Gniew Oceanu, wersja nowozelandzka

 

Temperatura Morza Tasmana, obok którego jest położona Nowa Zelandia notuje od grudnia 2017 rekordowe temperatury – aktualnie będzie to 6°C powyżej średniej. Nie trzeba było długo czekać na efekty tej anomalii. Mimo technologii i sztabu specjalistów od meteorologii siła huraganu, która dotarła do Auckland we wtorek wieczorem 10 kwietnia zaskoczyła wszystkich. Najsilniejszy wiatr odnotowany w południowej dzielnicy miasta Manukau wyniósł pomiędzy 22 a północą 213/h. Co wtedy robiliśmy? Spaliśmy. O 23 męża obudziła eksplozja linii niskiego napięcia na naszej ulicy w wyniku której sąsiad z piętra został poparzony w swoim własnym łóżku, mnie najwyraźniej nie jest w stanie obudzić nic. Od tamtej pory przez kilka kolejnych dni 180 000 osobom pozostało żyć po ciemku. Po 40 godzinach bez prądu ku uciesze osiedla Morningside w którym mieszkamy powróciła do nas elektryczność, jednakże tylko na godzinę. Więcej było radości, niż faktycznego użytku, zdążyłam się napić kawy z ekspresu i zacząć szykować obiad. Po godzinie wróciła rzeczywistość – brak ogrzewania, brak ciepłej wody, ciemne mieszkanie i ulewa za oknem; obiady na wynos, kawiarniany Internet i ciepły prysznic w pracy.

Dzisiaj jest pierwszy dzień, kiedy mamy prąd już od kilkunastu godzin, chyba nigdy się tak nie cieszyłam gotując obiad i robiąc pranie!!! Wypiłam dwie kawy tak na wszelki wypadek jakbyśmy mięli powrócić do życia przy świeczce 🙂 Gdyby jeszcze tylko dało się umyć na zapas!

Skutki wichury nadal są w Auckland widoczne – nieprzejezdne drogi, poprzewracane łodzie, nie działający transport publiczny (ale to akurat nic nowego), zawalone płoty, latające trampoliny, fruwające dachy, do tego drzewa powyrywane z korzeniami, zawalone rusztowania, ewakuacja żółwi z ZOO (ich dach również pofrunął) oraz ludzie uwięzieni w samochodach na które zawaliły się drzewa.

Jutro, czyli na sobotę 14 kwietnia jest zapowiadana runda druga. Mąż wychodząc rano powiedział – nie biorę latarki z powrotem do pracy, chyba nam się jeszcze przyda.