Dobry i zły glina, wersja wakacyjna

 

Na Vanuatu przylecieliśmy dzień przed Sylwestrem. Ponieważ koniec grudnia i pierwszy tydzień stycznia to szczyt sezonu turystycznego dla Australii i Nowej Zelandii, cały wyjazd ze wszystkimi 6 noclegami w różnych hotelach dookoła Wyspy Efate włącznie lotem wewnętrznym na Wyspę Tanna zaplanowałam pół roku wcześniej.

Dwa miesiące później sprawdzałam z ciekawości dostępność pokoi w Port Vila w naszym terminie i 80% hoteli była już zajęta.

 

 

Let it begin

 

Wylądowaliśmy na Wyspie Efate w stolicy Vanuatu, Port Vila, w samo południe. 30 stopni w cieniu, ani chmurki na niebie, kolejka po pieczątkę w paszporcie trwała w nieskończoność, czyli standardowo, czego wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy. Na Vanuatu każda najdrobniejsza czynność trwa w nieskończoność. Znalazłam się na tropikalnej wyspie na środku Pacyfiku, w Melanezji, na moich wymarzonych wakacjach, z moim wymarzonym facetem.

Przed wyjazdem czytałam kilka relacji, głównie Polaków mieszkających w Australii, wiedziałam, że taksówkarze mają swoje sposoby na dodatkowy zarobek. Zadają Ci kilka pytań o kraj pochodzenia, resort w jakim się zatrzymasz, patrzą od góry do dołu jak wyglądasz i dają Ci cenę „na ryj”. Cenę której ja nie zamierzałam zapłacić (50-60$). Drugi sposób na dotarcie z lotniska do Port Vila to lokalny mini bus. Wiedziałam, że mam szukać busów z dużym „B” na tablicy rejestracyjnej z czerwonym tłem, a cena to 150 Vatu od osoby (2$).

Wyszliśmy z lotniska niespecjalnie nagabywani przez lokalnych

 

i skręciliśmy w prawo w stronę hali, gdzie lądują połączenia krajowe (to tylko parę kroków, a gdzieś przeczytałam, że na „international” lokalne autobusy nie zawsze się zatrzymują). I faktycznie tak było. Weszliśmy w 12 osób do mini busa, byliśmy jedynymi białymi. Po drodze pokazaliśmy pomocnikowi kierowcy na mapie gdzie chcielibyśmy wysiąść.

Na Vanuatu każdy człowiek w swoim życiu robi jedną określoną rzecz. Kierowca kieruje, pomocnik kierowcy kasuje, osoba stojąca na kasie robi „pik”, jej pomocnik wkłada produkty do reklamówki i tak dalej. Broń Boże, gdyby mieli zrobić coś innego niż robili od 20 lat, zrobiłby się taki chaos, że do dzisiaj byśmy się nie pozbierali.

Dojechaliśmy na miejsce, pytam pomocnika kierowcy o cenę, pierwszy wielki błąd, przecież znałam cenę. On mówi, że 500 Vatu, ja na to, że shouldn’t it be 300? Nie powinno być 300?

Nie, oni chcą 500. (Pewnie, że chcą, kto by nie chciał.) Później dostaliśmy radę od lokalnej dziewczyny jak „nonszalancko” mamy dawać 300 Vatu i nawet nie wchodzić w rozmowę, albo w przypadku próby wyłudzenia mówić, że nie jesteśmy turystami, tylko mieszkamy w Port Vila i znamy ceny.

Weszliśmy do ładnego resortu i tutaj uwaga

 

Dwa lata temu pisałam, że podróżuję po kosztach i śpię byle jak, byle gdzie i to się w sumie nie zmieniło. Nie chodzi o brak pieniędzy, bardziej o minimalistyczny styl w jakim żyjemy. Od 5 lat nie mamy pralki, bo po co skoro w budynku jest pralnia, nie mamy telewizora, suszarki, zmywarki, telefonów dotykowych, nigdy nie mieliśmy samochodu. Mamy niewiele ubrań, za to obydwoje posiadamy sporo dziwactw. Ogólnie zbyt wiele by je tutaj zacząć wymieniać. Rezerwując tamto miejsce pomyślałam, że zaczniemy Vanuatu od kilku gwiazdkowego resortu ponieważ nazajutrz był Sylwester i miał być to prezent noworoczny od nas dla nas.

Wchodzimy do środka, świeże kwiaty, piękne uśmiechy. Podaję Pani na recepcji moje nazwisko i mówię że mamy rezerwację na trzy noce. Ona długo milczy robiąc się biała, czasami zielona, chwilami purpurowa i mówi wreszcie.

 I’m very sorry. We’re going to relocate you to another place, because other guests decided to exted their stay and we have no room available for you. Jesteśmy zmuszeni Państwa przenieść, ponieważ inni goście przedłużyli swój pobyt i nie dysponujemy wolnym pokojem.

Dobry i zły glina, wersja wakacyjna

 

Chyba nie musicie mnie znać osobiście, żeby się domyślić, że wpadłam w szał. Andrzej zrobił najrozsądniejszą rzecz z możliwych – wycofał się powolutku robiąc trzy kroki w tył, po czym zniknął. Zaczęła się półgodzinna wymiana zdań, ja mówiłam, że jutro Sylwester, Port Vila pęka w szwach i specjalnie zarezerwowałam ten pokój pół roku temu, a oni, że nic nie mogą zrobić. Pytałam dlaczego mając naszą rezerwację w systemie przedłużyli komuś pobyt, innymi słowy czemu sprzedali jeden pokój dwa razy? Odpowiedzi nie dostałam do dziś. Skończyło się na tym, że zaproponowali nam upgrade – większy apartament w resorcie z którym współpracują, a ja powiedziałam, że nie obchodzi mnie jakiś pokój gdzieś tam i skoczyłam rozmowę mówiąc – I’m not going anywhere. Nigdzie się nie wybieram.

Usiedliśmy na kanapach, a mój odważny mąż zapytał na co czekamy. Gdybym posiadała dar zabijania wzrokiem, on zostałby tamtego dnia pochowany na Efate. Jak to na co? Aż nam wybudują pokój.

Pierwszy mit „pięknych resortów” obalony – nie jeżdżąc w takie miejsca nic nie tracę

 

Kluczem do sukcesu tego związku jest umiejętność odnalezienia złotego środka pomiędzy zrównoważeniem jednej osoby a jego brakiem w przypadku tej drugiej. Andrzej powiedział, że skoro nie mają pokoju, to nie mają i wbrew moim oczekiwaniom nie wybudują go w godzinę. Teraz, po burzy jaką zrobiłam, nie pozostaje mu nic innego jak pójść tam jako ten dobry glina, żeby zobaczyć co z tej sytuacji może dla nas ugrać.

Zaproponowali mu apartament w innym resorcie z tarasem i widokiem na zatokę na pierwszą noc, powrót do „właściwego” resortu na kolejne dwie noce, przejazdy taksówką na ich koszt i zwrot 70$ (30% ceny), za co poszliśmy się najeść. Wiedziałam kogo biorę za męża!