Ile by człowiek nie miał, zawsze jest „za mało”!

 

Wczoraj przeczytałam, że 705 euro to polskie średnie miesięczne wynagrodzenie netto, co mnie zdziwiło, bo zapamiętałam większą kwotę.

Wszyscy wiemy jak jest w Polsce i kiedy tam mieszkałam usprawiedliwiałam niekończące się narzekanie ludzi właśnie niskimi zarobkami, brzydką pogodą, wiecznym ciułaniem i wyczekiwaniem na coś. Na podwyżkę, na piątek, na lato, na urlop, na chuj wie co.

Teraz już wiem, że to choroba cywilizacyjna, a człowiekowi zawsze będzie „za mało”.  Bo sąsiad zarabia więcej, bo gdzieś tam jest cieplej, bo przez ilość gratów wymarzony dom okazał się za mały, wakacje w Grecji się znudziły a nowy samochód zmienił się w starego rzęcha i tak dalej.

Polska to absurdalny kraj, w którym wiecznie jest jakiś kredyt do spłacenia, zawsze trzeba na coś zbierać, oszczędzać i odmawiać sobie…a jednak każdy ma fajną furę, kasę na imprezy, papierosy i alkohol. Magia!

Jak przychodzi do dawania prezentów z okazji chrzcin dziecka, to nagle 200 zł okazuje się -„za mało”, bo teraz wstyd pojawić się bez 5 stów. Najlepiej dorzucić jeszcze do tego playstation, tak jakby 8 miesięcznej dzidzi robiło to różnicę.

Od kiedy usłyszałam, że perfumy za 150 zł pod choinkę to „za mało” całkowicie ignoruję Święta Bożego Narodzenia. Polecam, problem co komu kupić od 4 lat już mnie nie dotyczy 🙂

Media na okrągło trąbią o „kryzysie mieszkaniowym” w moim mieście Auckland, Nowej Zelandii – więcej chętnych niż dostępnych domów, ceny poszły bardzo w górę, co tylko zwiększyło zainteresowanie, bo ludzie zamiast wstrzymać się z zakupem jeszcze bardziej pragną tego, czego nie mogą mieć, więc zadłużają się na więcej i dłużej.

Czytam w gazecie narzekania młodych małżeństw o tym, jak im ciężko, więc zastanawiają się nad wyemigrowaniem gdzie indziej, gdzieś, gdzie „mogliby żyć lepiej”. Para imigrantów z Indii koło 30tki zarabiająca razem 120 000 $ rocznie. (Tutaj nikt nie wie ile zarabia miesięcznie, ale wszyscy znają roczną kwotę). Owi Hindusi starają
się o kredyt na dom, oszczędzili w kilka lat 50 000 $ na depozyt, co okazuje się – „
za mało”.

Odpisują im dziesiątki innych par zarabiających mniej – My mamy razem rocznego przychodu 89 000 $ i co zrobić? Prawdopodobnie nigdy nie będzie nas stać na kredyt. Jak mamy za taką kwotę żyć i utrzymać rodzinę?

Też mieszkam w tym kraju i to naprawdę nie są głodowe pensje. Pytam – jeżeli takie duże sumy to nadal „za mało”, czy istnieje kwota, która byłaby wystarczająca?

W Polsce ludzie spłacają 89 000 $ kredytu przez całe życie (89 000 NZD = 240 000 zł). Prawdopodobnie takie zarobki roczne w naszym
kraju byłyby spełnieniem marzeń…
na jakieś 5 minut.

Później choroba „za mało” okazałaby się silniejsza. Dobrobyt zmieniłby się w szarą rzeczywistość, w której nadal ludzi nie stać na drugi dom, trzecie auto i łódź, a duża kwota z czasem zawsze stałaby się niewystarczająca.

Czytam o pogarszającej się kondycji gospodarczej kraju i nowozelandzkich dzieciach cierpiących na „choroby trzeciego świata”, a potem widzę pod domem 3 latki biegające z mrożoną czekoladą ze Starbuck’s, ze swoim imieniem na kubku, chociaż nawet nie umieją jeszcze czytać i śmiać mi się chce. Pranie mózgu od dnia urodzin, a potem wyrasta pokolenie, które jest przekonane, że sauna i basen na wyposażeniu domu to „skrajne minimum”.

By the way, nazywanie alergii skórnej „chorobą trzeciego świata
to chyba lekka przesada! 🙂

Idąc na spacer na górę Mt Albert w Auckland zawsze przechodzę koło „średniej klasy” liceum – Mount Albert Grammar School, którego parking wygląda jak wystawa Bentley’a…także ogólnie dzieciaki mają się tu dobrze, w przeciwieństwie do rosnącej liczby bezdomnych turystów na ulicach.

Australijczycy zarabiają rocznie średnio 30% więcej niż Nowozelandczycy. Czy 30% więcej wpływów na konto coś zmienia w ich życiu? Absolutnie nic, bo do dobrobytu bardzo łatwo przywyknąć, a oczekiwania rosną. Gdybym nie widziała tylu przypadków dookoła, chyba bym nie wierzyła, że tak to działa.

Słyszałam od ludzi, że są biedni, bo nie stać ich na lepsze auto i wakacje na Fidżi dwa razy do roku. Drudzy lamentowali, że chcieliby trzeci samochód i są w kropce, bo nie zmieści się w garażu. U
innej pary widziałam w oczach strach przed obniżeniem stopy życiowej i martwienie się o przyszłość, bo zarobki miały przestać wynosić 1800$ dziennie.

Przez tak absurdalne różnice w wysokości zarobków na świecie, a nadal wieczne narzekanie i takie samo myślenie, że „za mało” nie postrzegam już pieniędzy jako „pieniędzy = dobro za które można mieć inne dobro”, tylko bardziej coś w stylu fikcyjnych kwot wklepanych w kalkulator. Liczby.

Kiedyś myślałam, że choroba „za mało” dotyczy tylko nas, Polaków, a teraz przypisuję ją ogólnie rasie ludzkiej. Człowieka nie da się zadowolić, bo wieczne narzekanie wychodzi od nas samych.

 

  • W momencie, kiedy uświadomimy sobie, że przestajemy być zależni od „za mało”, wówczas nasze życie nabiera intensywniejszych kolorów i smaków. Wieczna pogoń za więcej może prowadzić do przelecenia przez życie, zamiast go przeżywania. Oczywiście, trzeba wyznaczać swoje nowe plany, ale też i dostrzegać to, co już mamy. 🙂

  • Mądry tekst. W sumie nie spotkałem chyba nikogo, kto powiedziałby, że zarabia za dużo (chyba, że chodziło o sytuację, kiedy zbyt duży dochód oznacza wejście na kolejny próg podatkowy 😉

    • Natalia Jaranowska

      A właśnie zapomniałam o tym napisać, bo wejście na kolejny próg podatkowy to kolejny powód do narzekania! 🙂

      • Próg podatkowy działa dwojako: z jednej strony człowiek chce go przekroczyć, bo to prestiż – z drugiej nie chce, bo to nieopłacalne 😉

  • No i zazdroszczę tej Nowej Zelandii…

  • Niestety ale jakoś wewnętrznie ukorzeniło się w nas jakieś dziwne odczucie, które podpowiada nam by być we wszystkim najlepszym. Przejmujemy się tak na prawdę głupotami. Wiecznie narzekając, że „Kowalskiemu” żyje się lepiej. Nie zwracamy uwagii na rzeczy, które są tak naprawdę istotne. Czy najnowszy smartphone czyni nas kimś lepszym od innych? Tracimy nasz cenny czas na wieczne niezadowolenie z naszego życia. Tylko zastanówmy się, po co ?

  • Jestem zaskoczona, bo zawsze myslalam, ze to ‚za mało’ jest tylko w Polsce. Niewazne ile bysmy nie zarabiali i tak bedzie za malo. Szwedzi np. wyznaja zasade ‚lagom’, co oznacza akurat, czyli ani za dużo ani też za mało. Jak dla mnie tak powinno być czyli po prostu… w sam raz.

    • Natalia Jaranowska

      Szwedzkie „lagom” brzmi bardzo rozsądnie, muszę o tym poczytać. Dzięki!

  • o to to! prawda jest taka, że im więcej się ma, tym więcej się potrzebuje. człowiek przyzwyczaja się po prostu do innych standardów i nic dziwnego w tym, że nie chce zostać potem zdegradowany. sama widzę to po sobie. gdy nie zarabiałam i nie miałam pieniędzy, mogłam jeździć wszędzie stopem i spać na podłodze. teraz, kiedy pracuję i stać mnie na więcej rzeczy, nie mam problemu z tym, żeby raz na jakiś czas zapłacić za nocleg/hostel. oczywiście, w granicy rozsądku, ale mimo wszystko – pieniądze zmieniają sposób percepcji.

  • Apetet rośnie w miarę jedzenia. Niestety, stara prawda…

  • ale jest tez pozytywny odzew spoleczenstwa, zwrocmy uwage jak wiele ludzi wraca do minimalizmu. ile powstaje teraz na ten temat ksiazek, blogow itp. byc moze jest dla nas jakas nadzieja:) wazne, zeby samemu w pore sie obudzic.

    • Natalia Jaranowska

      Nadzieja umiera ostatnia 🙂

  • Dlatego bogate gwiazdy wpadają w uzależnienia. Wciąż im mało doznań, mało przygód, więc w grę zaczynają wchodzić narkotyki. Taka jest przynajmniej moja teoria 🙂

    • Natalia Jaranowska

      Zgadzam się, bardzo ciekawa teoria!

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    więcej, więcej, więcej…to jak mantra współczesnego człowieka. Jednak czy jest w tym jakiś kres? może rozczarowanie potrzebne jest, by zrozumieć, że pogoń za jakimkolwiek „więcej” innym niż „więcej miłości” nie ma większego sensu.

  • Najgorzej to być w klasie średniej. Biedny nic nie ma i jest szczęśliwy. Bogaty ma spokój a może i większe ambicje. Średniak ciągle goni klasę wyższą wciąż się zadłużając tak jak piszesz – lepsze auto, kredyt na większy dom, na różne inne zabawki, które sprawiają nam chwilową radość.

    • Myślę jednak, że to głupie generalizowanie, że „biedny nic nie ma i jest szczęśliwy”. Biedny po prostu nie pozwala sobie na marzenia, bo załamałby się. Biedny skupia się na przezyciu.

      Częściej bywa szczęśliwy, bo ma tak mało, że docenia naprawdę więcej. Nie trzeba być jednak biednym, by nauczyć się być wdzięcznym.

      • Natalia Jaranowska

        Biedny szybciej doceni los na loterii zwany życiem 🙂

  • Ja Cię nie mogę, nie wierzę. Że naprawdę się bali, tyle zarabiając? Że mając tyle odłożone, dołowali się, że nie dostaną kredytu?

    …naprawdę?

    Ja wciąż traktuję pieniądze jako dobro, za które można kupić inne dobro. Coś, co mnie ubezpieczy, da spokojną głowę. Nie kręci mnie i pewnie nigdy nie będzie „zbieranie” kasy – zdecydowanie wolę zamieniać kasę na coś, co naprawdę daje szczęście.

  • Hmmm smutny wpis. Ja nie słucham narzekań i moi znajomi nie narzekają, że im mało. A nie są to bogacze. Ja nie lubię osób, które narzekają i nie spotykam się z takimi.

  • Nasza kultura popycha nas do tego myślenia. Cały czas tylko więcej i więcej. Bardzo ciężko jest się opamiętać.

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Ciągle chcemy więcej i więcej, to jest w nas tak głęboko, jakbyśmy mieli ukrytą w sercu nieskończoność. A może jednak gdzieś tam jest i woła …

  • apetyt rośnie w miarę jedzenia..

  • No cóż, jak widać ten problem dotyczy każdego, bez względu na narodowość. Według mnie, to wszystko zależy od poczucia szczęścia, jeśli nie będziemy mieli go w sobie, to ma zewnątrz ciągle będzie za mało, bo przecież zawsze może być lepiej.

    • Natalia Jaranowska

      Dokładnie!

  • Niestety…”w miarę jedzenia apetyt rośnie”… Oby tylko nie stac się przy tym bezwzględnym i okrutny, nie czułym na innych…

  • Faktycznie ludziom się poprzewracało w głowach z tymi prezentami

  • Ja tam staram się mieć w sam raz, a nie za mało 😉