Mieszkasz za granicą, Tobie jest łatwiej

 

Witamy w utopijnej krainie, w której nie trzeba się starać, bo wszystko spada z nieba… krainie zwanej „za granicą”.

 
1. Przełknąwszy gorycz bycia nazwanym 
zdrajcą ojczyzny docierasz na miejsce.

2. Po wyjściu z samolotu zamiast fali gorąca uderza Cie fala pieniądza. Good news! „Za granicą” pieniądze leżą na ulicy. Na początku schylasz się, choć już trochę bolą Cie plecy, niemniej jednak dobre wychowanie zobowiązuje, więc pieczołowicie podnosisz z chodnika każdy, nawet najniższy nominałem banknot, aż nie masz już tej kasy już gdzie upychać. Ale spokojnie! Po tygodniu „za granicą” już nie musisz. Jesteś na to za bogaty.

 

 

3. Kolejna dobra wiadomość – usłyszysz nie raz, że przecież za granicą jest łatwiej.

Mieszkasz w Anglii, Tobie jest łatwiej.

Mieszkasz w Australii, Tobie jest łatwiej.

Mieszkasz w Stanach, Tobie jest  łatwiej.

Mieszkasz na Marsie, Tobie jest łatwiej.

Mieszkam w Nowej Zelandii i tak, wiem, na pewno jest mi łatwiej. Jest tak łatwo, że zastanawiam się co te 36 mln rodaków nadal robi w Polsce!

4. Po szybkiej, bezproblemowej aklimatyzacji możesz rozsiąść się wygodnie w swoim fotelu z baldachimem i zacząć przebierać palcami wśród najlepszych ofert pracy na rynku, bo „za granicą” wszyscy chcą Cie zatrudnić! Ty wybrzydzasz, bo nic Ci się nie podoba, przecież nie po to tu przyjechałeś, żeby być jakimś Financial Data Analytics Executive Coordinator.

5. Wbrew powszechnemu przekonaniu jesteśmy żywymi dowodami na to, że człowiek jednak nie umiera z niedoboru pierogów ruskich i kotletów schabowych.

6. Jedyne miejsce kariery zawodowej Polaka za granicą to zmywak.

7. (lub często słyszę całkiem odwrotne opinie) – zamiast całymi dniami tylko pić kawę z drobinkami złota zagryzając ciastem okrytym szafirową kruszonką mógłbyś pomóc tym, co nie mieli w życiu tak łatwo.  Skoro już tam jesteś „urządzony”, możesz, a nawet powinieneś zacząć załatwiać pracę swoim rodakom, którzy najchętniej przyjadą „na gotowe”. Wizy, pozwolenia na pobyt stały, paszporty i obywatelstwa też im możesz załatwić hurtem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

8. Mimo, że od dobrobytu już masz prawie odleżyny nadal powinieneś powiększyć Szeregi Anonimowych Pasożytów, lub jak wolisz – Klubu Pijawek Ciągnących Socjal, bo „za granicą” ma nieograniczone środki i zawsze chętnie przyjmuje nowych członków, a skoro tam mieszkasz to musisz na tym żerować.

9. Starsi Polacy z większym doświadczeniem „za granicą” powinni Ci pomóc, bo przecież my, Polacy wyciągamy na co dzień pomocną dłoń do wszystkich potrzebujących rodaków, wszyscy jesteśmy Chrystusami. Najlepiej jakby Ci rozłożyli wachlarz ofert pracy przed nosem, żebyś mógł skinąć palcem. Jeśli tak nie zrobią możesz z czystym sumieniem powiedzieć, że się na nich zawiodłeś.

10. Polacy za granicą tęsknią za ojczyzną. Nie będzie przesadą jak napiszę, że każdy dzień zaczynamy od wykonania hymnu narodowego płacząc przy tym rzewnymi łzami…

Jakie stereotypy pominęłam? 🙂

 

 

  • Rozbawilas mnie niemal do lez, jeszcze bym dodala, ze wszyscy tesknia za polskim jedzeniem i nie przezyja bez kiszonych ogorkow, schabowego czy polskiego serniczka

    • Natalia Jaranowska

      No pewnie, szczególnie ja, jak mogłam zapomnieć o polskim żarełku? 🙂 Da się żyć bez kabanosów i pierogów, tylko po co? 😛

    • A ja tam za kiszonym ogórkiem rzeczywiście tęsknię…:D

  • Genialnie opisane 🙂 Usmiałam się 😀

  • Świetny, humorystyczny wpis!!

  • KrasnaLove Myśli

    Świetny wpis humorystyczny 🙂

  • Mam wrażenie, że trafiłeś w sedno 😉

  • hłe hłe hłe
    a dodałabym „w dupie Ci się poprzewracało od tego luksusu? nie gadaj, że tyle pracujesz, że musisz panią do sprzątania wynajmować… zapomniał wół jak cielęciem był?” 😀

    • Natalia Jaranowska

      Klasyk w polskim wydaniu, jak mogłam zapomnieć o „masz poprzewracane w dupie”? 🙂 Zapisuję, wykorzystam na przyszłość.

  • haha 😀 prawdziwe i z humorem 😀

  • Za granicą poznasz wielu Polaków, którzy Ci pomogą 😉

    • Natalia Jaranowska

      W końcu wszyscy jesteśmy Chrystusami 🙂

  • Dobre, jak byłem mały, to za komuny faktycznie uważaliśmy, że w USA pieniądze leżą na ziemi 😉

  • bardzo prawdziwe 😀

  • Sarkastyczne podejście do sprawy. 😉
    Ja osobiście wolę zostać w Polsce. Po relacjach ludzi przybywających z Wysp m.in. jakoś nie bardzo jestem przekonana do wyjazdu za granice 😉

    • Natalia Jaranowska

      Zdecydowanie, żeby wszystko miało ręce i nogi emigrantem trzeba się urodzić 🙂

  • Nie wybieram się na emigrację, pracuję na rodzimym lądzie i tu płacę podatki i tu ubolewam nad obecnym rządem, ale za granicę chętnie się wypuszczam bo lubię podróże 😉 aczkolwiek gdybym mogla tak zamieszkać przez jakiś czas na jednej z rajskich wysp to spakowałabym się już dziś 😉

  • Świetny tekst, prawdziwy. 18 lat już mieszkam w tym „raju” i już nie wrócę. Bywało rożnie, ale nowiny z Polski mnie przerażają

    • Natalia Jaranowska

      Po 18 latach to się wcale nie dziwie! Nasza taktyka – jak najbardziej unikać newsów z Polski 🙂

  • fajne 🙂 ja się zastanawiam, czy bardziej zostać w Polsce, czy bardziej wyjechać… na szczęście mam trochę czasu na decyzję 😉 ale wiadomo, zagranica ma swoje + i -, tak samo, jak zostanie w PL

  • No tak… Polacy i ich mentalność – sama się na tym czasami łapię.

  • Time For Spain

    Skąd my to znamy! Normalnie jakbyś czytała w naszych myślach. Może dodałybyśmy coś jeszcze o nauce lokalnego języka i o polskim jedzeniu, które ¨za granicą¨ powinno być normą nawet w najmniejszych sklepach, bo inaczej wszyscy na tych dziwacznych, niesmacznych, lokalnych, ¨zagranicynych¨ daniach pomrzemy 😉 Pozdrowienia ze słonecznej Hiszpanii!

    • Wow, ale zazdroszczę Hiszpanii. Dla mnie to brzmi bardzo egzotycznie, bo to drugi koniec świata!

  • Na Wierzchowcu

    Jakie to było zajebiście złośliwe… jakie to było zajebiście prawdziwe 😀

  • Krysia Krysiecka

    Piekny tekst i taki prawdziwy. Wielkie dzieki.

  • Samo życie… 🙂

  • Może i fala pieniędzy nie uderza, ale moja subiektywna opinia – żyje się łatwiej. 🙂

  • podpisuje sie rekoma i nogami 🙂

  • pani Mondro

    haha dobry tekst… ja nie wyjechałam, bo choć ‚za granicą’ jest łatwiej to jakoś mnie nie ciągnie 😉 wolę ten nasz burdel 😀

    • E. Z.

      No wlasnie kto powiedzial, ze jest latwiej?? Jest inaczej, ale moim zdaniem nie mozna powiedziec, ze jest latwiej. Emigrujac nie wiesz co to prawdziwa tesknota, samotnosc czy wyobcowanie. Po latach przyzwyczajasz sie do pewnych rzeczy, godzisz sie na nie. Ale czasem dopada ogromna gorycz na mysl o tym jak bardzo daleko jestes juz ze swoimi najblizszymi. I nie chodzi o odleglosc miedzy krajami tylko o przepasc, ktora tworzy sie chyba w naturalny sposob gdy ludzie nie sa ze soba na co dzien. Pozniej dochodza roznice miedzy narodami, ktore rowniez nie jednocza nas z bliskimi, ilekroc „wtapiamy sie” w kraj, w ktorym zyjemy, przejmujemy nawyki czy zwyczaje. Nasiakamy kultura danego kraju. To wszystko coraz bardziej oddala nas od nablizszych. Placi sie ogromna cene za decyzje o wyjezdzie. Jedni to wytrzymuja, inni nie. Moim zdaniem szacunek nalezy sie kazdemu – i temu kto zyje w ojczyznie i temu kto postanawia szukac szczescia za granica. W kazdym wypadku to jest wybor, ktorego konsekwencje ponosi zawsze ten, ktory go dokonal.

      • Pogłębiająca się przepaść między nami a bliskimi to jest to, czego najbardziej się boję. Coraz mniej wspólnych tematów, znajomych, chwil, momentów.

        • E. Z.

          Nie wiem czy kazdy tak ma. Ale chyba raczej to jest naturalna konsekwencja. Ja to dostrzegam. Mozna dzwonic do siebie, rozmawiac, ale nie zmieni to juz tego, ze nie laczy nas codziennosc. Zwykle sprawy. Spontaniczne wizyty czy wspolne okazje do swietowania, spotkania rodzinne. Odleglosc nas wyklucza. Duzo ludzi nie wytrzymuje tego, tak mysle. Dla mnie to tez jest bardzo trudne i bolesne. Ale na te chwile ja nie mam odwrotu. Z kolei wyjezdzajac nie bralam w ogole pod uwage tego, czego nigdy wczesniej przeciez nie doswiadczylam.

        • E. Z.

          Swoja droga tekst trafiony w punkt! 🙂 Pozdrawiam cieplo!

  • E. Z.

    Podpowiem, ze „dojenie” z socjalu przynosi wiecej szkody, niz sie niektorym moze wydawac. Mozna wpasc w duzo niebezpieczniejsze stany, bo trzeba pamietac, ze jednych brak pracy czy niski poziom zycia nie obejdzie i dobrze im z tym. Ale sa ludzie majacy marzenia, ambicje i nie mogac ich spelniac, moga stac sie ofiara frustracji, zakupoholizmu, rozgoryczenia czy nawet depresji. Wezmy pomoc socjalna gdy nie masz pracy. Kazdy dzien, miesiac czy kilka miesiecy bez pracy to luka w cv i nigdy nie dziala na twoja korzysc. Mozesz sie w tym czasie doksztalcac, szlifowac jezyk, zaliczac kursy, ale pamietajmy, ze czas plynie i nic go nie wroci, w ktoryms momencie zycia zaczynasz to zauwazac i wierz mi, zaczyna to miec znaczenie. Zaczynasz PRAGNAC PRACOWAC. Rozwijac sie, uczyc sie nowych rzeczy, przywrocic siebie rynkowi pracy. Przynajmniej niektorzy moga tak miec. Pomoc z urzedu nigdy nie bedzie regularna pensja. Nawet jesli pomoze ci splacic jakies dlugi, zalatac dziury powstale wskutek utraty pracy to raczej nie starcza na wszystko, a juz na pewno te pieniadze nie pracuja na siebie. Jest ich zbyt malo, zeby zainwestowac lub odlozyc, bo umowmy sie, zostajac bez pracy raczej pozbywasz sie oszczednosci, niz je gromadzisz. A zeby cokolwiek madrego zrobic z pieniedzmi, musisz najpierw miec je zaoszczedzone. Wiec i tak tesknisz za stalymi wplywami, za stabilizacja i za byciem wsrod ludzi. Niektorzy w kazdym razie na pewno ;/

  • haha dokladnie, super trafiłas, mnie szczególnie uderza jak mi ledwo starcza na czynsz, opłaty wizowe, ciagle naprawy samochodu, jakies papierkowe rzeczy, egzaminy nie mowiac o bilecie do Polski a znajomi w Polsce mysla ze pewnie jezdze sobie po śródziemiu cały rok a rząd nowej zelandii mi to na pewno jeszcze finansuje….

    • Początki są dla każdego podobnie trudne, mało kiedy ludzie przyjeżdżają „na gotowe” i mają wszystko czego dusza zabraknie, przykro mi jednak z tym „ledwo starczaniem na czynsz”. Gdy odpadną Wam wizy będzie lepiej, daję słowo, byliśmy dokładnie w tym samym miejscu gdzie Wy rok temu. Jeśli to nie tajemnica, czym się zajmujecie w Auckland? Składajcie o rezydenturę jak najszybciej, bo liczy się data stempla, kiedy oni otrzymają papiery. My w 2016 roku zmieściliśmy się idealnie, zaledwie 1 tydzień później i musielibyśmy od nowa zdawać IELTS’a. Zdalibyśmy, ale to byłoby niepotrzebne zawracanie głowy!

      • Dziewczyna jest marketing co-ordinator a ja mam problemy zeby tu stałą pracę w zawodzie znaleźć i chwytam się różnych zajęć. My przez internet składamy, ale i tak nie mozemy wczesniej czy pozniej bo dopiero 18 lipca sie kwalifikujemy a 19 lipca wybieraja ostatnich ludzi z puli wg starych zasad. Wiec 18 musimy złożyć. U nas było trochę odwrotnie z angielskim: jeszcze w zeszłym roku byśmy się kwalifikowali na rezydenture i nie wymagaliby od nas certyfikatu ale przepisy sie pozmieniały dosłownie na tydzień przed aplikowaniem i dopiero teraz ledwo sie zmiescimy przed kolejna zmiana przepisow ale egzamin musielismy zdac oboje. Teraz oprócz IELTS akceptują również 4 inne typy certyfikatow albo i wiecej. Ale zgadzam się ze te egzaminy w wiekszosci przypadkow to zawracanie glowy tyle tylko ze firmy sie tym zajmujace trzepia na takich przepisach niewyobrazalna kase.

        • Jeszcze to całe udowadnianie, że jesteśmy prawdziwą parą było upierdliwe, a jesteśmy małżeństwem od 4 lat. Wam jako partner – partnerka też musi nie być łatwo. No cóż, przepisy są jakie są i jeśli chce się tu żyć, trzeba je przełknąć. Jeszcze raz życzę Wam powodzenia i trzymam kciuki 18 lipca.

          • no wlasnie tego sie obawiam teraz najbardziej po przeczytaniu Twojej historii. bo my nie mamy polisy na zycie, ani zdjec z rodzinami, anie nie jestesmy malzenstwem i znamy sie krocej niz Wy jestescie malzenstwem wiec troche sie boje :/