Uśmiechnij się, jesteś w Australii!

 

Na horyzoncie mój piąty wypad do krainy kangurów czyli do kraju, którego sama nazwa wzbudza w ludziach ciepłe i przyjemne skojarzenia, pobudza wyobraźnię.

W Australii zawsze chodzi o odległości. W kraju o wielkości Stanów Zjednoczonych, jeśli nie masz do dyspozycji morza czasu a prywatnie nie cierpisz z powodu odleżyn od wylegiwania się na forsie, to przed przylotem warto mieć przygotowaną strategię i pod dostatkiem australijskiego luzu „no worries” (nie martw się).

Tryskająca optymizmem ideologia, którą dla nas, Polaków ciężko było na początku przetrawić. Okradziono Cie? No worries. Straciłeś pracę? No worries. Rozwodzisz się? No worries. Cokolwiek Ci się w życiu przytrafiło – no worries, bo zamartwianie się wcale nie pomoże, więc zamiast tego uśmiechnij się, jesteś w Australii!

Kawa kosztuje 3.5$, no chyba, że się uśmiechniesz, wtedy zapłacisz 2$ 🙂

 

Tym razem ruszamy na podbój Queensland, drugiego pod względem wielkości stanu zaraz za Australią Zachodnią. Stan, który swoją wielkością spokojnie mógłby połknąć kilka krajów europejskich. Jedyną wadą czytania przewodników jest dokładanie sobie kolejnych miejsc, które chce się zobaczyć. Planowaliśmy bezstresową i relaksacyjną przejażdżkę fragmentem wschodniego wybrzeża, jednak dwa przewodniki po Queensland później „fragment” przekształcił się już w 4 000 km, więc boję się zacząć czytać trzeci.

 

Cały jeden rozdział Deadly & Dangerous w przewodniku jest poświęcony rzeczom, przez które możesz w Queensland zginąć oraz statystykom ile ludzi faktycznie nie wraca do domu.

Jeśli jesteś typem pesymisty to widzisz Australię tak:

 

Faktycznie, jakby się skupić tylko na wężach, pożarach, pasożytach, rekinach, upale, krokodylach, raku skóry, meduzach, pająkach i komarach to już lepiej zostać w domu.

Jeśli jesteś optymistą widzisz to tak – od 20 lat nie było w Australii śmiertelnego przypadku po ukąszeniu pająka, a węże i meduzy statystycznie zabijają dwie osoby rocznie, czyli tyle samo co pszczoły. Innymi słowy masz dwa tysiące razy większą szansę, żeby zginąć w wypadku samochodowym niż od ataku rekina lub krokodyla różańcowego, bo one zabijają statystycznie jedną osobę rocznie. Udanych wakacji! 🙂

 

Kiedy w grudniu 2013 obudziłam się zdrętwiała w samolocie z Wietnamu do Melbourne przez niewielki lufcik zobaczyłam czerwoną ziemię. Przelatywaliśmy nad centralną częścią kontynentu w pobliżu Alice Springs, które wyglądało jak umordowane słońcem czerwone pustkowie. Czerwona gleba, czerwone skały, czerwone niebo. To był mój pierwszy kontakt z krajem na punkcie którego zdążyłam później oszaleć, aż myślę i tęsknię za nim tak bardzo, że najchętniej wsiadłabym już teraz w pierwszy samolot, byleby szybciej mnie tam zabrał.

AUSTRALIO… czy Ty musisz być taka piękna?

 

 

 

 

  • Pięknie! Australia od dawna jest na mojej liście krajów do odwiedzenia, tylko ciągle albo brak kasy, albo czasu, albo los rzuca mnie w zupełnie inne rejony 😉 Jednak na pewno kiedyś tam w końcu dotrę! 🙂

  • Mateusz Kuchciński

    Świetna sprawa! Bardzo przyjemnie czyta się twojego teksty 🙂

  • „no worries”, to będzie hasło mojego dzisiejszego dnia 🙂 Pozwoliłaś mi myśleć, że przecież nie trzeba się wszystkim w około zamartwiać. Ludzie mają w sobie tyle luzu. Też muszę go odnaleźć.

  • O niczym innym nie marzę jak o tym by przeprowadzić się do Australii na min pół roku i zwiedzić absolutnie wszystko 🙂 „No worries” jest cudownym podejściem, ale podoba mi się również ich „Safety first”, możliwe że właśnie dlatego tak niewiele jest tam zgonów z powodu niebezpiecznych zwierząt 😉

  • Australia kojarzy mi się właśnie z uśmiechniętymi, uprzejmymi ludźmi, pięknymi widokami i obłędnym akcentem, na którego punkcie oszalałam po obejrzeniu 9 sezonów „Dr. House’a”. 🙂

  • Australia i Nowa Zelandia od dziecka na mojej liście marzeń i wiem że kiedyś je spełnię, tymczasem cieszę oczy pięknymi fotkami u ciebie.

  • Marina Furdyna

    Szczęściara z Ciebie, te miejsca są naprawdę obłędne. A wszyscy Australijczycy, z którymi pracowałam to tak szalenie mili i uprzejmi ludzie! Nie dziwię się, że Ci się tam podoba 🙂

  • Ale widoki! Piekne! Moze kiedys sie tam wybiore 😉 Moze bardziej na stare lata 😀

  • Australia to moje największe, i jednocześnie chyba najdłużej odkładane, podróżnicze marzenie…

  • Cuuuuuudo! Jeszcze bardziej Australia mnie ciągnie do siebie, mimo tych wszystkich strasznych rzeczy i ludzi straszących mnie pająkami.. uspokoiłaś mnie, że nie było śmiertelnych przypadków od ukąszeń, bo tego najbardziej się obawiałam 😉
    Zazdroszczę, ale jednocześnie dążę do tego, by się tam wybrać i może zamieszkać 🙂

  • Australia to moje marzenie. Mam nadzieję, że uda mi się je kiedyś zrealizować. O jaka byłabym szczęśliwa widzą to wszystko co jest na zdjęciach w realu 🙂 Ciepło pozdrawiam.

  • No worries – świetna zasada, nie tylko w Australii.