Proszę i dziękuję – dwa najczęściej używane słowa w Nowej Zelandii

 

Ja to jednak jestem bardziej ciekawa Nowej Zelandii”, piszą do mnie ludzie, kiedy opisuję wspomnienia z innych krajów. Ile można pisać o tej Zelandii odpowiadam, nie wystarczy, że mieszkam tu od trzech lat? Skoro ten kraj nadal ludzi ciekawi, to powiem parę słów, ale tak z przymrużeniem oka. Jak wygląda to życie w Nowej Zelandii?

 

1. Przede wszystkim proszę i dziękuję. Tutaj nawet znaki drogowe to robią!

 

Rozmawialiśmy sobie ostatnio z mężem. Jak skończyliśmy temat, powiedziałam „dziękuję”, wstałam i zaczęłam robić coś innego.

A za co Ty mi dziękujesz?

Aaa, tak jakoś chyba z przyzwyczajenia.

Ale ja nic nie zrobiłem.

Ja w pracy też nic nie robię, a wszyscy mi za wszystko dziękują.

 

 

Z przepraszaniem w Nowej Zelandii jest podobnie. W zeszłym roku zdarzyło mi się przeprosić administratora budynku, za to, że przyszła do nas kolejna paczka w tamtym tygodniu.

 

 

 

 2. Sporo rzeczy jest za darmo

 

Mam na myśli hojność, z którą spotykam się w Auckland regularnie. Czasem mam wrażenie, że tu wszystko można mieć za darmo, wystarczy dobrze się zakręcić, wiedzieć na jakich stronach szukać. Ludzie rozdają sprzęty RTV i AGD, każdą możliwą elektronikę, książki, płyty, ubrania, jedzenie. Ludzie dzielą się tym co mają, czasami widuję wystawione reklamówki z kabaczkiem, pomarańczami, lub cytrynami z czyjegoś ogrodu. Kawiarnia pod domem wystawiła niedawno karton owoców kaki z podpisem „poczęstuj się”.

 

 

 

3. Poczucie humoru jeszcze mnie nigdy nie zawiodło

 

 

4. Skoro Irlandia jest 5 lat za Europą, to Nowa Zelandia jest 10 lat za Irlandią

 

Dolar nowozelandzki jest główną, ale nie jedyną walutą za którą można tu nabyć dobra. Pozostałe środki płatnicze zmieniają się w zależności od pory roku. Wiele kawiarni, w tym ta pod naszym domem przyjmuje w zamian za serwis owoce. Jesienią, kiedy w sezonie była feijoa, każdy kto miał jej krzak w ogrodzie mógł przynieść worek owoców i coś sobie w zamian zamówić. Aktualnie mamy sezon na grejpfruty, więc wywiesili ogłoszenie:

„1 kg grapefruit = 1 coffee” 🙂

 

 

5. Nowozelandzka siła perswazji jest ujmująca

 

 

 

6. Jest to również kraj artystycznych dusz

 

Chciałbyś publikować swoją twórczość, ale nie masz gdzie? Na naszym osiedlu w Morningside powstało „Poet tree”, do którego każdy może przyczepić wszystko co mu leży na sercu.

 

 

 

7. Przydrożna sprzedaż kwitnie

 

Podchodzisz do „stoiska” bez sprzedawcy, czyli budki z napisem „honey”. Cennik jest przypięty do każdej półki, na samym dole puszka na pieniądze 😉

Jestem w Nowej Zelandii trzy lata, a wiara w ludzi z jaką spotykam się na co dzień nadal robi na mnie wrażenie! Przydrożna sprzedaż miodu na Wyspie Waiheke:

 

 

8.  Auckland – smokefree city?

 

Papierosy – dla niektórych żaden problem, dla mnie  otoczenie pełne dymu to jedna z najbardziej znienawidzonych rzeczy z dzieciństwa. Niechęć do tytoniu pozostał, silny jak nigdy dotąd, a okazjonalny przymus znoszenia czyjegoś smrodu kończy się tym, że odchodzę z towarzystwa.

Plany Rady Miejskiej miasta Auckland, aby przed 2025 rokiem w całym mieście obowiązywał zakaz palenia mają się zaskakująco dobrze. W lipcu zakaz palenia objął 90 barów, kawiarni i restauracji na świeżym powietrzu. W sierpniu dołączy kolejne 600 knajp, a przez najbliższe 7 lat zakaz ma zacząć obowiązywać w całym centrum miasta, na plażach i wszystkich obszarach zurbanizowanych. Zakaz palenia nie dotyczyłby jedynie własności prywatnych!

Nie wiem gdzie będę mieszkać w 2025 roku, ale perspektywa życia w mieście wolnym od dymu brzmi kusząco!

 

 

 

9.  Yes, yes, yes…and no

 

Turystka z Nowej Zelandii została zatrzymana w 2016 roku przez służby graniczne z Kazachstanu, które stwierdziły, że Nowa Zelandia jest ósmym stanem Australii, nie autonomicznym krajem. Nie oni pierwsi, nie oni ostatni!

 

 

 

10. Place zabaw dla dorosłych

 

Trwa dyskusja w Radzie Miejskiej Auckland na temat budowy placów zabaw dla dorosłych. Zwolennicy pomysłu są przekonani o ewentualnych korzyściach zdrowotnych, takich jak spowolnienie demencji starczej (tylko najpierw trzeba byłoby namówić 70 parolatków do regularnego korzystania ze zjeżdżalni dla dorosłych) W końcu pieniądze podatników poszłyby na pożyteczny cel?

 

 

 

Zauważyłam ostatnio trend, że Polonia brytyjska szuka innych możliwości. Często biorą pod uwagę Australię i Nową Zelandię. Są ludzie którzy tu zajechali i znaleźli el dorado, ale są też tacy, którym Nowa Zelandia nie pasuje, wiadomo, że wszystkim nie dogodzisz. Całe szczęście należę do tej pierwszej grupy.