Witaj na Niue, witaj w moim domu

 

Doczekałam się wylotu na Niue, niewielki atol koralowy położony w centrum trójkąta tworzonego przez Wyspy Cooka, Tonga i Samoa, 2400 kilometrów od Nowej Zelandii. Zaledwie 2 loty tygodniowo łączą Niue z resztą świata!!! Jeszcze kilka lat temu był to jeden lot, ale Niue postanowiło „otworzyć się” na turystykę. Nie mogę uwierzyć, że już za chwilę wsiądę na pokład jednego z nich.

Słynne pustki, którymi mnie „straszono” na Niue, tak jakby to miała być wada, zaczęły się już w oczekiwaniu na wejście do samolotu. Dookoła tyle ludzi, co kot napłakał. Czas w drogę!

 

 

Witaj na Niue, witaj w moim domu

 

Z lotniska Hanan w Alofi, stolicy Niue, odebrała mnie blisko osiemdziesięcioletnia Moka. Miałam ogromne szczęście, że z tysiąca osób zamieszkujących wyspę, trafiłam akurat na nią. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo pozytywnie jej osoba wpłynie na mój cały pobyt w tym kraju.

Czekała na mnie wraz ze swoją córką, wnuczką i prawnuczką, oraz z naszyjnikiem z liści maile (język hawajski). Pnącza zwane na Hawajach maile to inaczej Alyxia oliviformis, zwyczaj ich robienia i wręczania jest znany w całej Polinezji. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, przedstawiłyśmy się sobie, dostałam od Moki pocałunek w policzek, po czym powiesiła mi pnącze na szyi. Witaj na Niue, witaj w moim domu. Jeszcze nigdy, na żadnym lotnisku w jakimkolwiek kraju nie czekały na mnie cztery pokolenia!!!

 

 

 

Moka posiada na Niue dwie nieruchomości, jeden dom rodzinny na północy wyspy w którym się wychowała oraz mieszkanie w stolicy Alfoi, które wynajmuje turystom. Zrobiłam przez Internet rezerwację jej mieszkania w cenie 350$ za tydzień i w ten sposób rozpoczęła się nasza przygoda.

 

 

 

Moka wsiadła za kierownicę

 

i szybko dojechałyśmy na miejsce, stolica Alofi jest oddalona zaledwie 3 kilometry od lotniska Hanan. Dała mi klucze, oprowadziła po mieszkaniu i powiedziała „I’d offer you a snack, but based on your appearance you don’t look like someone who likes to eat”. (Zaproponowałabym Ci coś do jedzenia, ale opierając się na Twoim wyglądzie nie wyglądasz na osobę, która lubi jeść). Zdziwiłabyś się, odpowiadam.

Zawsze miałam niedowagę i zawsze będę ją miała, a żeby uwierzyć, że lubię jeść wystarczy spędzić ze mną 15 minut. Dostałam poczęstunek – pieczone taro z kukurydzą i kokosem do picia. Moka przepraszała, że nie ma słomki i śmiała się jak zaczęłam pić z gwinta. Po kilku godzinach w samolocie nie marzyłam o niczym innym, niż zimny kokos. Znalazłam się w końcu 3,5 godziny bliżej równika! Moja gospodyni przyniosła mi dwa koce na wypadek gdybym zmarzła, przecież jest środek zimy na Pacyfiku. 25°C w dzień, 23°C w nocy.

 

 

Ponieważ na Niue nie ma autobusów czy taksówek,

 

na zwiedzanie wyspy są trzy opcje – wynajęcie samochodu, skutera, roweru, ewentualnie Twoje własne nogi. Mimo, że uwielbiam chodzić, nie planowałam przejść 50-60 kilometrów na tych wakacjach. Już wystarczył mi Mount Everest w czerwcu i nasze grudniowe wczasy pieszo przez Nową Zelandię.

Od początku planowałam wypożyczyć rower, na co Moka z aprobatą przyklasnęła. Zadzwoniła do wypożyczalni, a ponieważ nie jeździłam na rowerze od 20 lat, ani nie prowadziłam jakichkolwiek pojazdów zmechanizowanych od niepamiętnych czasów, poprosiłam o rower na dwa dni, żeby zobaczyć jak mi idzie. Dawno, dawno temu, będąc na licealnej fali dorosłości zrobiłam prawo jazdy kategorii B, ale, że minęło dwanaście lat, a my nigdy nie mieliśmy samochodu, to wchodząc następnego dnia na drżących nogach na rower, stając się nagle członkiem ruchu drogowego w obcym kraju, jakkolwiek głupi to zabrzmi, trochę się bałam.

Następnego dnia podpisałam pokwitowanie odbioru mojej strzały, uiściłam opłatę, a dziewczyny z biura wynajmu zapytały czy mam jakieś pytania. Miałam jedno pytanie – po której stronie mam jeździć, lewej czy prawej? One odpowiedziały, że po lewej i popatrzyły na mnie tak samo jak mój mąż dzień przed wyjazdem „Ty chyba nie zabijesz się na tym rowerze?”

Było już późne popołudnie,

 

kiedy w dzień mojego przylotu rozstałyśmy się z Moką. Ona pojechała do swojego domu życząc mi wspaniałego wypoczynku na Niue, a ja zostałam sama w jej mieszkaniu, obcym kraju z populacją tysiąca osób, do którego kolejny samolot miał przylecieć dopiero za 5 dni. Pierwszy dzień w nowym miejscu zazwyczaj nazywam „dniem na stratę”, czyli zazwyczaj zamiast fajerwerków, trzeba się rozeznać co, gdzie i jak. Jeszcze przed zmrokiem przeszłam się miasteczkiem Alofi, co nie zajmuje dłużej niż 10 minut i śmiałam się sama do siebie – co ja tu będę robić? Jednak droga, dwa sklepy i trzy psy z kulawą nogą, tak wygląda stolica Niue.

Ceny są podobne do tych w Nowej Zelandii, lub wyższe, jeśli produkty są importowane, na przykład:

  • pizza 25$,
  • burger z frytkami 21$
  • obiad wegetariański (ryż basmati z warzywami) 16$
  • śniadanie, np. jajecznica z dodatkami 13$
  • butelka wody 0,5 litra 3,5$
  • kawa z ekspresu 5$
  • sałatka owocowa 12$
  • świeży, schłodzony kokos do picia 5$
  • papaja 4$
  • mango lassi 5$
  • dobrej jakości kruche ciastka 7,2$
  • mieszanka orzechów 400 g 12$
  • pocztówka 2,5$
  • Internet 5$ za godzinę
  • butelka piwa 8$
  • lampka wina 8$
  • puszka coli 4$
  • rower 10$ za dzień
  • satysfakcja i radość – bezcenne
  • oglądanie wielorybów kilka razy dziennie – gratis

Wzięłam na wynos chana masala, hinduskie danie z ciecierzycą i ryżem w pomidorach i poszłam na punkt obserwacji wielorybów, Tomb Point. Jestem na Niue w samym środku ich migracji, więc w przeciwieństwie do pobytu na Tonga, tym razem musi mi się udać je zobaczyć.