Gdzie jest Twój mąż? Gdzie są Twoje dzieci?

 

Miałam na sobie T-shirt i dżinsy do kolan i jednak nie był to najlepszy wybór. Widać było moje ręce, szyję, łydki i twarz, a szłam ulicą czując się nago. Cmokanie, mlaski, gwizdy, krzyki. Wyjęłam z plecaka koszulę z długim rękawem i zapięłam pod samą szyję. Koszulę, która w zamyśle miała mnie chronić przed palącym popołudniowym słońcem, nie przed hej skarbie, chcesz się ruchać?

Młoda, szczupła blondynka, sama. Wiem jak świat wygląda, nie urodziłam się wczoraj. Mogę nie zgadzać się z wieloma rzeczami, ale gdy jestem w mniejszości, w tym przypadku w zdominowanym mężczyznami społeczeństwie, fidżyjskim miasteczku Lautoka, najlepiej jest zacząć marzyć o byciu niewidzialną, ewentualnie o powrocie do Nowej Zelandii.

Mimo, że to krótki spacer, za pierwszym razem wracając z lotniska do domu o 2 w nocy, mieszkając wówczas w Nowej Zelandii krótko, szłam z duszą na ramieniu. Kiedyś w młodzieńczym wieku bałam się zostawać sama w domu po zmroku, powiedziałam o tym mamie, bo nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić, a ona powiedziała – to nie duchów powinnaś się bać, tylko ludzi. Podziałało.

Wracałam osiedlami, długą prostą drogą, która była zakończona naszym domem w Auckland, aż przede mną pojawił się mężczyzna. Zbliżaliśmy się do siebie, zobaczyłam go w świetle latarni, to był Maorys z wytatuowaną twarzą na czarno. Była druga w nocy i zrobiłam dokładnie to, co mój mąż zawsze mówi, żebym nie robiła, spanikowałam. Moim pierwszym odruchem była myśl o przejściu na drugą stronę ulicy. Nie zrobiłam tego jednak, bo stwierdziłam, że gwałtowny ruch może wywołać odwrotny efekt, albo, że on wyczuje mój strach tak jak robią to psy. Zaczęliśmy się w końcu mijać, spojrzałam mu w oczy, a on tylko pięknie się do mnie uśmiechnął i powiedział „hi”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że „cześć” lub „miłego wieczoru” to jedyne co można usłyszeć od Nowozelandczyków w środku nocy.

Na Fidżi wyglądało to trochę inaczej. Tam najbardziej chciałam zniknąć, stać się na kilka godzin niewidzialna. Mogłabym wtedy na spokojnie spacerować z aparatem i zaglądać w każdy zakamarek. Kiedy spędzałam czas w towarzystwie ludzi poznanych w hostelu było lepiej, mniej natręctwa, mniej nagabywania. Jak zostałam sama wszystko wróciło do normy. Każdy chce Cie dotknąć, porozmawiać, targają Cie do swoich sklepów, lub sklepów swoich znajomych żebyś tylko coś kupił. Jest 31 stopni w cieniu, w słońcu topi się asfalt. Pot leje się ze mnie strumieniami, a oni chcą swoją mokrą dłonią uścisnąć moją mokrą dłoń.

How come is your husband in New Zealand and you’re in Fiji? Are you looking for a local friend? (Jak to możliwe, że Twój mąż jest w Nowej Zelandii, a Ty jesteś na Fidżi? Szukasz lokalnego przyjaciela?)

Dlatego właśnie nie lubię rozmawiać z ludźmi. Chcą wiedzieć wszystko, a nie rozumieją nic. (Od kiedy kobieta musi wyjeżdżać  po seks za granicę?)

Na Fidżi poza hotelem przyznaję z bólem serca, ale ciężko było mi robić coś samej. Próbuję jeść sama, to pytają, czy mogą się dosiąść, lub proszą bym dosiadła się do nich. Próbuję chodzić sama, to od razu pojawia się ogon, który pomoże, zaprowadzi, pokaże, doradzi, nakarmi. Chodź ze mną, tam zaparkowałem samochód, podwiozę Cię. Dobrze, że jak idę sama do łóżka, to nie próbują do niego wskoczyć!

Do you drink alkohol? Do you want to have some alkohol with me? (Pijesz? Chcesz się ze mną napić?)

Where are you staying? When are you leaving Fiji? Would you like to spend last days at my place? (Gdzie jest Twój hotel? Kiedy wyjeżdżasz? Chciałabyś przenieść się do mojego mieszkania na ostatnie dni?)

Ich argumenty: No ring, no proof, no husband (Nie masz obrączki, nie ma dowodu, nie ma męża).

Moje argumenty : mam w dupie ich argumenty.

A tak bardziej na poważnie, to obnoszenie się złotem wśród społeczeństwa, które niekoniecznie na nie stać może wywołać agresję, a agresja to ostatnie czego potrzebuję na wakacjach.

Usiadałam w Curry House, dostałam menu. Szukałam konkretnej rzeczy, którą chciałam spróbować, więc poprosiłam Pana o chwilkę – Can I get a second? Nie, nie ma takiej możliwości, stał nade mną 5 minut patrząc, jak ja patrzę w menu. Już pierwszego dnia zrozumiałam czemu turyści wolą płacić więcej i jeść w hotelowych knajpach. Jestem zmęczona ciągłym towarzystwem i odpowiadaniem kilkaset razy dziennie na te same pytania – Gdzie jest Twój mąż, gdzie są Twoje dzieci? Rozmawiając z ludźmi dostałam nauczkę i zapłaciłam frycowe za popełnianie błędów nowo przybyłego turysty.

 

 

Wejście na lokalny market w Nadi to był kolejny błąd. Zajrzyj do środka, dam Ci dobrą cenę. Cheap, cheap! (tanio, tanio!). Idę dalej.

Zajrzyj do mnie, wspomożesz moją rodzinę, spójrz na moje dziecko. Have a look at my child!

W tle słychać krzyki nie dającego za wygraną Pana z pierwszego straganu chip chip, chip chip! Spójrz, to jest moja córka, pomożesz nam, jeśli coś kupisz będziemy mieli co jeść. Największa szansa, że coś kupię to zostawienie mnie w spokoju, proszę, nie stawiaj mnie w takiej sytuacji. Im bardziej miałbyś mnie gdzieś tym większa szansa, że aż mnie to złapie za serce. Dotknęłam jednej rzeczy i to był kolejny duży błąd. Chip chip, chip chip!!!!

How old are you? Ile masz lat?, zagadał w końcu pewien sprzedawca. Ile byś powiedział? What do you think? Nie spodziewałam się początku aż tak dogłębnej analizy. Spojrzał z przodu, mlasnął. Spojrzał z tyłu, cmoknął. Złapał się za podbródek i myślał, myślał, aż w końcu wymyślił. Zapadł werdykt:

32 years old.   

A niech Cie szlag. Aż mnie serce zabolało, taki cios z samego rana. Teraz to już na pewno nic nie kupię w Twoim sklepie.

 

 

  • Generalnie jak pojedziesz na Bałkany, to większość facetów w ogóle nie będzie chciało z Tobą gadać, bo jesteś babą. Jak jeżdżę z mężem, to mnie faceci traktują jak powietrze i gadają tylko z nim. Tam nigdy też nie spotkałam się z napastowaniem itd.nawet gdy się sama kręciłam. W Polsce ostatnio mnie nie gonił zboczenie na rowerze.

    • Też często odnoszę wrażenie, że obok męża jestem dla ludzi niewidzialna, szczególnie w knajpach np. rozmawiając z kelnerem, lub składając zamówienie. Ciężko powiedzieć, czy faktycznie tak jest, czy to przewrażliwienie?

  • Przykre, że w niektórych krajach ludzie oceniają kobietę przez pryzmat tego, czy posiada męża i ile ma dzieci… No bo przecież singielka nie ma prawa do niczego, a tym bardziej samotnie podróżować! 🙁 Pozdrawiam

  • Ojj w takim razie nigdy nie wybiorę się tam bez faceta….tylko jeszcze muszę go znaleźć heh, ale wracając do tematu, i tak podziwiam za odwagę !! To wymaga naprawdę mocnego charakteru, ja przyznaję że musiałabym sporo ze sobą powalczyć żeby zdobyć się samotnie na taką wyprawę, ale co Twoje to Twoje, wspomnienia, nowe doświadczenia i to co Twoje oczy zobaczyły na zawsze już pozostanie w Tobie, chętnie zobaczyłabym zdjęcia z wyprawy, I chętnie będę śledzić stronę, pozdrawiam 🙂

  • Niestety takie podejście jest męczące. Ostatnio przekonałam się o tym w trakcie podróży po Jordanii. Non stop zaczepki, mierzenie od góry do dołu taksującym wzrokiem, mlaśnięcia, cmoknięcia, chęć dotknięcia cię, nieustające pytania o dzieci… Zero szans na wtopienie się w tłum, odrobinę prywatności. Po kilku dniach – mimo że poza powyższymi sytuacjami pobyt tam był niesamowity – chciałam uciekać. Co ciekawe – byłam z mężem, który nie odstępował mnie nawet na krok…

  • „w dupie mam ich argumenty” to najlepszy z możliwych argumentów:D

  • Widzę, że miałaś przygody, ale nie te z tych miłych – chociaż trochę poznałaś ich kulturę 🙂

  • Chyba dlatego ja boję się podróżować sama. Ciebie podziwiam za odwagę – ja odkąd poznałam mojego obecnego męża, podróżuję tylko z nim 🙂

  • własnie dlatego dla kobiety samotne podróżowanie jest tak ciężkie i niebezpieczne.
    „w dupie mam ich argumenty” to mój ulubiony cytat 😀

  • Myślę, że właśnie temat rodziny, dzieci, staje się taki pierwszym odruchem przy próbie poznania kogoś bliżej. Z jednej strony to rozumiem, ale z drugiej po jakimś czasie mam już dość. Wybieram się na samotne wojaże właśnie po to, aby nieco zmienić perspektywę, na jakiś czas odseparować się od rodzinnej codzienności. 🙂
    Bookendorfina

  • Niestety w Azji to samo… w pierwszej piątce pytań znajduje się zawsze „you have husband? you have boyfriend?” albo przy odrobinie szczęścia bardziej subtelne (choć cel ten sam) „beautiful mmm” To jest aspekt, który dość mocno zmęczył mnie szczególnie w Wietnamie – gdzie w przeciwieństwie do Tajlandii, młodzieńcy byli bardziej odważni by zaczepić

    • Nie wiedziałam, że w Wietnamie młodzieńcy są tacy odważni, ja mam inne doświadczenia, ale to jak zawsze – wszystko zależy na co kto akurat trafi, w każdym kraju nie problem, żeby spotkać durnia 😉

  • Magda Frąckiewicz

    Myślałam że takie sytuacje zdarzają się tylko w krajach typu Tajlandia, Turcja, Egipt. Fidżi jest dla mnie dużym zaskoczeniem

    • Też nie chcę generalizować. To, że ja trafiłam na kilku durni, którzy mieli coś do powiedzenia nie oznacza, że całe społeczeństwo tak wygląda. Na Fidżi są wspaniali ludzie, a na głupka można trafić w każdym kraju nawet w tych z najlepszą reputacją!

  • Paulina R-w

    nom ja raz tylko byłam na dziewczyńskich wakacjach na Cyprze. z Koleżanką ona była wolna, ja mężatka od 5 lat. i pojechałam tam pozwiedzać, poopalac się odpocząć, pójść na imprezę…owszem. Ale nie zaraz dawać dupy pierwszemu lepszemu napotkanemu cypryjczykowi. Straszne było ich zdziwienie, że laski raz same jada na wakacje. Dwa, że skoro mój maż jest tak daleko to co mi zależy…wszędzie można takich spotkać…

    • O proszę, byłam na Cyprze i nic takiego mnie nie spotkało. Nie ma reguły, wszędzie można spotkać świry 😉

  • No w życiu bym nie pomyślała…. Ale warto takie rzeczy wiedzieć wybierając się do obcych krajów…