Lawendowe pola Nowej Zelandii

 

Ohhh i wooow

 

to najczęściej wykrzykiwane przez nas zwroty w trakcie grudniowo-styczniowej jazdy dwóch tysięcy kilometrów przez Południową Wyspę Nowej Zelandii. Kraju, który bombarduje Cie nowymi widokami, kiedy Ty jeszcze nie zdążyłeś się otrząsnąć z wrażenia po wcześniejszych. Kiedy Ty jeszcze wcale nie chciałeś się z nich otrząsnąć!!!

Poprzeczka jest zawieszona tak wysoko, że nie jestem pewna, czy jest coś wyżej? Jeśli kiedyś wyjadę z Nowej Zelandii na dłużej, najbardziej boje się, że po tym kraju wszystko inne będzie jednym wielkim rozczarowanie. Chyba pozostanie mi tu zostać na zawsze!

Może to i lepiej

 

Ostatnio przeczytałam wypowiedź, która bardzo przypadła mi do gustu – „Dla mnie Nowa Zelandia to trochę tajemnica… czasem o niej słyszę, ale bez szczegółów, niewiele jej w mediach...” To prawda. Tania czy droga, z absurdami czy bez, to bardzo spokojny kraj. Nie ma nas nawet na facebooku, ale może to i lepiej. Niech Nowa Zelandia jak najdłużej pozostanie dzika i owiana nutką tajemnicy. Spotkaliśmy kiedyś młodą parę Polaków, którzy tak jak my, mieszkają w Auckland, tylko trochę dłużej. Nie podoba im się, myśleli, że będzie inaczej. Jest nudno i w tym kraju nic się nie dzieje. To nie jest odosobniona opinia. Regularnie słyszę głosy ludzi opuszczających Nową Zelandię, argumentujących, że jest „za nudna”.

Śmiesznie, że jedni wyjeżdżają z tego kraju, mówiąc, że nic tu nie ma, a drudzy przyjeżdżają i właśnie tu znajdują wszystko.

Lawendowe pola Nowej Zelandii w obiektywie!