6 lat razem, a nadal nie opanowaliśmy sztuki chodzenia na kompromisy

 

Nasz weekend na rajskiej Wyspie Rotoroa skończył się tak, że dzień przed wyjazdem zadzwoniła do mnie Pani zatrudniona w transporcie portowym z informacją, że wszystkie statki są odwołane. Widziałam w prognozie pogody, że ma padać deszcz, mówię jej, ale żeby tak od razu wszystko odwoływać? To nie tylko deszcz jak się okazało. W Meksyku odnotowano trzęsienie ziemi o natężeniu 8,2 i fala tsunami szła w naszą stronę.

Czekam od maja aż przestanie padać, wybrałam drugi weekend wiosny w nadziei na poprawę pogody a i tak okazało się, że zaplanowałam cały wyjazd w najgorszym możliwym momencie. (Co ma wisieć nie utonie, ruszamy na Rotoroa Island w ten weekend!)

 

Ministerstwo Obrony Narodowej nie zaleciło ewakuacji. Mieszkańcy Chatham Islands pewnie trzęśli portkami, ale tu, w Auckland, raczej nie mamy się czego obawiać. Miasto jest położone w zatoce pomiędzy Morzem Tasmana i Oceanem Spokojnym (jako nieliczne miasto na świecie ma dostęp do dwóch różnych mórz), a Morningside w którym mieszkamy leży na wysokości 50 metrów nad poziomem morza. Najwyższa fala tsunami jaką współcześnie odnotowano wynosiła 11 metrów (Japonia, 11 marca 2011).

6 lat jesteśmy razem, a nadal nie opanowaliśmy sztuki chodzenia na kompromisy. Staliśmy się tacy zaborczy o wyjazdy, jakby nie było już żadnych innych problemów, więc trzeba sobie jakieś stworzyć. Pomysł, żeby zaplanować wyjazd wspólnie odpada. Dla zasady już, jedno proponuje, drugie nie wysłucha do końca i już mówi „nie” (to się nazywa potocznie w naszym domu „pokaz siły”, a efekt jest taki, że żadne nie ustąpi). On chce w lewo, ja chcę w prawo, ja marzę o Ameryce Południowej, o RPA, albo o powrocie na Karaiby, on o Mongolii i Japonii. Ewentualnie o Nepalu i Tahiti. Inne „nie”, bo – za zimno, za gorąco, za daleko, bo inne wyobrażenia, bo nie zgadzam się z polityką tego kraju, bo przesiadki, bo szczepienia, bo pora sucha, bo pora deszczowa. A jak już nie ma dobrych argumentów to pojawiają się te absurdalne – nie, bo nie chcę lecieć tą linią lotniczą. Jedyny kompromis na jaki jesteśmy w stanie się zdobyć to – ja planuję ten wyjazd a Ty tamten i już trzeci rok ten system pięknie się sprawdza.

Spędziłam ostatni tydzień myśląc o tym gdzie pojechać i co robić przez 12 dni jakie będziemy na Vanuatu. Trzy przewodniki, kilka filmów i cały Internet do dyspozycji. Zaplanowałam promy, jeden lot wewnętrzny na Wyspę Tanna i noclegi łącznie w 6 hotelach w różnej części obu wysp, a on zadzwonił ostatnio z pracy z pytaniem „Kiedy my lecimy na to Vanuatu?”

W drugą stronę to wygląda tak, że bardzo chcę znać wszystkie szczegóły wyjazdu i im częściej dopytuję tym mniejsza szansa, że coś dostanę. Jak pytam „co robimy w tym roku w długi weekend październikowy?” i dostaję odpowiedź „coś wymyślimy”, to znaczy, że mam przestać pytać, bo on znowu próbuje mnie zaskoczyć, ale z takim ciekawskim dzieciakiem przy boku nie bardzo się da. Ostatnim razem powiedział – nie rób zakupów na długi weekend, wyjeżdżamy. (Ale dokąd? Na jak długo? Promem? Samolotem? Wynająłeś samochód? Mam nas spakować? Kiedy wracamy? Jakie rzeczy zabrać?) Natalia, przestań pytać. Daj się zaskoczyć chociaż raz. Tamtego dnia powiedział jeszcze coś co każda kobieta chciałaby usłyszeć – a, i nie gotuj w piątek żadnego obiadu. Znajdziemy jakąś knajpkę na mieście.

Znajdujemy, a w środku jest tak jak zawsze. Oczy mu błyszczą, zamawia więcej niż jest w stanie zjeść, cieszy się niezmiernie ten mój pluszak, wodzi wzrokiem po sali wyczekując na kolejne talerze, a gdy nadchodzi deser ostatecznie przegrywam konkurs o zainteresowanie własnego męża z sernikiem!!!

 

 

 

 

  • Wy to chyba jesteście z jakiejś innej planety! 😉 Ludzie tu dookoła nie potrafią znaleźć kompromisu, czy pójść do Lidla czy Biedry, czy kupić zasłony zielone czy brązowe.. itepe..itede… A Wy… Vanuatu czy Thaiti ??? 😉

    • dobre! 🙂 Lidl czy Biedra vs Vanatu czy Tahiti 😀

  • Nic tak nie sprawdza związku jak wspólna podróż!

  • Zazdroszczę takich sporów <3 Serio! u nas największe problemy o to: jak ogarnać chaos przy dwójce dzieci 🙂

    • Dla nas jedyne dzieci z jakimi mamy styczność to te w centrach handlowych. I nie wygląda to zachęcająco 🙂

      • Ha ha <3 Jestem skłonna to zrozumieć. Powtarzam zawsze, że nie lubię dzieci, poza swoimi :p i to nie zawsze 😉

  • mój mąż zwykle mi się poddaje podczas podróży, nazywa mnie swoim przewodnikiem (studia kierunkowe hehe) – problem dnia codziennego: jak ogarnac dwojke dzieci 😛

  • Katarzyna Berska

    Nam się udało wypracować kompromis. A właściwie udało nam się podzielić decyzyjność. Zwykle to ja planuję wyjazdy, a mąż czuwa, by niczego na nich nie zabrakło i bym przypadkiem nie zostawiła najważniejszych rzeczy w domu.
    Pamiętam zwykle jedynie o dzieciach i psach 🙂