Spadająca gwiazda, pomyśl życzenie!

 

W naszym życiu nudziarzy na końcu świata miałam kilka tygodni adrenaliny. Jako jeden z wymogów dostania prawa jazdy kupiliśmy mężowi okulary w których musi prowadzić, ale jak się okazało szkła za 600$ nie były najgorszą wiadomością. Uświadomiłam sobie, że on mnie po raz pierwszy w życiu wyraźnie zobaczy i strasznie się zestresowałam. Przestanę być dla niego szczupłym kształtem z blond czupryną, a zacznę być… no właśnie. Stanęłam przed lustrem, zapaliłam najostrzejsze światło jakie mamy, zaczęłam się sobie przyglądać z bliska i już widziałam czarne chmury zbierające się nad moim małżeństwem. Próbowałam jednak myśleć racjonalnie. Zalety – on zobaczy przez szkło powiększające moje piersi. Wady – przez to samo szkło zobaczy moje wągry. Dodałam do tego niełatwy charakterek i plus minus uznałam, że rozwód murowany.

Miałam dużo czasu na przemyślenia, bo cały proces dobierania szkieł, przymiarek i polaryzacji trwał kilka tygodni. Nie wiem czy mieli już kiedyś takiego Andrzeja z Polski, jedno oko taka wada, drugie oko inna wada. Dostał najbardziej specjalistyczne szkła powiększające o jakich w życiu słyszałam, siedząc w gabinecie czekałam tylko aż poproszą nas o zgodę na wykorzystanie jego przypadku w ramach nauki dla przyszłych pokoleń. W międzyczasie, raczej, tak na wszelki wypadek, szykowałam się na najgorsze. Powiedziałam mu, że jakby co, to nie będę mu robić żadnych problemów, podpiszę każdy papier i puszczę go wolno, w końcu nie do końca widziały gały co brały.

Kilka tygodni minęło nieubłaganie i nadszedł dzień odbioru okularów. This is it, pomyślałam. Jak ucieknie, to trudno. Nie zrobiłam się tego dnia na bóstwo. Uczesałam chyba tylko włosy, ale w moim przypadku, włosów kręconych w stylu „mop” to i tak żadna różnica. Tuning ryja odpada, przestałam się malować w 2014 i od tamtego czasu zdążyłam się wyzbyć wszystkich szpachelek do nakładania tynku i tego typu gadżetów. Po takim czasie nawet nie wiem czy bym jeszcze umiała ich użyć tak żeby działały na moją korzyść.

Ubrał okulary, wyszliśmy ze sklepu. Rozglądał się dookoła centrum handlowego jakby jeszcze nigdy nie docierało do niego tyle bodźców zewnętrznych jednocześnie. Zrobiliśmy to co zawsze robimy w weekendy z samego rana, poszliśmy na śniadanie na sushi. Nie uciekł, za to pięknie się do mnie uśmiechał. Nadal zachowawczo starałam się jednak nie iść za blisko.

Ostatni rok spędziliśmy chodząc do planetarium, a kiedy tylko jest możliwość wyjeżdżamy za miasto popatrzeć na niebo. Auckland to duże miasto, wielości Warszawy. Trzeba odjechać przynajmniej godzinę, żeby móc zobaczyć coś więcej na niebie niż „trochę gwiazd”. Andrzej wymarzył sobie zobaczyć rozgwieżdżone niebo w nowych okularach. Wynajęliśmy więc samochód (wolimy wynajmować kilka razy w roku niż opłacać cały rok) i ruszyliśmy na Półwysep Coromandel.

Poczekaliśmy aż zajdzie księżyc i wyszliśmy z latarkami na plażę. Stanęliśmy pod Krzyżem Południa. Niebo było tamtej nocy fenomenalne, żadnych chmur, idealna widoczność na tyle, że byliśmy w stanie gołym okiem zobaczyć Obłoki Magellana. Były Plejady, Pas Oriona i Matariki. Ostatni raz widzieliśmy Drogę Mleczną tak dobrze zeszłego roku na Samoa. Patrz Natalia, spadająca gwiazda!!! Pomyśl szybko życzenie. Po co? Moje największe życzenie już się spełniło, jesteś obok.

 

 

 

 

  • Wow, nie wiedziałam, że maluje się szpachelkami, myślałam, że można też tak normalnie, poprawić naturę, a nie szpachlować 🙂

  • Hania Zawisza

    Cudnie! Wierzę w magię gwiazd. Ale też chyba już nie mam życzeń…