Najwidoczniej kiedy ludzie się przyjaźnią, czas to pojęcie względne

 

To jak my się odnajdziemy?

 

Niepokoiło mnie, kiedy ludzie pytali gdzie spotykam się z moją mamą, bo skoro lądujemy na tym samym lotnisku o tym samym czasie to odpowiedź jest oczywista, najwyraźniej tylko dla mnie, więc gdy to samo pytanie zadała również moja mama zaczęłam się niepokoić podwójnie. Siedziałam obok 8-letniego chłopca, który leciał samolotem po raz pierwszy w życiu, ale nadal ciężko stwierdzić które z nas było podekscytowane bardziej. Przelatując tuż nad malutką Operą w Sydney przykleiliśmy się do szyby z jęzorami na wierzchu. Za każdym razem będąc w tym mieście przechodzą mnie dreszcze. Sydney, serio, w czym tkwi Twój sekret?

Welcome to Singapore!

 

Wyszłam z domu w Auckland, Nowej Zelandii o 4 rano zostawiając śpiącego męża w ciepłym łóżku. Zawsze wyjeżdżam i zawsze wracam, więc nie ma co robić histerii z przydługawymi pożegnaniami i lamentem w tle. Pierwszy lot minął szybko. Przez cały drugi lot trzeba było się czymś zająć. Zdążyłam się wyspać, najeść, upić tasmańskim czerwonym winem, wytrzeźwieć, znudzić i w końcu zmęczyć bezczynnością, aż wreszcie kilka godzin później padł komunikat od pilotów – 35 stopni za oknem, mamy przyjemność powitać Państwa w Singapurze!

Ostatnią wiadomość od mojej mamy dostałam z lotniska Heathrow w Londynie, ciekawe czy ona już czeka na mnie? Czyżbyśmy naprawdę były na tej samej półkuli, w tym samym kraju, w tym samym mieście? Trzeba się nieźle napocić, żeby spędzić czas z własnym dzieckiem!

 

 

Czas to pojęcie względne?

 

Tuż przed wylotem mój mąż zaczął snuć wizje o skomplikowanych infrastrukturach portów lotniczych, dwóch kondygnacjach nadziemnych, jednej kondygnacji podziemnej, wielu obszarach usługowych, kilku hangarach, niezliczonej ilości terminali każdym składającym się z kilku poziomów oraz o wielu kilometrach labiryntów bramek w porcie lotniczym Changi w Singapurze, podsumowując, że nasze odnalezienie się na tym lotnisku będzie „pierwszym aktem komedii, którą chciałbym zobaczyć”.

Może faktycznie, często utrudniam sobie życie wybierając najbardziej skomplikowane rozwiązania uznając je za najprostsze, ale w tym przypadku, choć raz w życiu, on nie miał racji. Wylądowałam w Singapurze, przeszłam kontrolę paszportową, dostałam pieczątkę, wyszłam na główną halę przylotów a moja mama była jedną z pierwszych osób które zobaczyłam.

Jak gdyby nigdy nic spotkałyśmy się między jej domem a moim, w połowie drogi pomiędzy Polską a Nową Zelandią, kontynuując rozmowę jak gdyby wcale nie minęło 28 miesięcy od naszego ostatniego pożegnania w Guilin, południowych Chinach. Najwidoczniej kiedy ludzie się przyjaźnią, czas to pojęcie względne.