Szybki ślub, szybka ciąża, szybka aborcja i jeszcze szybszy rozwód

 

Nawet gdybym próbowała uniknąć tematu aborcji, to nic z tego, bo polski marsz kolorowych parasoli szybciutko dotarł na Antypody. Otwierając co rano New Zealand Herald mój wzrok automatycznie ląduje na zdjęciach z manifestacji na Placu Zamkowym w Warszawie. Australijskie gazety również podchwyciły sensację:

(…) „Up to 6 million women all over Poland went on strike, dressed in black and took to the streets on Monday to protest against the government’s plans for a total ban on abortions. Poland’s abortion laws are already among Europe’s strictest. Women choosing an abortion illegally would face five years behind bars. Doctors could be sentenced to prison if found guilty of helping with or performing abortions”.

(…) „Około 6 milionów kobiet ubranych na czarno wyszło w poniedziałek na ulicy polskich miast, by protestować przeciwko planom rządowym, które miałyby całkowicie zakazać aborcji. W Polsce prawo aborcyjne już jest jednym z najbardziej surowych w Europie, a ma być jeszcze gorzej. Kobietom decydującym się na zabieg ma grozić do 5 lat pozbawienia wolności, to samo ma dotyczyć lekarzy pomagających przy dokonaniu aborcji”.

Umówiłam się któregoś dnia na spacer po parku z sąsiadką z Chin, a ona jeszcze zanim zdążyłyśmy przejść na drugą stronę ulicy zaczęła opowiadać o swojej aborcji z pierwszym mężem Rumunem. To był szybki ślub, szybka ciąża, szybka aborcja i jeszcze szybszy rozwód. Bardzo zaskoczyła mnie totalna samowolka i całkowicie nierestrykcyjne przepisy aborcyjne w Państwie Środka (żeby akurat w Chinach?!), a tu w Nowej Zelandii gdzie mieszkamy poza trzema przypadkami, które muszą zostać potwierdzone przez dwóch lekarzy, usunięcie ciąży jest nielegalne. Nie pozostało jej wtedy nic innego jak polecieć do swojej ojczyzny, bo tam nawet nie musiała odbębnić rozmowy z psychologiem, nikt nawet nie zapytał „dlaczego?”.

O swojej aborcji opowiada bardzo swobodnie, szczególnie, że jest aktualnie w ciąży z drugim mężem Nowozelandczykiem. Gdzieś pomiędzy jednym a drugim kęsem drożdżówki dorzuca coraz więcej szczegółów z tamtych dni:

Kiedy się obudziłam było już po wszystkim. No…prawie po wszystkim, bo w trakcie USG następnego dnia powiedzieli mi, że coś tam jeszcze zostało i muszą powtórzyć zabieg.”

Kilka razy cisnęło mi się na usta „dlaczego zdecydowałaś się na aborcję?”, ale gryzłam się w język. Niech to pozostanie pomiędzy nią i ojcem dziecka.

 

 

  • Temat jest rzeczywiście trudny. Sama nie umiałabym w tak lekki sposób opowiadać, mówić o aborcji. Sama wiem, że nie zdecydowałabym się na taki zabieg ( chociaż nigdy nie mów nigdy).