Podryw na dwujęzyczność, na paszport, na 19 centymetrów

 

Macie tak czasem, że robicie obiad i staracie się być dla wszystkich ludzi dookoła sympatyczni, ale już kolejną osobę, która wchodząc do kuchni powie Wam „ni hăo” (cześć po chińsku) najchętniej udusilibyście gołymi rękoma, tylko, że nie możecie, bo musicie pozostać niekarani, żeby dostać paszport nowozelandzki? Nie macie tak? To tylko ja, tego się właśnie obawiałam. Mi by było wstyd, gdybym mieszkała w kraju, którego języka urzędowego nie znam.

Dzielę ludzi na tych, co mają stałą ekipę znajomych i od lat spotykają się z nimi na piwo (to nie ja) oraz na tych, co nie muszą, bo jak magnes przyciągają wszystkie starsze osoby, bezdomnych i wszelkich degeneratów społecznych w promieniu kilometra, siadają gdzieś na ławce i wysłuchują ich często absurdalnych historii (to ja).

Mój lot do Australii zaczął się od tego, że sprawdziłam pogodę:

Potem wcale nie było lepiej, Pani przy odprawie zapytała:

Do you carry any dangerous goods, such as flammable liquids or weapons? (Czy w Twoim bagażdu znajdują się łatwopalne substancje lub broń?)

A ja jej odpowiedziałam:

I hope so. (Mam taką nadzieję). Chodziło mi o „I hope not” – mam nadzieję, że nie.

Please step aside for a little talk. (Proszę stanąć z boku, chwilę porozmawiamy).

Kiedy doleciałam na Gold Coast usiadłam na ławce i czekałam na 9 rano. (zawsze otwierali Coles o 8, ale była niedziela, a dziewczyna w dzień święty też przecież musi jeść. Jak nisko trzeba upaść, żeby musieć czekać na otwarcie supermarketu na wakacjach na Antypodach? 🙂 ) Starszy Pan dosiadł się do mnie, czekał na to samo i wiedziałam już, że to będzie długa rozmowa.

Był strasznie nakręcony na swojego syna.

Do you have children? (Masz dzieci?)

No, I don’t. (Nie mam)

Good on you! (Ale masz dobrze!)

I know 🙂 (Wiem!)

Remebmer one thing girl – if you have kids, you have no money. My brother has 8 of them and he is always broke. (zapamiętaj dziewczyno, dzieci oznaczają brak pieniędzy; mój brat ma ósemkę i zawsze jest spłukany).

Wyjątkowo szybko skończyliśmy standardową próbę zeswatania mnie z jego synem (zwykle argument „I’m married” (mam męża) nie istnieje, odpowiadają – You can divorce him and get another husband (to nic, rozwiedziesz się i pobierzesz ponownie); Podryw na dwujęzyczność, na paszport, na sernik, na ginekologa, na Hindusa, na bezdomnego, na 19 centymetrów. Co dorzucicie?

Szłam ostatnio wieczorową porą w kusych szortach po mieście z moim mężem. Jest środek lata w Nowej Zelandii i spójrzmy prawdzie w oczy – nigdy nie będę młodsza, jędrniejsza i szczuplejsza, więc… Nie trzymaliśmy się z mężem za ręce i rozmawialiśmy po polsku. Do odważnych świat należy, także jeden Pan przechodzień zaczyna:

Are you from Sweden? From Finland? (Jesteś ze Szwecji? Z Finlandii?) (Mogę być z bylekąd, tylko proszę, nigdy z Niemiec. Wiadomo jak mówi się na ładne kobiety w Niemczech. Turystki!)

From Poland (z Polski).

Your ass is fucking good! (Masz zajebisty tyłek), konkrety, Pan przechodzi od razu do sedna.

I know sweethart, but it’s not for you (Wiem kotku, ale nie jest dla ciebie).

Wąsaty Pan dobre 20 lat starszy ode mnie jest uśmiechnięty od ucha do ucha i aż się zapowietrza z ekstazy pokwikując z zadowoleniem jak wataha dzików w czasie godów. Jest naszą rozmową tak samo podekscytowany jak i z siebie dumny.

Idziemy dalej. Mówię do męża: Także widzisz. Pamiętasz jak mówiłam, że niby tego kwiatu pół światu, ale nigdy nie miałeś dużej konkurencji? No to teraz rozumiesz.

Tamten starszy Pan na Gold Coast był w porządku, zasugerował swojego syna ale nie naciskał więc szybko przeszliśmy do etapu obmyślania strategii jak pozbyć się gówniarza z domu, bo już 30-tka na karku.

Mam go dosyć. Nie chce się wyprowadzić, bo dobrze mu w domu. Wiesz co on wymyślił? Powiedział, że chce pieniądze, żeby polecieć do Chin i znaleźć sobie żonę. Pomyślałem, że wyjdzie mi to na dobre, bo w końcu wyniesie się z domu, więc dałem. Pojechał.

WRÓCIŁ PO MIESIĄCU BEZ ŻONY.

(ja dławię się ze śmiechu).

Teraz wymyślił, że chce polecieć i spróbować w Indonezji i sam nie wiem czy powinienem mu dać.

Trudne sprawy wersja Australijska. Jeżeli nie złapał żony Azjatki na zanętę pod tytułem „paszport” to ja już nie widzę za bardzo nadziei. Morał jest krótki i niektórym dobrze znany – przestań łożyć na dorosłe dzieci i zacznij myśleć o sobie!

.

  • Musiałam sobie zrobić przerwę pomiędzy postawieniem pierwszej litery i napisaniem całego komentarza, bo pod koniec czytania trzęsłam się ze śmiechu, a mój brzuch jeszcze rezonuje 🙂

    • Bardzo się cieszę, uwielbiam ból brzucha ze śmiechu! Poczucie humoru pomaga mi w życiu przetrwać tę gonitwę absurdów 😉

  • hahah 😀 za mocne 😀 grafiki wręcz idealne 😀

  • Historia super, ale… PISZESZ MEGA WCIĄGAJĄCO! 🙂 Dodaję Twój blog do ulubionych zakładek i będę tu często zaglądać 🙂

  • Mifczu

    Czyli o ile dobrze rozumiem, doskwiera ci bycie ładną i przez to zaczepianą przez obcych ludzi? Dziwaczka 😉