Im więcej piwa, tym więcej dzieci

 

Za godzinę lądujemy na państewku wyspiarskim położonym pomiędzy Nową Zelandią a Hawajami – Samoa.  Z okna samolotu Samoa to tylko mała, łatwa do przeoczenia kropeczka położona gdzieś daleko na gigantycznym Pacyfiku.

 

800px-Samoa_on_the_globe_(Polynesia_centered).svg

 

 

Dzień przepełniony stresem przeplatanym z euforią wyjazdową zakończył się na pokładzie samolotu z gorzką herbatą i intensywnie czerwonym zachodem słońca. Często zastanawiam się jakie rzeczy widzieli w swoim życiu piloci samolotów z np. 20 letnim stażem, ale to pewnie przekracza moją wyobraźnię.

Steward rozdaje do wypełnienia arrival cards, „karty wjazdówki”. Standardowe pytania o dane osobiste, daty pobytu w kraju i zakwaterowanie. Ostatnie pytanie mnie rozbraja.

Jak dowiedziałeś się o istnieniu kraju Samoa?

1. w biurze podróży (travel agent)
2. z gazety (newspaper)
3. z internetu (Internet)
4. z ust do ust (word of mouth)
5. inne (other)

Lecimy na wakacje czy teleportowaliśmy się do czasów, kiedy wiedza ogólna otoczona atmosferą tajemnicy była przekazywana wybrańcom z ust do ust? 🙂

Są ‚gazety”, nie ma opcji „książki”. Zaznaczam „other” i wpisuję „school” – szkoła.

Z lotniska w Apia odebrał nas Samoańczyk świadczący usługi transportowe dla hoteli na Upolu. Uzgodniliśmy cenę i ruszyliśmy w drogę. Taksówkarze na całym świecie mają reputację krętaczy i rzeczywiście coś w tym jest, dlatego unikam korzystania z ich usług jak ognia . Jak przychodzi do płacenia cena zawsze w magiczny sposób rośnie (nigdy maleje).

W samochodzie była z nami jeszcze para młodych Francuzów, jechaliśmy do tego samego hoteliku. Tak jak my mieszkają obecnie w Auckland, przylecieli do Nowej Zelandii na rocznej wizie working holiday (praca-wakacje), mieszkają w samochodzie.

Auckland jest drogim miastem, coraz bardziej agresywne nagłówki gazet informują mnie o pogłębiającym się kryzysie mieszkaniowym i rosnącej liczbie bezdomnych. Codziennie czytam o rodzinach z kilkorgiem dzieci mieszkających miesiącami w garażach czy samochodach. Przykrą, ale już nie zaskakującą „normą” zrobiły się historie o wylądowaniu całych rodzin nowozelandzkich na bruku (utrata pracy jednego z rodziców, czynsz idzie w górę o 25% i ludzi nie stać na wynajem/spłatę kredytu – bank przejmuje dom).

Poznałam kiedyś w Auckland Włocha pomieszkującego w samochodzie miesiąc, ale jak w przypadku tych Francuzów rok- to już trochę dużo. Nie mam telewizji, bo nie chcę dać się przekonać mediom, że ten świat jest takim podłym, pełnym bezdusznych ludzi miejscem, a gazety są dla mnie wystarczającym źródłem ludzkich tragedii.  Wtedy po raz pierwszy dotarł do mnie problem bezdomności, bo stał się  „namacalny”. Zadbani, zwyczajni i uśmiechnięci ludzie, którzy mówią, że tak, mieszkają w samochodzie, bo wynajem jest za drogi. Najgorsze są zimne noce, ale teraz są tu, na wakacjach, ogólnie nie mają co narzekać, jest dobrze.

Nie ma znaczenia czy jestem w Polsce, czy siedzę gdzieś po drugiej stronie globu na Samoa – wszyscy ludzie są do siebie bardzo podobni. Tak samo elastyczni, wytrzymali, skłonni dostosować się do każdych warunków i wykonywać każdą pracę, żeby tylko uczynić swoją sytuację bardziej „znośną”.

Rodzimy się i dorastamy w przeróżnych warunkach, mając „lepszy”, lub „gorszy” start w życiu (zaradni z odrobiną szczęścia i tak osiągną co chcą).

Możemy wyglądać inaczej, mówić inaczej, lub nawet myśleć inaczej, ale ostatecznie wszyscy jesteśmy tacy sami i w życiu chodzi nam mniej więcej o to samo. Chcemy mieć poczucie bezpieczeństwa, dach nad głową, zdrowie, pełny brzuch i kochających ludzi obok siebie. Każdy chciałby być również szczęśliwy, tylko jakoś nie każdy umie zdefiniować co dla niego to „szczęście” znaczy!

Samoańczycy to prości, bezpośredni i z mojej perspektywy szczęśliwi ludzie. Cieszą się tym co mają, zamiast narzekać, że czegoś brakuje.

Jechaliśmy 40 minut, więc Pan, który odebrał naszą czwórkę z lotniska, a że gęba mu się nie zamykała, zdążył sporo opowiedzieć o sobie i kraju.

Life in Samoa is very simple. We love lazy sunsets and sex on the beach. We don’t have money. What we have is food and beer…lots and lots of beer. The more beer the more babies.

Welcome to paradise!”

Życie na Samoa jest bardzo proste. Uwielbiamy długie zachody słońca i seks na plaży. Nie mamy pieniędzy, za to mamy mnóstwo piwa i jedzenia. Im więcej mamy piwa tym więcej robimy dzieci!

Witamy w raju!”

 

 

  • Przyznam, że nie słyszałam o tym kraju. Trochę wstyd, jak na osobę, która zdawała na maturze geografię i interesuje się obcymi kulturami.

    • Natalia Jaranowska

      To nic, lepiej późno niż wcale!

    • Seba

      Był kiedyś popularny kawał typu „suchar”. Państwo na jedną literę? SAMOA. I pewnie cześć ludzi stąd wie o tej wysepce.

  • Jak bardzo bym chciała kiedyś do tej kropeczki na mapie dotrzeć, na razie rozsmakowuję się w podróży, ale czytając relacje i reportaże innych. 🙂

  • Pierwszy raz słysze o tej wysepce;)

  • Rozbroiło mnie to pytanie, tak jak Ciebie, chyba nie wiedziałabym co wybrać – moze, ze pomyliłam samolot i nagle przypadkiem sie na tej wyspie znalazłam 😉 Piękna opowieść, ważny temat – dzieki za sensowną lekturę z rana!

    • Natalia Jaranowska

      moja przyjemność 🙂

  • Dla mnie to trochę jak opowieść z kategorii fantastyka… mieszkać przez rok w samochodzie? Ja bym nie dała rady, chociaż tak jak piszesz, człowiek jest w stanie się do wszystkiego przystosować. Mam nadzieję, że pobyt na Samoa bardzo udany 🙂 Dużo piwa było? 😉

    • Natalia Jaranowska

      Nie, żeby od razu dużo, troszkę 🙂 Taula, narodowa duma – piwo warzone i produkowane na Samoa!

  • Klaudia Kubaczyńska

    Pierwszy raz słyszę o tej wyspie! 🙂

  • Asia Mancarz

    O Samoa usłyszałam na studiach socjologicznych na zajęciach z antropologii – dzieła Margaret Mead 😉 Zazdroszczę wyprawy!

  • Czyli… sex on the beach with beer 😉

  • Petrykivka

    Cuuuudownie! Hahahaha – skąd wiesz o Samoa?! 😀 Pytanie. Tylko „janusze” nie wiedzą… Też bym napisała ‚szkoła’ 🙂 Udanej wyprawy!

  • To motywacyjne, że wszyscy
    jesteśmy do siebie jednak podobni 🙂

  • Z tego co piszesz nastawienie mieszkańców bardzo zachęca do odwiedzenia tej wyspy 🙂

  • Pointa mnie rozwaliła 🙂 Cóż za szczerość! Szkoda że nie ma fotek do podziwiania miejsca, o którym piszesz. Może następnym razem?
    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia! ArtMagda.
    https://subiektywnieoliteraturze.blogspot.com/2016/09/recenzja-podroze-z-owocem-granatu-sue.html

  • No właśnie. Opcja „school” nie jest brana pod uwagę, co daje do myślenia.. Mam nadzieję, że znalalexliście raj na Samoa 😉 a z tym piwem – ciekawe, czy u nas (w Polsce w sensie) tez tak to działa?

    • Natalia Jaranowska

      Nie zamierzam sprawdzać 🙂

  • Kocham te miejsca na świecie, w których człowiekowi wystarczy słońce, owoce na drzewach i coś dobrego do picia. Czas płynie tam inaczej, a najcenniejszy jest uśmiech. Dlatego wolę Azję od Europy. Kiedy tam jestem czuję, że żyję, a nie tylko pędzę.

  • Niesamowity kontrast między jednymi realiami a drugimi. Czy któreś są lepsze – nie wiem. Są inne i chwilowo tęsknie do tych drugich, do takiego dziwnego spokoju, który trzeba całym sobą objąć, bo w zasadzie nie składa się z tego, o czym myślimy, mówiąc spokój. My – wszyscy spod flagi kultury zachodniej

  • Piwomat

    Ludzie uważają,że szczęście jest / zazwyczaj bywa wypadkową poczucia bezpieczeństwa, dachu nad głową, pełnego brzucha i kogoś ukochanego pod ręką. Według mnie, być prawdziwie szczęśliwym oznacza mieć jasne, konkretne i pozytywne podejście do wymienionych składowych. W końcu pełny brzuch dla Europejczyka nie oznacza tego samego, co dla Samoańczyka, czyż nie?
    A ta puenta z piwem – świetna 😀
    (a jeśli już o piwie mowa – zapraszam na swego bloga 😉 )

  • Szczerze – nie miałam pojęcia o tym miejscu… 🙂

  • Zazdroszczę podróży! Rok w samochodzie – ciężko to sobie wyobrazić. Mi się zdarzyło raptem kilka dni i raczej wystarczy. Chociaż… kiedyś spędziłem 5 tygodni w namiocie wędrując na północy Szwecji i Norwegii. Do dziś bardzo miło to wspominam. Ale to trochę inna bajka 🙂

    • Natalia Jaranowska

      Mieszkam po drugiej stronie globu, więc dla mnie Norwegia brzmi tak samo egzotycznie jak dla Ciebie Samoa 🙂 Udało Ci się zobaczyć zorzę?