7 lat razem, a nadal nie opanowaliśmy sztuki chodzenia na kompromisy

 

Nasz weekend na rajskiej Wyspie Rotoroa skończył się tak, że dzień przed wyjazdem zadzwoniła do mnie Pani zatrudniona w transporcie portowym z informacją, że wszystkie statki są odwołane. Widziałam w prognozie pogody, że ma padać deszcz, mówię jej, ale żeby tak od razu wszystko odwoływać? To nie tylko deszcz jak się okazało. W Meksyku odnotowano trzęsienie ziemi o natężeniu 8,2 i fala tsunami szła w naszą stronę.

Czekam od maja aż przestanie padać, wybrałam drugi weekend wiosny w nadziei na poprawę pogody a i tak okazało się, że zaplanowałam cały wyjazd w najgorszym możliwym momencie.

(Co ma wisieć nie utonie, ruszamy na Rotoroa Island w następny weekend!)

 

Ministerstwo Obrony Narodowej nie zaleciło ewakuacji

 

Mieszkańcy Chatham Islands pewnie trzęśli portkami, ale tu, w Auckland, raczej nie mamy się czego obawiać. Miasto jest położone w zatoce pomiędzy Morzem Tasmana i Oceanem Spokojnym (jako nieliczne miasto na świecie ma dostęp do dwóch różnych mórz), a Morningside w którym mieszkamy leży na wysokości 50 metrów nad poziomem morza. Najwyższa fala tsunami jaką współcześnie odnotowano wynosiła 11 metrów (Japonia, 11 marca 2011).

7 lat jesteśmy razem, a nadal nie opanowaliśmy sztuki chodzenia na kompromisy

 

Staliśmy się tacy zaborczy o wyjazdy, jakby nie było już żadnych innych problemów, więc trzeba sobie jakieś stworzyć. Pomysł, żeby zaplanować wyjazd wspólnie odpada. Dla zasady już, jedno proponuje, drugie nie wysłucha do końca i już mówi „nie” (to się nazywa potocznie w naszym domu „pokaz siły”, a efekt jest taki, że żadne nie ustąpi).

On chce w lewo, ja chcę w prawo, ja marzę o Ameryce Południowej, o RPA, albo o powrocie na Karaiby. On o Mongolii i Japonii. Ewentualnie o Nepalu i Tahiti. Inne „nie”, bo – za zimno, za gorąco, za daleko, bo inne wyobrażenia, bo nie zgadzam się z polityką tego kraju, bo przesiadki, bo szczepienia, bo pora sucha, bo pora deszczowa. A jak już nie ma dobrych argumentów to pojawiają się te absurdalne. Nie, bo nie chcę lecieć tą linią lotniczą. Jedyny kompromis na jaki jesteśmy w stanie się zdobyć to – ja planuję ten wyjazd, a Ty tamten i już trzeci rok ten system pięknie się sprawdza.

Spędziłam ostatni tydzień myśląc o tym gdzie pojechać i co robić przez 12 dni jakie będziemy na Vanuatu

 

Trzy przewodniki, kilka filmów i cały Internet do dyspozycji. Zaplanowałam promy, jeden lot wewnętrzny na Wyspę Tanna i noclegi łącznie w 6 hotelach w różnej części obu wysp, a on zadzwonił ostatnio z pracy z pytaniem „Kiedy my lecimy na to Vanuatu?”

W drugą stronę to wygląda tak, że bardzo chcę znać wszystkie szczegóły wyjazdu i im częściej dopytuję tym mniejsza szansa, że coś dostanę. Jak pytam „co robimy w tym roku w długi weekend październikowy?” i dostaję odpowiedź „coś wymyślimy”, to znaczy, że mam przestać pytać, bo on znowu próbuje mnie zaskoczyć, ale z takim ciekawskim dzieciakiem przy boku nie bardzo się da.

Ostatnim razem powiedział – nie rób zakupów na długi weekend, wyjeżdżamy. (Ale dokąd? Na jak długo? Promem? Samolotem? Wynająłeś samochód? Mam nas spakować? Kiedy wracamy? Jakie rzeczy zabrać?)

Natalia, przestań pytać

 

Daj się zaskoczyć chociaż raz. Tamtego dnia powiedział jeszcze coś co każda kobieta chciałaby usłyszeć. Nie gotuj w piątek żadnego obiadu. Znajdziemy jakąś knajpkę na mieście.

Znajdujemy, a w środku jest tak jak zawsze. Oczy mu błyszczą, zamawia więcej niż jest w stanie zjeść, cieszy się niezmiernie ten mój pluszak. Wodzi wzrokiem po sali wyczekując na kolejne talerze, a gdy nadchodzi deser ostatecznie przegrywam konkurs o zainteresowanie własnego męża z sernikiem!