Rzucenie pracy jest bardzo proste

 

Rzucenie pracy jest bardzo proste (a już na pewno dużo łatwiejsze niż jej znalezienie).

Zasadniczo to zawsze odbywa się tak samo. Masz już tego miejsca po dziurki w nosie i jeśli jeszcze raz będziesz musiał się tam pofatygować skoro świt to chętniej byś wypił domestos lub z dziką rozkoszą wydłubał sobie oczy widelcem.

Mimo wszystko idziesz do pracy. Podchodzisz do szefa. Mówisz mu, że odchodzisz i dlaczego. Najlepsza tu jest szczerość, bo świat jest za mały a życie zbyt krótkie, żeby kłamać. On mówi, że w porządku. Podajecie sobie prawe dłonie.  Wracasz do domu szczęśliwszy.

Świat wcale nie wali się na głowę jak myśli wiele osób i jeśli nie masz hipoteki na pół życia, sterty stałych rachunków i  głodnych dzieci w domu to właściwie niezbyt wiele się zmienia, oprócz tego, że trzeba się pogodzić z mniejszą ilością cyferek wpadających na konto.

Potem przychodzą różne myśli, które chcą Cie przekonać, że chyba jednak podjąłeś decyzję zbyt pochopnie, ale najważniejsze jest to, żeby nie dać się im pokonać. Decyzja podjęta, więc nie ma co wałkować w głowie innych scenariuszy. Już w Szczecinie odchodząc z korporacji przed emigracją do Australii pamiętam jak ludzie mówili – nikt tu za nikim płakać nie będzie. Psy szczekają, karawana idzie dalej.

W poprzedniej pracy w Koszalinie było to samo – nie ma ludzi 
niezastąpionych.

Może są, a może faktycznie nie ma, mimo wszystko po ponad dwóch latach w tamtej koszalińskiej firmie byłoby miło usłyszeć wtedy coś więcej niż „dzięki, na razie”.

Później, w Melbourne krzyczałam z bólu jak ktoś mi w pracy w mówił „doesn’t matter”.  Skoro bez znaczenia, to po co to wszystko?

Ot bez różnicy, czy jesteśmy, czy nas nie ma.

W pracy w Nowej Zelandii najbardziej pogodnymi ludźmi byli emigranci. Reszta spędzała 8 godzin dziennie narzekając, że za takie pieniądze, czyli 15.25$ na godzinę, już dawno nie powinno ich tam być. Dziwnym trafem to oni tam nadal są, nie ja.

Człowiek to taka głupia istota, która chciałaby być doceniana, nagradzana, chciałaby czuć się potrzebna i ważna tak żeby to wszystko miało większy sens niż tylko bycie pionkiem wśród 7,3 mld innych pionków.

Może się wydawać, że w pracy jest się niezbędnym spoiwem w prawidłowym funkcjonowaniu firmy i bez Ciebie wszystko się zawali, ale tak naprawdę, jak strasznie by to nie zabrzmiało, to czy spędzisz ten dzień przy biurku czy nie niczego nie zmieni… i właśnie dlatego mam problem z zagrzaniem gdzieś na dłużej.

 

 

  • To musiała być ulga! 🙂
    ps. A jaką pracę wykonujesz w AU? I jak ją znalazłaś?

  • Zgadzam się, że pracę jest łatwo rzucić. Ja tak nie lubiłam mojego szefa, że nawet mu nie powiedziałam czemu odchodzę;). I masz rację, nie ma co się męczyć na siłę i każdego da sie zastąpić.

  • Zwalniajac się z pracy mój szef próbował mi wmówić że to on mnie zwalnia bo jego zdaniem zawaliłem robotę

  • Ja bardzo lubię swoją pracę i nie zamierzam odchodzić nawet mimo psującej się klimatyzacji i hałasu startujących za oknem samolotów. 😉
    Wiele osób uważa, że etat jest dla osób nieprzedsiębiorczych. Mi praca ta daje jednak mnóstwo satysfakcji, możliwości rozwoju siebie i branży, w której działam. 🙂

  • Ja również wielokrotnie zmieniałam pracę i uważam, że nie ma ludzi niezastąpionych w firmie. Zresztą nawet niedobrze byłoby myśleć o sobie jako o osobie niezastąpionej – od tego tylko krok do uzależnienia się od pracy z nadzieją, że przecież inni to doceniają i jest się kimś ważnym. Ważni jesteśmy bez względu jaką pracę wykonujemy!

  • Trudniejsze niż samo odejście jest pracowanie w starej i szukanie nowej.

  • Justyna

    Ja jestem właśnie w takim momencie życiowej drogi:-)

  • To gdzie teraz będziesz szukac pracy? Czy na razie wolne na regenerację sił i chęci? 🙂

    • W Auckland, Nowej Zelandii, tu gdzie mieszkamy. Żeby pójść do pracy trzeba najpierw tego chcieć, na razie muszę się tym zająć 🙂