Sama nie wiem, czy jesteśmy gotowi na Himalaje!

 

Dal Bhat

 

Mój mąż zaskoczył mnie ostatnio wracając do domu z trzema pojemnikami jedzenia. Jego kolega z biura, Nepalczyk, jak dowiedział się, że lecimy na dniach do jego kraju postanowił przynieść mu do pracy niespodziankę – tradycyjne danie kuchni nepalskiej, dal bhat + pikantny sos z rabarbaru (dal – soczewica, bhat – ryż).

Przeczytałam trzy przewodniki i w każdym pisali o gościnności, serdeczności, przyjaźni, szerokich uśmiechach i hojności Nepalczyków, mimo bycia w czołówce najskromniej żyjących mieszkańców Azji. Nie spodziewałam się tylko, że tę gościnność już poczuję nawet nie przekraczając progu samolotu!

 

 

Przedwyjazdowy chaos, co pakujemy jadąc w Himalaje?

 

Paszporty, bilety lotnicze na łącznie 6 lotów – Auckland -> Kuala Lumpur -> Katmandu -> Lukla -> i taka sama droga z powrotem. (W przeciwieństwie do mojego męża popełniłam błąd oglądając filmy jak wygląda lądowanie i samo „lotnisko” w Lukla).

 

 

Co jeszcze?

 

Książeczki szczepień (w styczniu dostaliśmy zastrzyki na tężec, błonica, krztusiec, polio i dur brzuszny).

Ubezpieczenie, leki, bilety na lotnisko, pieniądze, laptop, aparat, statyw, dobre buty, niewielki prowiant, ładowarki, cztery zestawy baterii, przejściówki, filtr do wody, plecaki główne, plecaki podręczne… i w tym przedwyjazdowym chaosie przydałoby się jeszcze spakować uśmiech! W końcu za kierunek wybraliśmy Himalaje!!!

 

 

Pozwolenia na trekking i książeczka TIMS

 

Kosmetyki na końcu, ciuchów niewiele. Ciepłe ubrania będzie trzeba kupić już na miejscu w Katmandu, bo żadnych nie mamy. Ja ostatni raz widziałam śnieg 3 lata temu w Mongolii, mąż 5 lat temu w Polsce.

Z bardzo ważnych rzeczy została do załatwienia książeczka TIMS (Trekkers Information Managment Systems), oraz zezwolenie na trekking przez Park Narodowy Sagarmatha (północno-wschodnia część kraju). Na jego terenie znajdują się 3 ośmiotysięczniki – Lhotse, Czo Oju i wszystkim znany Mount Everest. Tylko najpierw trzeba się dostać samolocikiem do Lukli i wyjść z tego żywym!!!

Czy jesteśmy gotowi na Himalaje?

 

Przed nami szesnastogodzinny lot, wyrobienie wizy na lotnisku w Katmandu i wreszcie spotkanie spotkanie z moją mamą, która już wylądowała w Nepalu i czeka na nas.

Spakowałam nas i opadłam bezsilnie na fotel patrząc na mojego męża. W końcu to moja ostoja, najlepszy przyjaciel potrafiący ciepłym gestem ukoić moje nerwy, osoba na której słowa otuchy zawsze mogę liczyć.

Mówię do niego – sama nie wiem, czy jesteśmy gotowi na Himalaje, a on mi na to:

Ja wiem. Nie jesteśmy!