Witamy na Fidżi!

 

Republika Fidżi

 

Przed zezwoleniem na wejście do samolotu padł komunikat – z powodu braku miejsc Air New Zealand szuka czterech ochotników, którzy zgodziliby się na lot na Fidżi o dzień później. Każda osoba dostanie zakwaterowanie i 350$ rekompensaty, a to więcej niż zapłaciłam za ten lot.

Od wyjazdu z Polski przez ostatnie cztery lata dość radykalnie zmieniło się moje podejście do pieniędzy. Pieniądze same w sobie, jako papier, nie mają żadnej wartości. Nabierają jej jednak, gdy wymieniamy je na inne dobro, a tamtego dnia miałam właśnie dostać to dobro. Część się z tym zgodzi, a część nie, wiem o tym.

Zawsze mogę zarobić 350$, a nie zawsze mogę polecieć na Fidżi. Nie przyjęłam oferty.

Wsiadłam do samolotu i zajęłam się wypełnianiem arrival card. Świat oszalał. Uwielbiam je wypełniać, bo gdziekolwiek nie jadę, zawsze przytrafi się pytanie, które mnie rozłoży na łopatki i tak też było tym razem:

Do you have in your possesion Holy Water or cremated human remains? (Czy jesteś w posiadaniu wody święconej lub skremowanych ludzkich pozostałości?)

A niech to, miałam przeczucie, że o czymś zapomniałam.

Witamy na Fidżi!

 

Trzy godziny później doleciałam do Nadi, piątego pod względem liczby ludności miasta Fidżi na Wyspie Viti Levu. Wyszłam na główną halę i zobaczyłam zespół grający specjalnie dla nas. Wspaniali, uśmiechnięci i radośni ludzie – Fidżyjczycy, nazywani najbardziej przyjaznymi mieszkańcami Melanezji (zachodniej Oceanii). Aż ciężko uwierzyć, że jeszcze 200 lat temu istniał tu kanibalizm!

 

 

Mijając grajków zobaczyłam grupkę ludzi trzymających szyldy i wykrzykujących nazwy hoteli, w tym również mój. Podeszłam bliżej.

–  You must be… (Musisz być… pada inne imię żeńskie.)
– Nope, keep digging. Do you have any Natalia on the list? (Niekoniecznie. Masz może jakąś Natalię na liście?)

Bula!

 

Zaglądnęłam na jej papiery i wśród rysunków, szlaczków, bazgrołów, dupereli i pojedynczych wyrazów w prawym górnym rogu kartki odnalazłam swoje imię. Bula Natalia, welcome to Fiji. Bula oznacza życie, energię, pomyślność, serdeczne przywitanie. Bula, bula i w kółko to bula kilkadziesiąt razy dziennie, trzeba polubić to słowo, inaczej idzie zwariować. Na Fidżi nie ma cappuccino, jest jednak bulaccino. Pierwszego dnia po powrocie do Nowej Zelandii zamiast „hi” krzyczałam do ludzi BULA!!!, jakby to już było takie normalne.

Pierwsze wrażenie

 

Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne, wjechaliśmy na piękną, szeroką drogę i nie byłam przekonana, czy aby na pewno przyleciałam do „little India”, kraju, o którym tyle czytałam? Dlaczego miniaturowe Indie? Pierwszych Hindusów sprowadzono na Fidżi w 1879 roku by pracowali na plantacjach kopry (wykorzystywanej głównie w przemyśle cukierniczym). Dziś, 138 lat później populacja kraju składa się z 57% Fidżyjczyków, 38% Hindo-Fidżyjczyków oraz kilku procent mniejszości Europejczyków, Polinezyjczyków i Chińczyków.

Dwa kilometry później piękna, szeroka droga zamieniła się w dziury, ale mówimy o takich dziurach, w które zmieściłby się dorosły człowiek, co rozwiało moje wszelkie wątpliwości. A jednak jestem na Fidżi.

Wylądowałam w Nadi wieczorem, póki dojechaliśmy do hostelu była czarna noc. Rzuciłam plecak na łóżko i poszłam ze statywem na plażę, żeby spróbować zrobić zdjęcia gwiazdom. Stanęłam pod Krzyżem Południa, a szum oceanu tylko potęgował ciekawość, jak to miejsce wygląda za dnia? Chciałam iść dalej wgłąb plaży, gdzie nie sięgałoby żadne światło, żeby móc w pełnej krasie podziwiać niebo, między innymi również po to tu przyjechałam. Ciekawość zwyciężyła i zaczęłam iść dalej, ale kiedy zobaczyłam trzech mężczyzn siedzących na piasku palących papierosy zawróciłam. Zawróciłam, bo kilka godzin wcześniej obiecałam coś mężowi. Pożegnaliśmy się szybko, chirurgicznie, tak jest mi najłatwiej. Im szybciej wyjadę tym szybciej wrócę i znowu będziemy razem.

O której masz samolot?
O szesnastej.
Czyli jak wrócę z pracy Ciebie już nie będzie?
Dokładnie.
Będziesz na siebie uważać?
Tak.

Obudziłam się w nowym kraju, w zupełnie innym świecie. Tym razem już trochę śmielsza, znowu poszłam na tę plażę tym razem by zobaczyć wschód słońca, a ryba wskoczyła wprost pod mój obiektyw. Dobry początek!