Tam dom, gdzie serce Twoje?

 

To czym właściwie jest ten dom?

 

To musi być straszne być tak daleko od domu!, wykrzyknął do mnie nowozelandzki znajomy. A co do jest dom? Czy to tam, gdzie jest Twój kot? Serce? Małżonek? Czy to jest miejsce Twojego urodzenia, albo to za które spłacasz kredyt? Czy może to, gdzie wszyscy mówią językiem który rozumiesz? Przez długie lata Polska była moim domem, później przez chwilę była nim Australia. Byłam w tym roku trzy razy w Australii i nawet ciężko ubrać w słowa mój stosunek do tego kraju. Przejrzałam wpisy z 2017 i pomyślałam, mój Boże, dziewczyno, zmień płytę. Istnieją też inne kraje!

Zajebiście być znowu w Australii

 

A później znowu tam lecę i szeroko się uśmiecham. Wracam pogryziona przez komary, spalona od słońca, poparzona przez meduzy. Z 27 bliznami na nogach nabytych tylko w tym roku, a i tak wiem, że do najsuchszego kontynentu na świecie jeszcze wrócę. Ostatnim razem stając na rozgrzanej płycie lotniska na Gold Coast, wschodnim wybrzeżu, pomyślałam to co zawsze myślę będąc w tym kraju. Zajebiście być znowu w Australii.

Sąsiad Nowozelandczyk również lubiący podróże, zapytał mnie niedawno. Gdybym mogła się teraz znaleźć w jakimkolwiek miejscu na świecie, co bym wybrała? (On wybrał Grecję – w Nowej Zelandii istnieje kult Europy co jest całkowicie zrozumiałe. Często kraj poza naszym zasięgiem finansowym, znajdujący się gdzieś na drugim końcu globu jest dla nas bardziej interesujący niż kraje położone po sąsiedzku). Rottnest Island, Western Australia, odparłam bez najmniejszego cienia wątpliwości. (Zamierzam lecieć 8 godzin z Auckland do Perth, a stamtąd płynąć na Wyspę Rottnest tylko po to, żeby w końcu zobaczyć kuoki!)

 

 

Witaj w domu!

 

Na Fidżi obcy ludzie pozdrawiali mnie na ulicy mówiąc Welcome home, witaj w domu, chociaż byłam tam tak krótko i nigdy nie przeszłoby mi przez myśl, żeby nazwać ich kraj swoim domem. Pytali – co Ci się bardziej podoba, Fidżi czy Nowa Zelandia? I nawet nie dając mi szansy wypowiedzi sami odpowiadali sobie na pytanie. Pewnie, że Fidżi. Tutaj jest wszystko, po co ktoś chciałby mieszkać poza Fidżi? Niegdyś kanibale, dziś najsympatyczniejsi ludzie Melanezji jakich do tej pory spotkałam. Mieszkańcy Vanuatu mają szansę ich wyprzedzić w tym chlubnym rankingu, a czy tak będzie? Okaże się już za miesiąc.

Ale ja przecież jestem w domu

 

Przechodząc niedawno obok księgarni w Kauala Lumpur, Malezji, wykrzyknęłam z radości na widok pocztówek z Parku Narodowego Mount Aspiring. Przecież to Nowa Zelandia, spójrz mamuś jak tam pięknie. To jest mój dom! Po powrocie na lotnisku w Auckland celnik wbił mi pieczątkę wjazdową do Nowej Zelandii mówiąc „welcome back”, czterdzieści minut później kilkoro sąsiadów przywitało mnie pięknym uśmiechem i jeszcze piękniejszym, „welcome back home”.

To kto mi odpowie – co to jest właściwie ten dom, skoro miałam ich już kilka, w trzech krajach, na dwóch kontynentach? Dziś wbiło mnie w fotel ze zdziwienia, że to „musi być straszne być tak daleko od domu.” Gdyby nie to, że byliśmy ze znajomym sami pomyślałabym, że musi mówić do kogoś innego. A odpowiedź była dla mnie bardziej niż oczywista – Not at all, this is my home now. (Ale ja przecież jestem w domu).