Od kiedy podróżowanie w pojedynkę stało się powodem do wstydu?

 

Czytam tekst opisujący między innymi współczucie i mieszane uczucia wobec kobiety jedzącej obiad bez towarzystwa i zadaję sobie pytanie – to o mnie też tak ludzie myślą? Od kiedy jedzenie, cieszenie się życiem albo podróżowanie w pojedynkę stało się powodem do wstydu?

On a recent trip to northern Italy, I was sitting at dinner with a few girlfriends. The restaurant was mostly filled with tables for two (honeymooners, babymooners, newlyweds, you get the picture), but a few tables to the right of us, there was a woman dining solo. She was enjoying a glass of red wine and feasting on pasta, and reading a rather lengthy book. „Awwww,” said one of my dining companions, with an expression of sadness on her face. „She’s alone!” (W czasie ostatniego pobytu w północnych Włoszech siedziałam z koleżankami w restauracji wypełnionej nowożeńcami, parami, rodzicami z dziećmi – możesz sobie wyobrazić. Kilka stolików obok siedziała samotna kobieta. Delektowała się winem, makaronem i książką. „Awwww,” powiedziała moja koleżanka ze smutnym wyrazem twarzy. Ona jest sama!)

Raz w tygodniu chodzę sama do restauracji. Do teraz nawet nie przyszło mi do głowy, żeby się wstydzić prosząc o stolik dla jednej osoby. Czy wolałabym chodzić z mężem? Nie, bo on nie lubi tej knajpy. Przecież nie musimy mieć identycznego gustu. Kiedyś chodziłam sama do kawiarni i zaczynałam każdy dzień od cieszenia się swoim towarzystwem i gazetą. Jeżeli nie jest nam dobrze ze sobą, dlaczego innym miałoby być dobrze z nami? Dwa razy w roku wyjeżdżam sama za granicę i rozmowa z ludźmi wygląda szablonowo:

Dlaczego nie ma tu Twojego męża?
Bo on powiedział, że Fidżi to nuda i komercja.
Na innych wyspach też byłaś sama?
Na Tonga byłam sama, na Samoa polecieliśmy razem.
Podziwiam, w życiu nie odważyłabym się na samotną podróż. 

Tu nie ma co podziwiać. Fakt, że wzięliśmy ślub nie oznacza, że musimy robić to samo, byłoby dobrze, ale niekoniecznie nawet musimy lubić to samo. Nie musimy zawsze mieć ochotę na te same potrawy, nie musimy mieć identycznych poglądów, nie musimy oglądać tych samych filmów, albo cholernej Gry o Tron. Dwa ciała, jedna dusza. No bez przesady!

Mit nr 1 – samemu wyjeżdża się po to, żeby szukać przygód / miłości 

Nie wiem jak z mężczyznami, ale kobieta nie musi wyjeżdżać po seks za granicę, najczęściej wystarczyłoby się tylko uśmiechnąć. Powiem z własnej perspektywy – jeśli już jadę gdzieś w pojedynkę to oznacza, że towarzystwo to ostatnia rzecz jakiej szukam.

Mit nr 2 – skoro jesteś sam/sama na wakacjach to musisz być nieudacznikiem / nikt Cie nie chciał / nie masz przyjaciół  

To musi oznaczać, że byłam nieudacznikiem wiele razy. I jeszcze nie raz będę! Lubię wyjeżdżać sama oraz lubię wyjeżdżać z nim, ale czy mam się ograniczać tylko z powodu jego nieelastycznego urlopu?

Mit nr 3 – pewnie masz złamane serce 

A nawet jeżeli ktoś wyjeżdża akurat mając złamane serce to co komu do tego? Przynajmniej nie trzeba się z nikim dzielić pizzą!

Mit nr 4 – pewnie wyjeżdżasz sam / sama, bo Wam się nie układa

Czy komuś w związku się układa czy nie, pozostawmy ocenie samym zainteresowanym, ale powiedziałabym, że właśnie jest odwrotnie. Wyjazdy bez męża / żony oznaczają zaufanie i dojrzałość emocjonalną. Wyjechałam na Fidżi zakochana, a wróciłam zachodząc w głowę czy to możliwe, żeby dało się za kimś tak tęsknić, a mąż na mój widok powiedział, że przez cały tydzień czuł się jak mój kot, który kiedyś z tęsknoty za nami przestał jeść.

Będąc na Fidżi poznałam Fina, który przyleciał sam, ale najwidoczniej to nie wydaje się aż takie dziwne w przypadku mężczyzn. Studiuje i mieszka w Melbourne, mieście w którym kochałam się kiedyś do szaleństwa. Jakież było moje zaskoczenie kiedy również i on zapytał: A tak właściwie to czemu  przyleciałaś tu sama?

A czemu by nie?

 

 

 

 

  • Kilka razy poszłam sama do kina czy na obiad do restauracji i niektórzy znajomi też się dziwili „Ojej ale jak to sama? Nie mógł ktoś z tobą iść? Nie było Ci przykro?” Itd. Hmm no nie, nie było, bo miałam po prostu ochotę obejrzeć film lub zjeść coś dobrego i tyle. Lubię chodzić w takie miejsca z mężem lub przyjaciółmi no ale nie jest to warunek konieczny 😉 Samotna podróż z kolei to coś, czego się trochę obawiam, bo mam wrażenie, że przyciągam samych podejrzanych ludzi. Np. nachalny pijak zawsze podejdzie akurat do mnie, a nie zawsze stanowcze danie do zrozumienia, że nie życzę sobie żadnych zaczepek pomaga. A że niejednokrotnie w takich sytuacjach spotkałam się z totalną znieczulicą, wolę chyba nie ryzykować 😉

    • Z kinem mamy podobne doświadczenie. Ja poszłam na biografię Amy Winehouse, on poszedł na Star Trek i gwarantuję, że żadnemu z nas nie było „przykro” 🙂

  • Tak bardzo nie rozumiem tego podejścia! A chodzenie samej do kina to już w ogóle jest uważane za dziwactwo i nieudacznictwo. BŁAGAM. Myślę, że wynika to z tego, że ludzie nie czują się dobrze w swoim własnym, jednoosobowym towarzystwie. Dla mnie, jedynaczki, jest to kompletnie normalne i dopóki się nie dowiedziałam od innych, że uważają to za dziwne, to nie sądziłam, że można to tak postrzegać.

  • Nie spotkałam się z takim podejściem. Ja zazwyczaj słyszę, że jestem odważna i świetnie, że tak jeżdzę. btw. do kina też sama chodzę 😉 To chyba kwestia naszego indywidualnego podejścia.

  • Ja lubię czasem pójść do kafejki sama, czy nawet na obiad i nie zastanawiam sie nawet co inni pomyślą. Ale na wakacje jeszcze sama nie jechałam, bo nie miałam takiej potrzeby.

  • Ja może akurat na wakacje nie pojechałabym sama, trochę obawiałabym się zaczepiania ze strony mężczyzn, a już szczególnie za granicą. Ale na obiad lub do kawiarni wybieram się bez towarzystwa bardzo często i nie mam z tym problemu. Czemu narzeczony nie chodzi ze mną? Zazwyczaj po prostu gdzieś się umawiamy, a ja, czekając na niego, idę na kawę. Biorę wtedy książkę albo gazetę, mam chwilę dla siebie i tak jak Ty, wcale nie czuję się z tym źle albo dziwnie 🙂

  • Mi naprawdę nie robi różnicy, czy ktoś chodzi do restauracji albo wyjeżdża sam czy z kimś 🙂 To chyba kwestia tego, że nie czuję potrzeby wtrącania się w cudze sprawy 🙂 I naprawdę nie rozumiem po co ludzie interesują się takimi kwestiami 🙂 Przecież wolno nam chodzić czy jeździć samotnie – to nie zbrodnia 😉 Ale masz rację, wielu ludzi ma do tego dziwny stosunek 🙂

  • Ja kiedyś dość często chodziłam sama do restauracji i kawiarni i nigdy nie czułam się z tym źle. Może dlatego, że potrzebuję czasami pobyć sama ze sobą, w spokoju, a ciągłe towarzystwo chociażby najbardziej lubianych osób mnie po prostu męczy:) Ja nigdy nikogo nie krytykuję za samotne podróżowanie, a wręcz podziwiam, bo za granicę sama pojechać to jeszcze się nie odważyłam:)

  • Chętnie podróżowałam w pojedynkę, gdybym się na to nie zdecydowała, wiele bym straciła. Nie spotykałam się z głosami sprzeciwu czy wyrażania odznak zdziwienia, lecz z kibicowaniem. 🙂

  • Według mnie to, że ktoś jest sam wcale nie musi oznaczać, że jest samotny. Uwielbiam spędzać poranki tylko z kawą i książką. Nigdy nie patrzyłam na osoby, które siedzą same w kawiarni czy restauracji ze współczuciem, mam wrażenie, że czasem bawią się lepiej niż osoby będące w grupie. Na samotną podróż za granicę jak na razie się nie wybiorę bo się boję ale podróżowanie w pojedynkę po Polsce lubię 😉

  • Krysia Krysiecka

    Masz absolutna racje, to zaden wstyd cieszyc sie przyjemnosciami w pojedynke. Niestety wiekszosc ludzi postrzega to w inny sposob. Kiedys w resorcie, gdzie wiekszosc stanowily pary lub rodziny byla tam kobieta (bardzo atrakcyjna) bezosoby towarzyszacej. Wyraznie bylo widac jak wiekszosc kobiet patrzyla na nia jak na potencjalna „zlodziejke” meza/partnera, a mezszczyzni jak na potencjana”zdobycz”. Na wypaczone podejscie wielu osob do solowego odpoczynku nic sie nie poradzi.

    • Jakby kobiety nie miały nic lepszego do roboty niż podrywać cudzych mężów!