Himalaje część pierwsza – kiedy nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem

 

I don’t think you’re going to fly today

 

Po trzech dniach spędzonych w Katmandu, światowej stolicy kurzu, jedyne o czym marzyliśmy to jechać dalej. Z biletami na lot krajowy do Lukli kupionymi kilka miesięcy wcześniej udaliśmy się o 4 rano taksówką na lotnisko, które było jeszcze zamknięte. Byliśmy na nim tylko my i małpy.

O 6:15 rano mieliśmy odlecieć pierwszym samolotem tego dnia w stronę Himalajów (w końcu na tej trasie istnieje niepisana zasada – albo lecisz pierwszym samolotem, albo żadnym). W rzeczywistości o 8 rano dostaliśmy wymarzone karty pokładowe i podjechaliśmy busem pod 14-osobowy samolot. Andrzej piszczał lecimy w Himalaje, lecimy w Himalaje, bo to miał być główny punkt całego wyjazdu do Nepalu. Zdążyłam zrobić zdjęcie maszyny, która miała nas zabrać na 2 860 metrów nad poziomem morza. Autobus się zatrzymał, kazali nam czekać – po pół godzinie padł komunikat, że wracamy.

Czytaj dalej Himalaje część pierwsza – kiedy nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem