Eksperymenty i jedzeniowe fanaberie

 

Kiedyś podobno odgrażałam się, że moja noga w Chinach już nie postanie. Teraz może mniej stanowczo, ale nadal nie wybieram się do Państwa Środka. Nie wybieram się do tego stopnia, że kiedy kupując bilety do Japonii okazało się, że absolutnie wszystkie trasy Auckland – Tokio mają przesiadkę w Chińskiej Republice Ludowej, to wyszłam z pokoju na 5 minut a potem powiedziałam, że przepraszam, ale ja odpadam. Chcę zobaczyć Tokio wiosną, ale nie po trupach.

Najlepsze pierogi w mieście?

 

Co by nie mówić o Chińczykach to na gotowaniu się znają i jeśli nie wiesz co jesz, zapewne będzie smakowało obłędnie. Całe szczęście mieszkając w Auckland nie muszę do nich lecieć, żeby móc się tym cieszyć.

Królicze fanaberie

 

Jeśli chodzi o jedzenie to z moim mężem na co dzień jest bardzo wygodnie, ostatni raz przyrządzaliśmy mięso jeszcze w Melbourne 3 lata temu. Kupiliśmy steki z kangura i zjedliśmy je, ale to tak bardziej eksperymentalnie. W domu w Auckland nie przyniosłam ze sklepu mięsa ani razu, bo dla niego obiad nie musi być ciepły, smażony, pieczony, gotowany. Zawsze dobry jest surowy łosoś. Byle była jakaś marchewka na deser do pochrupania to będzie zadowolony, a najlepszą opcją to jakbyśmy żywili się wyłącznie owocami.

Gotowania przy nim dużo nie mam i to jest plus, ale jak mamy gdzieś wyjść, to do dupy taka robota, nasza wyprawa do chińskiego baru ostatnim razem wyglądała tak, że on usiadł, przekartkował menu, wypił szklankę wody i patrzył jak jem najlepsze pierogi w mieście.

Ja jem a on, skoro jestem jego żoną powinien mieć dobry gust, zamiast tego robi takie miny, jakby zapominał, że mi to smakuje. Zwracam mu więc kulturalnie uwagę, że on nie musi, ale ja je uwielbiam, a że on lubi mnie drażnić to nadal robi te swoje miny. Nie pozostaje mi nic innego jak to zaakceptować, bo ja też mam przecież swoje jedzeniowe fanaberie.

Jak ostre mają być?

 

Przy zamawianiu pytają zawsze „how much spicy?” (jak bardzo mają być ostre?), z tym, że uwaga, tu z odpowiedzią trzeba być bardzo ostrożnym. Na ich chińskiej skali (od 1 do 10) 1 to ostre, 5 – wzywają Ci pogotowie, 10 – umierasz. Zamawiam 15 pierogów i piję szklankę wody z cytryną co każde 5 sztuk dysząc przy tym z ekstazy. Odpowiadam „just a little bit spicy” (tylko troszkę ostre), a oni się śmieją widząc moją przestraszoną minę. (hehe dorzucimy dziś tej białej wiadro chilli on the house, to odechce jej się raz na zawsze zapuszczać w chińskie dzielnice).

Kto nie brzydzi się wieprzowiny niech wpada do Auckland, zapraszam na pierogi!

 

 

Cafe Noodles in Mount Eden