Dziękuję, że jesteś

 

Kilka dni wolnego z rzędu nie zdarzają nam się w tym roku zbyt często, także w Wielkanoc postanowiłam zrobić mężowi niespodziankę – weekend na Wyspie Tiritiri Matangi. Wiedział, że coś robimy, gdzieś jedziemy, nie znał tylko szczegółów. Spakowałam plecaki, zabrałam kocyk, przygotowałam piknik ze wszystkim co lubi on i ja, bo oczywiście to nigdy nie jest to samo, sprawdziłam trzysta razy pogodę, aż wreszcie z samego rana pojechaliśmy na przystań i dałam mu bilety na prom. Myślą przewodnią w prowadzeniu tej strony było brak narzekania, także powiem tylko, że przez egzaminy państwowe z terminem na listopad, 2018 rok nie jest dla nas najłatwiejszy i widujemy się z mężem tak niewiele, że niedługo będę musiała sobie wydrukować jego zdjęcie w 3D, żeby nie zapomnieć jak wygląda.

 

 

Tiritiri Matangi to nowozelandzkie sanktuarium ptactwa położone w Zatoce Hauraki, w języku maoryskim należącym do rdzennej ludności Nowej Zelandii nazwa wyspy oznacza „tossed by the wind”, rzucona przez wiatr. Po 75 minutach promem dobijamy do brzegu. Podobnie jak Rotoroa Island na którą płynęliśmy niedawno, Tiritiri Matangi jest wolna od drapieżników (psów, kotów, jaszczurek, mrówki argentyńskiej, myszy i szczurów). Mimo ruchu turystycznego Ministerstwo Ochrony Przyrody staje na głowie, żeby tak pozostało – każdy przed wejściem na wyspę czyści szczotką buty ze śmieci, gleby i nasion. Wszystkie śmieci zabiera się ze sobą, jest zakaz wwożenia jedzenia w reklamówkach, zamiast tego prowiant ma być schowany w uszczelnionych pojemnikach (był przypadek, że ktoś zapakował w reklamówkę domowe ciasto w celu zjedzenia go na wyspie; w międzyczasie jeszcze przed wejściem na prom ciastem zainteresowała się myszka, która została znaleziona w trakcie inspekcji plecaków. Właściciele nie mieli pojęcia skąd mogła się tam wziąć, przecież nie mają myszy w domu). Znamy te zasady i je stosujemy, jeśli inni ludzie również będą Nowa Zelandia nadal pozostanie taka dzika, czysta i piękna. Jeśli nadal jesteście głodni wiedzy, życie w tym zakątku świata również pięknie opisują na swoim blogu Danka i Jakub. 

Może i Wielkanoc obyła się bez pisanek i święconki, ale za to sprawiliśmy sobie w te święta najcenniejszą rzecz jaką można podarować drugiej osobie. Swój czas.