5 powodów, przez które Auckland nie da się lubić

 

Mąż zaskoczył mnie ostatnio nazywając największe miasto Nowej Zelandii, a zarazem nasz dom – Auckland – „śmierdzącą kupą gówna”, dzięki czemu zdobył honorowe członkostwo w moim prestiżowym klubie „nie lubię Auckland” (szkoda tylko, że nadal uparcie nie chce dołączyć do klubu „wróćmy do Melbourne”). Za co Auckland nie da się lubić?

1. Za hałas

Trzy lata temu, czyli na początku naszego pobytu, samoloty przelatujące nad miastem 24 godziny na dobę były ekscytujące. „Patrz, to Air New Zealand! Patrz, to Emirates, witamy w Auckland!!!”. Dziś muszę mieć wyjątkowo dobry dzień, żeby krzyczeć do samolotów przelatujących nad głową. W ciągu dnia nie jest tak najgorzej, bo one znikają w ogólnym hałasie 1,5 milionowego miasta – klaksonów, helikopterów telewizyjnych, karetek, prywatnych awionetek, straży pożarnych, placów budowy i darcia ryja. Nocą to już inna historia. W zeszłym roku trasy uległy zmianom, dzięki czemu samoloty są jeszcze niżej i jest ich coraz więcej, nawet o 3 nad ranem.

 

 

2. Za słaby transport publiczny

Nigdy nie mieliśmy samochodu i nigdy nie stanowiło to problemu… aż do przeprowadzki do Nowej Zelandii. W Auckland trwa rozbudowa metra, która przez ostatnie kilka lat miała na celu wprowadzenie transportu publicznego miasta w XX wiek, i uwaga!!! W planach jest nawet „chociaż częściowe” wprowadzenie nas w system z XXI wieku! 🙂 – „Some good steps have been made to bring Auckland’s rail system into the 20th century in the last few years, and in the next few years we should see some further steps that might at least partially bring it into the 21st century”. Także trochę cierpliwości i może tutaj doczekamy się cywilizacji – jeśli znajdzie się 10 miliardów dolarów już w 2030 roku będzie można pojechać metrem na lotnisko (brzmi ekscytująco, ale nie aż tak, żebym miała czekać na ten moment 12 lat).

Szczegóły: https://www.greaterauckland.org.nz/2009/02/13/aucklands-rail-map-in-2030/

3. Za korki

Nowozelandczycy to najspokojniejszy naród jaki kiedykolwiek poznałam, za wyjątkiem zachowania na drogach i w czasie stania w korkach. Mieszkamy na pierwszym piętrze z oknem w sypialni, które wychodzi na ulicę. Ponieważ aktualnie jest lato, a miasto od miesiąca zalewa fala upałów okna są pootwierane 24/7 i czasem słyszymy więcej niżbyśmy chcieli – „how you’re driving fucking faggot!!!” (patrz jak jedziesz jebany pedale), to cytat z zeszłego tygodnia.

Co się dziwić, skoro tak wygląda rzeczywistość?

 

 

4. Za internet

Internet działa tak jak kiedyś nasza-klasa.pl. Wolno, wolniej, Auckland. Ile razy z powodu słabego internetu musieliśmy przerwać oglądanie filmu wieczorem, albo rozmowę z Polską, nie zliczę. (To chyba liczy się nie samego miasta, ale całego kraju).

5. Za ceny mieszkań

Już nawet nie mówię o zakupie, bo pakowanie się w nieruchomości w tym mieście dopiero jest tematem bagno. Żyjąc w Melbourne wynajmowaliśmy fajną kawalerkę w centrum miasta na ósmym piętrze z jedną ścianą przeszkloną od podłogi aż po sufit, w cenie 300$ tygodniowo. Tutaj za tyle mogłabym wynająć namiot, albo pokój w czyimś domu, a mieszkanie do dwóch pokoi w centrum to bez rachunków 600$ za tydzień.

To nie jest tak, że uwzięłam się na Auckland. Na 5 wad, które wymieniłam znalazłabym pewnie ze 25 zalet, ale o nich może kiedy indziej!

 

 

 

 

  • Czyli Auckland wcale nie takie piękne jak je malują. A masz poczucie, że żyjesz na drugim końcu globu (świata)?

    • Zdecydowanie, szczególnie, jeśli mamy gdzieś lecieć. O Australii wszyscy mówią, że „to przecież jest obok”, a odległość Auckland – Perth (zachodnia Australia) to 9 godzin lotu (to taka odległość jak z Polski do Kenii :P) Faktycznie rzut kamieniem jeśli porównywać z lotem do Europy, Auckland – Berlin – do 30 h w samolocie.

  • Kurczę, wydaje mi się, że wskazane problemy dotyczą w zasadzie wszystkich dużych miast

  • Te 5 powodów wystarczy mi żeby sądzić, że uciekłabym z tego miasta dość szybko. Ostatnio szukam cichych, spokojnych i klimatycznych miejsc – Auckland zdaje się być przeciwieństwem każdego z tych punktów… Ale zapewne będąc w okolicy chciałabym się przekonać na własnej skórze, jak tam jest 🙂

  • Brygida

    Cześć, też tu jestem (w Auckland) od 2 lat. Twoje spostrzeżenia wydają się być bardzo ostre i zarazem prawdziwe. Też nie lubię Auckland. Trzeba to jednak jakoś przetrwać…..ja szukam pozytywnych stron życia w NZ.
    Pozdrawiam z wakacji.

    • hej. Samo życie w NZ jest w porządku, nie zamieniłabym je na inne z wyjątkiem chociaż na kilka lat Melbourne 🙂 Czy w ciągu tych dwóch lat próbowałaś mieszkać może poza Auckland? Christchurch chodzi nam po głowie.

      • Brygida

        Hej, z mojej perspektywy wiele zmieniło się na plus ale to przyszło z czasem, niestety Auckland tym plusem nadal nie jest….
        Wolałabym zmienić to miasto na inne np. Wellington lub mniejsze jak choćby Whatakane ale cóż jesteśmy tam, gdzie jest praca. Za to dzieci są tutaj bardzo zadowolone.
        Pozdrawiam Brygida