na kolejną przygodę, który ostatecznie mija tak szybko, że naglę budzę się zdrętwiała w samolocie podziwiając naszą piękną Ziemię przez malutki, zaparowany lufcik.

Nie ma się czym stresować, robiłam to już tyle razy. Po raz dziesiąty sprawdzam czy mam paszport, tak jakby przez ostatnią minutę miał dostać niewidzialnych nóżek i uciec z plastikowej saszetki. Niemniej jednak sprawdzam i tak, potwierdzam, paszport jest na swoim miejscu. Teraz wystarczy pojechać na lotnisko, wsiąść w trzy samoloty i polecieć 10400 kilometrów do Chin.

Nic prostszego!

 

showmap
Auckland-Pekin

 

maj 2015

 

Po czterech godzinach pierwszy przystanek techniczny w Australii na tankowanie maszyny. Kiedy samolot szykuje się do lądowania w Porcie Lotniczym w Sydney (Sydney Kingsford Smith Airport) jest już późno. Metropolie wieczorową porą mają w sobie jakąś moc! Siedzę przyklejona do szyby z rozdziawioną gębą. Tamtej nocy blisko 5-milionowe Sydney jakby specjalnie dla mnie błyszczy na wszelkie możliwe barwy. Znowu, chociaż na chwilę jestem w ukochanej Australii…

 

1 (2)
Sydney.com – Harbour Bridge

 

Przelatujemy nad Mostem Portowym Sydney Harbour Bridge. Tuż pod sobą widzę w całej okazałości podświetloną Operę i przechodzą mnie dreszcze. Jak to jest możliwe, że wygląda ona jeszcze piękniej niż to zapamiętałam? Mimo, że stałam pod nią rok wcześniej, tamten wieczorny widok z kilkuset metrów nad ziemią zapiera dech w piersiach.

1 (3)
Sydney.com – zawsze w innym kolorze – Opera!

 

Nadal mnie dziwi, że po spędzeniu kilku godzin w metalowej puszce jestem w innym kraju! Kiedyś mój znajomy ze studiów zapytał: „Po co podróżować skoro jest google maps?” Wtedy nie mogłam w to uwierzyć i po kilku latach nadal nie mogę!

Następnego dnia zbliżając się do lądowania na Tajwanie jestem bardzo zaskoczona widokiem przez okno. Jest pięknie i zielono po horyzont. Zamiast dżungli wieżowców jest prawdziwa dżungla.

Chińska Republika Ludowa

 

Pierwsze wrażenie po przylocie do Beijin jest okropne. Szare, brudne, ponure blokowiska i niewyobrażalny smog. W myślach współczuję ludziom tu mieszkającym i przy okazji samej sobie. Przebywanie dobę w Pekinie jest równoznaczne z wypaleniem 21 papierosów. Bilet powrotny do domu mam na za dwa miesiące i nie cierpię papierosów.

Wlokąc się godzinę taksówką z lotniska zaczynam się dziwić, że wyjechałam z tak pięknej Nowej Zelandii, tak naturalnego i czystego kraju, prosto w sam środek bagna.

Na chwilę wracam myślami do tych długich, jesiennych i ciepłych dni w Auckland, które zostawiłam za sobą. Wielu normalnych i dlatego fajnych momentów, kiedy mogliśmy do późna siedzieć na zewnątrz na krótki rękawek. Wypijaliśmy wiadro kawy dziennie, patrzyliśmy na błękitne niebo i trochę śmiać mi się chce, że mogłam wylądować w wielu innych miejscach, a znalazłam się właśnie tu.

To niesprawiedliwe, że już po krótkiej chwili bez siebie można poczuć się samotnym, tak jakby ostatnich kilka lat nie miało miejsca.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że kolejny błękit nieba zobaczę dopiero dwa tygodnie później w Mongolii… To nic, bo o to też trochę chodzi w jeżdżeniu. Gdyby wszędzie było tak samo, ludzie już na pewno przestaliby się ruszać z kanapy!

Naćpani światem?

 

Od teraz jaki jest dzień tygodnia, czy która jest godzina przestają mieć znaczenie. Mogę czytać o kraju, oglądać zdjęcia, robić notatki i próbować się przygotowywać, ale tak naprawdę co mnie czeka na miejscu to zawsze jedna wielka niewiadoma. Nigdy nie wiem jakich poznam ludzi, co ciekawego może się przytrafić, lub co przyniesie dzień i to jest w tym najpiękniejsze.