Metropolie nocą – Shanghaj

Płynąc promem z Mana Island na Viti Levu na Fidżi poznałam sympatycznego studenta, Chińczyka, mieszkającego od trzech lat w Wellington, stolicy Nowej Zelandii. Prom płynął niecałą godzinę, więc zaczęliśmy rozmawiać o podróżach, a ponieważ spędziłam w jego kraju 6 tygodni i miałam kilka zdjęć na telefonie zaczął zasypywać mnie pytaniami. Opowiedziałam mu w pigułce, że pokonaliśmy 13 000 kilometrów transportem publicznym przez dwa kraje, Chiny i Mongolię, często brudni i wytrzęsieni po wielu godzinach spędzonych w autokarach bez dogodności cywilizacyjnych. Wyjazdy które ja lubię tylko nieliczni nazwaliby „wakacjami”. Żeby go przypadkiem nie urazić wolałam nie wchodzić w szczegóły moich wrażeń z Chin, ale on chciał posłuchać turystycznego punktu widzenia.

 

Did you like it? (Podobało Ci się w Chinach?)

Well, let’s say I’m not coming back to China. (Powiedzmy, że nie wrócę już do Chin)

Why not? (Czemu?)

Czytaj dalej Metropolie nocą – Shanghaj

A za co Ty mnie kochasz?

 

Kochasz mnie?

Tak skarbie.

A za co Ty mnie kochasz?

Za to, że wracając z pracy każdego dnia rozświetlasz mieszkanie swoim uśmiechem.

Za to, że cieszą Cie drobnostki. Jeśli małe rzeczy nie sprawiałyby Ci radości nigdy nie umiałbyś docenić tych dużych.

Za to, że nigdy nie dałeś mi wątpliwości, że jestem na pierwszym miejscu.

Czytaj dalej A za co Ty mnie kochasz?

Bounty Island – smak raju?

 

Znałam już wiele przydatnych informacji, najważniejsze to wiedziałam gdzie kupić kawę, bo pierwszego dnia to nie byłam taka mądra i strasznie cierpiałam. Tylko kawopijca zrozumie jaki świat znowu robi się piękny po mocnym cappuccino. Kiedy byłam mała w każdy sobotni i niedzielny poranek moja mama krzyczała „kawa!!! kawa!!!” i dostawała kawę do łóżka. Nie rozumiałam. Dziwiłam się. Straciłam 25 lat życia żyjąc w niewiedzy i dopiero Melbourne zrobiło ze mnie człowieka.

Byłam na Wyspie Viti Levu na Fidżi trzeci dzień, to znaczy, że byłam już mniej więcej rozeznana co, gdzie, jak i za ile. Kupiłam tamtego ranka jednodniowy wyjazd na Bounty Island za 150 dolarów fidżyjskich (270 zł). To była najniższa cena jaką znalazłam.

Czytaj dalej Bounty Island – smak raju?