Nowozelandzkiego poczucia humoru ciąg dalszy!

 

Parkingi dla psów, przejścia dla pieszych dla pingwinów i niewidzialni bezdomni. Nowa Zelandia, kraj, w którym absurd goni absurd!

1. Bezalkoholowy musujący sok winogronowy – na sprzedaż tylko za okazaniem dowodu osobistego!

 

 

2. „Nawet nie myśl o przenocowaniu tutaj!” 🙂

 

 

3.  Zwolnij, tutaj przechodzą pingwiny!

 

 

4. „The Bra Fence” – Płot Staników w centralnym Otago, Nowej Zelandii. Wszystko zaczęło się z nie do końca wiadomych przyczyn w Boże Narodzenie 1998 kiedy do płotu zostały przywieszone 4 staniki. W miesiąc później było ich już 60, a miejsce to zaczęło budzić coraz większe kontrowersje i zainteresowanie w mediach. Przeciwnicy czyścili płot, oponenci przywieszali kolejne staniki i tak w kółko. Kiedy ich liczba wzrosła do 200 ktoś anonimowo po raz kolejny wyczyścił płot, co tylko dolało oliwy do ognia i w kilka lat zrobiło się ich 800 (uwielbiam nowozelandzką determinację do walki z przeciwnościami losu). Ponieważ płot od lat budzi zainteresowanie również wśród turystów postanowiono spróbować zrobić z niego pożytek – do różowej skrzynki można wrzucić datki na Fundację Walki z Rakiem Piersi. Jeśli nie macie  akurat pieniędzy na zbyciu to nic, zawsze można zostawić stanik!

 

 

5. Zakaz brania prysznica w toalecie (z pewnością każdy tylko o tym marzy.)

 

 

6.  Parking tylko dla psów, dzieci zostaną odholowane!

 

 

7.  Cierpię na „niewidzialność”, zbieram pieniądze na leczenie!

 

 

8. Woof woof Ruuf, tutaj szczekają psy!

 

 

9. Transport przewożący turystów z Oceanarium Sea Life do centrum Auckland.

 

 

10. Artystyczny sposób na wykorzystanie przestrzeni publicznej – sztuka uliczna na skrzynkach elektrycznych do podziwiania w całym kraju.

 

 

Na koniec Billy, pierwsza koza, która zrobiła karierę w polityce.  Republic of Whangamomona to maleńki okręg w zachodniej części Północnej Wyspy Nowej Zelandii deklarujący niepodległość od 1989 roku. Żeby tam dotrzeć trzeba mieć przede wszystkim żołądek ze stali. Dobrze też jest mieć na wzór jej mieszkańców niezłego świra. Kto nie chciałby mieszkać gdzieś, gdzie nie ma rzeczy niemożliwych i każdy jest kim chce? 

W latach 1999–2001 wybranym na prezydenta została tam koza – Billy Gumboot the Goat, która dzielnie służyła aż do śmierci 18 miesięcy później.

 

To nie koniec pomysłów ekscentrycznych Nowozelandczyków, bo jej miejsce zastąpił pudel – Tai the Poodle,  odchodząc w 2004 roku na zasłużoną emeryturę.  

W chwili obecnej prezydentem Republiki Whangamomony jest po raz pierwszy kobieta, Vicki Pratt, która prowadzi również lokalny bar. Nie jestem jednak przekonana, czy przejęcie obowiązków po kozie i pudlu można uznać za pracę marzeń?

Witamy w Nowej Zelandii, w której tak ogólnie to chyba wszyscy mają nieźle pod kopułą. Jak dla mnie to kolejna pieczątka w paszporcie i kolejny dowód na to, że Nowozelandczycy to szaleńcy!