Gdybym wiedział, że tak to będzie wyglądało w życiu byśmy tu nie przyjechali

 

Najdłuższa autostrada Australii

 

Co to za dźwięk? Co to jest?!

Dobiegał końca dziesiąty w czasie tego wyjazdu zachód słońca, innymi słowy za nami był kolejny dzień jazdy przez najdłuższą autostradę Australii – Highway 1, bagatela 14 500 kilometrów. Spokojnie, nie przejechaliśmy jej całej, trzeba coś sobie zostawić na emeryturę. Znaleźliśmy parking na poboczu i zatrzymaliśmy się natychmiast, nikt o zdrowych zmysłach nie prowadzi w Australii po zmierzchu. Irytujący, głośny, piskliwy, okropny dźwięk nie dawał za wygraną, niech ktoś to wyłączy bo zaraz oszaleję. Wyszliśmy z auta żeby sprawdzić co to jest?! Co jest grane?!

Setki kakadu, sprawcy całego zamieszania zaczęły przelatywać nad naszymi głowami. O ile za dnia można czuć się w buszu relatywnie bezpiecznie, o tyle po zmierzchu wzrok i słuch mogą płatać różne figle.

Następnego dnia postanowiliśmy zrobić przerwę w tym szaleństwie nabijania kilometrów i zjechaliśmy na wybrzeże do Airlie Beach, w którego centrum mieści się ogromna laguna. Po co sztuczny akwen chlorowanej wody pośrodku idyllicznej Wielkiej Rafy Koralowej, zapytacie? Takie to przewrotne piękno Australii, że najbezpieczniej jest je podziwiać z daleka.

Jak przystało na turystów popłynęliśmy na najchętniej fotografowaną plażę w tym kraju, Whitehaven Beach – siedem kilometrów białego piachu. Na statku pilotka zaczęła rozdawać kombinezony, sama przez dwadzieścia lat pracy na powietrzu zdążyła dwa razy nabawić się czerniaka. Australia to wcale nie jest taki przyjemny kraj do życia.

najchętniej fotografowana plaża w Australii – Whitehaven Beach

 

Biały piaseczek, turkusowa woda i 38 °C  to idealna mieszanka do kąpieli i pewnie by taka była, gdyby nie występujące w tych wodach meduzy, Box jellyfish i jeszcze bardziej jadowita, o wielkości ludzkiego paznokcia Irukandji jellyfish. Na każdej plaży są znaki ostrzegawcze, siatki i butelki z octem. Nawet mając na sobie kombinezon masz odkryte dłonie, stopy i twarz, co daje Ci 95% szansy na przeżycie. Taki jest ten kraj – dostajesz informacje i sprzęt, a co z tym dalej zrobisz zależy od Ciebie. Widziałam ludzi pływających bez niczego, widziałam rodziców wkładających kilkumiesięczne bobasy do wody. Najgorsze jest, że wystarczy jeden dureń, żeby reszta zaczęła naśladować myśląc, że to bezpieczne.

Dostaliśmy dwa kombinezony z gumowym kapturkiem na głowę, które były luźne i niedopasowane, człapaliśmy w nich jak w dwóch czarnych, porozciąganych prezerwatywach XXL. Nie mogę wyjść ze zdumienia, że ludzie dobrowolnie decydują się założyć na siebie coś tak aseksualnego. Ja to tam jeszcze jakoś się prezentowałam, na mnie to i tak wszystko jak na wieszaku, ale mój blisko stukilogramowy mąż szedł powolnym krokiem ze spuszczoną głową, nieszczęśliwy.

Gdybym wiedział, że tak to będzie wyglądało w życiu byśmy tu nie przyjechali.

Zapytałam pilotkę ile osób zostało poparzonych na tym wyjeździe w trakcie jej 20 lat pracy, odpowiedziała, że jedna, co było o tyle dziwną historią, że do wody weszła wtedy cała grupa osób ubranych w kombinezony, a helikopterem do szpitala została przetransportowana tylko jedna z nich – ale to była słabowita dziewczyna z alergiami na wszystko.

Did she have eczema? (Czy ta dziewczyna miała egzemę?)

Among other things. (Między innymi)

Mój kombinezon okazał się mieć małą dziurę na brzuchu, także moje szanse na przetrwanie tego popołudnia malały z minuty na minutę, po szybkiej kalkulacji i krótkiej rozmowie z pilotką już wiedziałam, że pewnie zginę i bez kąpieli. Andrzej wszedł do wody.

Jeśli nie zamoczysz twarzy zwiększysz swoje szanse przeżycia do 96%!

Natalia, to nie jest śmieszne!!!

Tydzień później w połowie drogi powrotnej do Gold Coast, z którego mieliśmy samolot powrotny do Nowej Zelandii spełnił się mój koszmar.  Byliśmy w Woodgate na znanej nam z przeszłości i lubianej plaży bez żadnych tablic ostrzegawczych, pierwszej na jaką weszłam ze strachu od kilkuset kilometrów.

Bałam się kąpać, bo tutaj są widywane rekiny, więc brodziłam w wodzie po kolana gdy poczułam jakby ktoś wylał mi szklankę wrzątku na nogę. Gorsze od samego bólu jest to, że stoisz na płyciźnie zdezorientowany, rozglądasz się dookoła i nadal nie wiesz co się dzieje? Co jest? Co się dzieje? Dookoła kolana i mojej prawej łydki owiła się niebieska meduza. Fuj. Była malutka i piękna. Pomyślałam, że to bardzo zły znak, bo jaskrawe kolory w przyrodzie nie kojarzą się z niczym dobrym.

Wszystko trwało bardzo krótko, zaczęłam ją chaotycznie strzepywać rozszarpując przy tym na kawałki i uciekłam. Może to zabrzmi idiotycznie, ale spanikowałam. Mój mąż siedział na piasku, podbiegłam do niego i zaczęłam mówić różne rzeczy bez składu, że tam coś było w wodzie, tam coś jest,  że coś mnie ugryzło, mam bąble, że coś mnie poparzyło, w końcu spójrz na moją nogę, wszędzie mam bąble!!!

Pierwsze 45 minut było stresujące, bo nie wiedzieliśmy czy nie zacznę wymiotować, czy nie stracę przytomności i tak dalej.

Żeglarz portugalski – generalna zasada jest taka, że im dłuższy kontakt parzydełka z ciałem tym poparzenie jest bardziej bolesne. Odczuwanie jest różne, od łagodnego swędzenia do intensywnego bólu, pojawiają się bąble, przebarwienia skóry, szok, problemy z oddychaniem, utrata przytomności. Są w stanie poparzyć nawet gdy leżą martwe na piasku, więc uwaga na chodzenie boso po plaży. (Portuguese man-o-war – as a general rule, the longer the jellyfish tentacles, the more painful the sting. Sting symptoms range from a mild itch to intense pain, blistering, skin discoloration, shock, breathing difficulties and even unconsciousness. They are able to sting even when lying dead on the beach, so watch where you step if strolling along barefoot!)

Po godzinie już zaczynałam wracać do siebie. Dobrze się czułam, bąble przestały rosnąć, wszystko było okey. Po kilku dniach bąble zamieniły się w blizny, które to właśnie przecież przywożę z wyjazdów zamiast prezentów, ale teraz, po trzech miesiącach nie mam już śladu. Po powrocie do domu przejrzałam zdjęcia meduz i Żeglarz portugalski odpowiada temu co pamiętam, tylko że to jest bardzo niebezpieczna meduza z powodu której często są zamykane całe plaże, dlatego czy spotkanie z nią naprawdę mogłoby się dobrze zakończyć bez pobytu w szpitalu?

Nigdy się tego nie dowiem i niech tak zostanie!

Żeglarz portugalski

 

 

 

  • Dobrze, że nie skończyło się źle! Ja w takich sytuacjach nie lubię ryzykować. Boję się nawet małych, podgryzających rybek 😀

  • Hahaha, wizja tych kombinezonów/prezerwatyw rozbawiła mnie do łez ;D Ale mimo tych wszystkich stworzeń, która tylko czekają, żeby cię zabić, to i tak bardzo bym chciała pojechać do Australii 😀

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Widząc takie tablice ostrzegawcze (lub nawet tylko majac świadomość, że coś tam może być) pewnie w życiu nie zaryzykowalabym wejścia na taką plażę. Podziwiam za odwagę – sama nie lubię takiego ryzyka i już wiem, że Australia nie znajdzie się raczej na naszej podróżniczej liście 😉

  • Chyba bym się bała, ale przygoda super no i widok męża w prezerwatywie XXL niezapomniana 😀

  • Jak natura mogła być tak okrutna i zrobić najpiękniejszą plażę niezdatną do kąpieli?! Co za chytrość!
    Meduzy, rekiny… matko bosko kochano!
    A to ptactwo… gdybym usłyszała w nocy takie dźwięki, to bym przypomniała sobie wszystkie horrory, jakie w życiu obejrzałam.

  • Magdalena Tomczak

    Wszystkiego trzeba spróbować, ale plaża na której trzeba chodzić w prezerwatywach to już chyba dla mnie za dużo 😛 Chociaż przygoda na pewno niezapomniana 🙂

  • O rety! Trzeba w Australii uważać na każdym kroku… Nic dziwnego, że memy o tym kraju mówią, że wszystko tam chce cię zabić! Dobrze, że nic bardzo złego Ci się nie stało 🙂 Ale szkoda, że nie ma żadnego zdjęcia w tych kostiumach 😀

  • Ależ historia! Niesamowicie opowiedziane 🙂

  • Anna Kurtasz

    To chyba najbardziej niebezpieczny kontynent… i żyje na nim mnóstwo pająków 🙁

  • Ale przygoda! Jeśli to był żeglarz, to faktycznie miałaś sporo szczęścia – może po prostu był „za młody” na dokonanie większych szkód w Twoim organizmie. Australia z jednej strony niesamowicie mnie kusi, ale z drugiej… Te wszystkie pająki, jadowite węże, meduzy czy inne stwory sprawiłyby chyba, że ciągle byłabym w stanie gotowości do natychmiastowej ucieczki 😉 Chociaż może i nie? Niby boję się takich różnych niebezpiecznych stworów, ale jestem też ich bardzo ciekawa. Może z jakiejś bezpiecznej odległości byłabym w stanie się im przyjrzeć. Tylko co to znaczy bezpieczna odległość… 🙂

  • O nieee, to pierwsze czego dowiedziałam się o Australii. Gdy postawiłam stopę na plaży niedaleko Gold Coast, mój nowy znajomy powiedział, że nie rekiny są największym zagrożeniem a meduzy. Ponieważ rekiny powstrzymuje ogromna siatka umieszczona wzdłuż wybrzeża w wodzie ale.. nie działa na meduzy.
    zapraszam do mnie 🙂 https://owlthetraveller.wordpress.com/