Wegetariańskie wcale nie znaczy nudne!

 

Zostaw ziemniaki, ale zjedz mięso

 

Jak człowiek wypowiada swoją opinię, to musi liczyć się z tym, że nie każdemu ona przypadnie do gustu. O odżywianiu staramy się poza sobą nie rozmawiać, bo sporo z tym zachodu i najlepiej jak każdy żyje po swojemu. Nadal jesteśmy jednak tylko ludźmi i popełniamy błędy czasem w rozmowie z innymi wspominając, że od zeszłego roku nie jemy jajek, ryb, mięsa czy nabiału (masła, jogurtów, mleka, maślanki). Zdarzają się wyjątki zwłaszcza w przypadku ryb, szczególnie na wakacjach.

O Boooże, słychać lament w odpowiedzi. TO CO WY JECIE!? 

Wszystkie możliwe potrawy wegetariańskie! 

Lubię miód, poza tym ciężko byłoby mi się rozstać z jedną jedyną kurtką skórzaną, także nie jesteśmy tak pięknie lansowanymi przed media nawiedzonymi weganami, którym ślinka cieknie na zapach skoszonej trawy (chociaż, może trochę?). Na pewno wygląda i pachnie lepiej niż np. martwe zwierzę w rowie. (Hmmm, jaki apetyczny kawałek mięska, upiekłabym w ziołach…). Bleee!

Ostatnio pod zdjęciem czyjegoś obiadu wegetariańskiego przykuł moją uwagę komentarz „bardzo apetycznie, wygląda nawet jak prawdziwy obiad, mimo, że bez mięsa”.

Prawdziwy obiad & potrawy wegetariańskie

 

Czemu przetworzone produkty typu słodycze i mięso są przedstawiane jako coś lepszego, lub jako nagroda, co tylko skutkuje w umniejszaniu ich szkodliwości? Później wielkie zdziwienie, że dziecko nie chce zjeść przysłowiowych brokułów, szpinaku, brukselki czy marchewki. Pewnie, że nie chce, skoro otoczenie przedstawia warzywa jako karę (siadaj i dokończ szpinak), jako przymuszanie do jedzenia czegoś obrzydliwego. Raczej nie reklamuje się fenomenalnych walorów smakowych warzyw, bardziej mówi się o zbędnej konieczności, przykrym obowiązku ich jedzenia, „bo zdrowe”.

 

TO CO WY JECIE?!

 

Kaszę gryczaną, brązowy ryż, kaszę jaglaną, soczewicę (zieloną, brązową, czerwoną), którą naprzemiennie używam z ciecierzycą, bo to nasze główne źródło protein poza orzechami (laskowymi, migdałami, nerkowcem i pestkami dyni). Do tego dużo pieczonej dyni, curry, żurawiny, szpinaku, sushi bez ryb i ogólnie czegokolwiek co jest zrobione z owoców i warzyw. Zamiast śmietany jogurty kokosowe, zamiast masła awokado, zamiast mleka krowiego mleko pochodzenia roślinnego (owsiane, migdałowe). Tłuszcze tylko pochodzenia roślinnego. Zero słodyczy poza czekoladą, którą robi mąż, miodem i cukrem kokosowym jako dodatek do sosów, wypieków.

Mamy szczęście żyjąc w kraju, w którym jest nielimitowany dostęp do nie importowanego awokado, które rośnie w Nowej Zelandii przez cały rok i robimy z tego niezły użytek!

To jest zdrowe, więc musi być ohydne!

 

Nie zamieszczam przepisów, ponieważ ich nie znam. 99% potraw jest wynikiem ulotnej chwili natchnienia, innymi słowy, przepisy są zmyślone, lub dostosowane do tego, co akurat było w lodówce. Ewentualnie inspirowane apetycznymi zdjęciami jakie można znaleźć w mediach społecznościowych.

Fantazja na temat pizzy!

 

Pierogi z sezamem i sałatką (farsz – marchewka, szpinak i chilli).

 

Racuchy curry z papryką, cebulą i zielonym groszkiem.

 

Pieczona dynia z czosnkiem i sałatką.

 

Penne z soczewicą, bazylią i suszonymi pomidorami.

 

Sałatki z awokado i ciecierzycą.

 

Kotlety warzywne.

 

Curry z ryżem i warzywami w mleczku kokosowym.

 

A na deser?

 

Muffiny z buraka, jagód i kakao.

 

Domowe monte (kasza jaglana, banany, kakao, miód i orzechy). Przyznaje się, tego przepisu nie wymyśliłam, ale zgapiłam stąd.

 

Szaszłyki z wiórków kokosowych, kaszy jaglanej i kakao.

 

Naleśniki z mleka owsianego z kakao, owocami i syropem klonowym.

 

Ciastka z mielonego owsu i czekolady roboty męża (kakao, olej kokosowy, szczypta soli, miód).

 

Weganizm to nie jest, ale wyeliminowaliśmy produkty, po których nie czuliśmy się optymalnie. W kwestie zdrowotne, etyczne czy plusy i minusy jedzenia mięsa nawet nie wchodzę, bo każdy ma swoją mózgownicę.

Wszystko się zaczyna oraz kończy na owocach i warzywach, a jakie potrawy wegetariańskie jesteśmy w stanie z nich zrobić to tylko kwestia wyobraźni.