Zbyt leniwi, żeby żyć

 

Jacy są Nowozelandczycy?

 

Nie lubię Nowozelandczykówto może za dużo powiedziane, po prostu brzmi konkretnie i zwięźle oddaje charakter tekstu. Nie mogłabym mieszkać w Nowej Zelandii i nie lubić jej mieszkańców… bardziej ich samych jak i historie, opowiadające o tym jak im w życiu ciężko i strasznie traktuję z przymrużeniem oka.

Pokolenie wszystko mi się należy

 

Chcę dom, dwa samochody i regularnie latać na luksusowe wakacje. To nic, że mam dopiero 25 lat. Od małego to miałem i chcę, żeby tak zostało. 

Nie umiem, bo nie muszę

 

Bycie niezaradnym życiowo dodaje mi uroku. Nie muszę umieć  gotować, piec, prasować, sprzątać i tak dalej – od tego mam knajpy, pralnie, piekarnie i internet, gdzie zawsze mogę zamówić pomoc domową.

Społeczne przyzwolenie na pranie ludziom mózgów 

 

Lepsi mają samochody, gorsi jeżdżą transportem publicznym. Spotkałam na Samoa Nowozelandczyka, mojego równolatka, który powiedział, że nigdy nie jeździ metrem, bo to dopiero byłoby uwłaczające. 

Tego samego przymiotnika używają gdy mowa o pracy za najniższą krajową – 15.25$ na godzinę (2016 rok). Nie wyobrażają sobie pracy za tak niegodziwą stawkę, za którą nie opłaca im się wychodzić rano z łóżka. Życie w Nowej Zelandii jest drogie, to prawda – ale bez przesady!

Nowozelandzka linia krajowa Air New Zealand oprócz standardowego podziału na bilety ekonomiczne i pierwszej klasy wprowadziła Premium Economy – coś pośrodku. Czytałam list zbulwersowanego klienta nowozelandzkiego mającego pretensje, że kupił bilety klasy Premium a w samolocie musiał stać w kolejce do łazienki z klasą EKONOMICZNĄ. 

Zbyt leniwi, żeby żyć

 

Zostanie 5 minut dłużej w pracy, lub przyjście chwilkę wcześniej to obraza pracownika, którą niemalże trzeba będzie zgłosić do Związków Zawodowych.

Po co samodzielnie zrobić zakupy w markecie, skoro mogę zamówić dowóz pod drzwi? Sklepy wychodzą na przód oczekiwaniom klientów wprowadzając internetowy koszyk i dowóz do domu wszystkiego od mleka po bułeczki na śniadanie. Jeśli Ci się nie chce, nic musisz już po nic wychodzić z domu.

Pisałam kiedyś, że mieszkamy na strzeżonym osiedlu na 100 mieszkań z jedną dużą kuchnią i częściami wspólnymi (zielone tereny dookoła, mniejsze kuchnie na piętrach, sala kinowa, pomieszczenia gospodarcze (pralnie, suszarnie), jadalnia z kominkiem). Nadal brak Polaków, dzieci i zwierząt. W kuchniach gotują tylko zagraniczni.

Nowozelandczycy, których akurat nie stać na wyjście do restauracji ratują się żarciem w proszku – zalewasz, mieszasz i gotowe! Dlatego właśnie nie boje się o swoją przyszłość w tym kraju.