Koniec świata odnaleziony!

 

Udało się. Dopłynęliśmy na Rotoroa bez tsunami, trzęsień ziemi czy innych kataklizmów. Nie nie byliśmy pokłóceni, nie bolała nas głowa/brzuch/stopa/kolano/bark/oko/ząb. Nie zwymiotowałam na statku, za to pięknie świeciło słońce, a on zdążył mnie od rana wkurwić tylko raz. Kiedy myślałam więc, że wyczerpaliśmy już tygodniowy limit dobrych wiadomości, nadeszła ta najlepsza. Przybiliśmy do Rotoroa – z promu wysiadło 5 osób, z czego tylko my z zamiarem zostania na noc!!!

Mieliśmy dwie opcje zakwaterowania – wynająć 1 z 3 domków (630$ za noc), lub wynająć łóżko (35$ za noc). Wzięliśmy więc dwa łóżka, w końcu dzielenie się powierzchnią wspólną z obcymi ludźmi i życie w harmonii to moja specjalność.

Czytaj dalej Koniec świata odnaleziony!

6 lat razem, a nadal nie opanowaliśmy sztuki chodzenia na kompromisy

 

Nasz weekend na rajskiej Wyspie Rotoroa skończył się tak, że dzień przed wyjazdem zadzwoniła do mnie Pani zatrudniona w transporcie portowym z informacją, że wszystkie statki są odwołane. Widziałam w prognozie pogody, że ma padać deszcz, mówię jej, ale żeby tak od razu wszystko odwoływać? To nie tylko deszcz jak się okazało. W Meksyku odnotowano trzęsienie ziemi o natężeniu 8,2 i fala tsunami szła w naszą stronę.

Czekam od maja aż przestanie padać, wybrałam drugi weekend wiosny w nadziei na poprawę pogody a i tak okazało się, że zaplanowałam cały wyjazd w najgorszym możliwym momencie. (Co ma wisieć nie utonie, ruszamy na Rotoroa Island w ten weekend!)

Czytaj dalej 6 lat razem, a nadal nie opanowaliśmy sztuki chodzenia na kompromisy

Od kiedy podróżowanie w pojedynkę stało się powodem do wstydu?

 

Czytam tekst opisujący między innymi współczucie i mieszane uczucia wobec kobiety jedzącej obiad bez towarzystwa i zadaję sobie pytanie – to o mnie też tak ludzie myślą? Od kiedy jedzenie, cieszenie się życiem albo podróżowanie w pojedynkę stało się powodem do wstydu?

On a recent trip to northern Italy, I was sitting at dinner with a few girlfriends. The restaurant was mostly filled with tables for two (honeymooners, babymooners, newlyweds, you get the picture), but a few tables to the right of us, there was a woman dining solo. She was enjoying a glass of red wine and feasting on pasta, and reading a rather lengthy book. „Awwww,” said one of my dining companions, with an expression of sadness on her face. „She’s alone!” (W czasie ostatniego pobytu w północnych Włoszech siedziałam z koleżankami w restauracji wypełnionej nowożeńcami, parami, rodzicami z dziećmi – możesz sobie wyobrazić. Kilka stolików obok siedziała samotna kobieta. Delektowała się winem, makaronem i książką. „Awwww,” powiedziała moja koleżanka ze smutnym wyrazem twarzy. Ona jest sama!)

Czytaj dalej Od kiedy podróżowanie w pojedynkę stało się powodem do wstydu?

Uwielbiam mężczyzn, ale tak samo jak ich lubię tak samo nie rozumiem

 

Dzisiaj obudził mnie zeskakujący na podłogę szczur. Była 5 rano, a w pokoju panował półmrok, próbowałam przez chwilę namierzyć jego lokalizację, ale szczur miał nade mną przewagę – przytomniejszy umysł i wzrok przyzwyczajony do ciemności. Przypomniał mi się wtedy jeden wyjątkowo paskudny nocleg w Chinach, gdzie w pokoju było sporo robactwa. Idąc spać zostawiłam zapobiegawczo buty i plecak na szafce. W nocy wstałam do łazienki, a zapalając w niej światło zdążyłam zobaczyć podłogę aż brązową od karaluchów, które natychmiast rozprysły się uciekając na boki. Na Fidżi przynajmniej nie było tego paskudztwa.

Zamieszkałam na Wailoaloa Beach w zachodnim dystrykcie Wyspy Viti Levu. Mój pokój przy plaży nie był zbyt ciekawy, uwierzcie mi na słowo, ale za 30 zł za dobę i tak dostałam więcej niż oczekiwałam – najlepszą lokalizację na oglądanie zachodów słońca. Czytaj dalej Uwielbiam mężczyzn, ale tak samo jak ich lubię tak samo nie rozumiem