Wieloryby na Niue i magia Pacyfiku!

Dzień dobry z Kawiarni zwariowanego kraba!

 

Nie musiałam długo czekać na wieloryby. Następnego ranka poszłam na kawę do Crazy Uga Cafe, która swego czasu była jedyną w kraju, która posiada ekspres do kawy. Lecąc na Niue czytałam wpisy z blogów zagranicznych i byłam utwierdzona w przekonaniu, że nadal tak jest. Na miejscu było miłe zaskoczenie!

Kawiarnia zwariowanego kraba jest czynna 6 dni w tygodniu, czyli wstając o 7 rano muszę czekać dwie godziny na otwarcie. W niedzielę, radź sobie człowieku bez kofeiny!

Była sobota rano, początek najpiękniejszych wakacji solo w moim życiu. Nie martwiąc się, że jutro będę zamulona jak szczur na heroinie, poszłam na kawę. Na Niue nie ma bankomatów i możliwości płatności kartą, co drastycznie odbiega od naszego bezgotówkowego stylu życia. W końcu dla mnie po to są wakacje, żeby wyjść odrobinkę ze swojej strefy komfortu. Wzięłam gotówki tyle ile uważałam, a jak mi nie starczy, to głodówka 😉

 

 

Wieloryby na Niue

 

Zamówiłam kawę, ledwo usiadłam na drewnianej ławeczce, gdy nowozelandzki turysta ze stolika obok krzyknął „whales!”, „wieloryby!”. Zamarłam. Trzy miesiące temu siedzieliśmy z mężem w Chitwan, południowym Nepalu patrząc na nosorożce żyjące na wolności. Dziś piję espresso na maleńkiej kropce na środku Pacyfiku podziwiając migrację 40 tonowych wielorybów!

Niue i położone po sąsiedzku z Tonga, jako nieliczne na świecie, słyną nawet z możliwości pływania ze śpiewającymi humbakami. Co roku, między czerwcem a październikiem wieloryby po długiej wyprawie z wód północnej Antarktydy przypływają właśnie na tutaj, by urodzić młode. Powracają w to samo miejsce, gdzie potomstwo zostało poczęte 11 miesięcy wcześniej.

Będąc na Tonga mówili mi „Po co przyjechałaś tak wcześnie, przyleć za parę miesięcy, to zobaczysz wieloryby!” Posłuchałam rady i wróciłam, odwiedzić kraj obok, ale tym razem już celując w sam środek ich migracji.

Są też organizowane wyjazdy pod tytułem „swimming with whales”, zabierają grupę turystów pontonem, koszt na 2018 rok to 175$ od osoby. Podpływają do wieloryba, żebyś mógł zobaczyć bliżej, jeśli zwierzę zachowuje się w odpowiedni sposób możesz wejść do wody. Jeśli nie uda się „wytropić” żadnego, dostajesz 40% zniżki na kolejny wyjazd.

Nie korzystałam z tych usług. Nigdy nie marzyłam, by pływać z wielorybem. Jak dla mnie sama możliwość patrzenia na nie ze skał, w samotności, w naturalnym środowisku była nie do opisania. Tamtego pierwszego poranka spędziłam całe przedpołudnie patrząc na matkę z młodym, pływające przy brzegu. Magia! Po raz kolejny sprawdza się zasada – nigdy nie podążać za tłumem. 

Na Niue wszystko jest takie proste

 

Tutaj nawet nie trzeba płacić setek dolarów profesjonalnej ekipie, która Cie zawiezie w odpowiednie miejsce. W tym maleńkim kraju z 4-osobowym rządem, jest kilka punktów obserwacyjnych, gdzie przez bezpłatne lornetki możesz patrzeć na nie do woli. Na początku pisk i szczęka w dół. Myślałam sobie, wow to jest niesamowite. Po kilku dniach… Miałam ulubiony punkt w centrum Alofi, Tomb point, gdzie ostatecznie przychodziłam codziennie po południu z jedzeniem na wynos. W połowie wakacji informacja o tym, że przepływa wieloryb powoli nie robiła na nikim wrażenia.

Gdy pewnego razu usiadłam na ławce z jedzeniem, Pani przy lornetce zapytała czy chcę zobaczyć wieloryba, a ja powiedziałam, że najpierw zjem (priorytety od lat niezmienne). W ciągu tylko kilku dni wystarczająco przyzwyczaiły mnie do swojej obecności, by wiedzieć, że za 10 minut te 16-metrowe bestie nadal tam będą. Ciekawe jak to jest wychować się z takim widokiem?

W czasie mojego pobytu na wyspie rozmawiałam z jednym starszym Panem urodzonym na Niue. Obywatele urodzeni na Niue otrzymują podwójne obywatelstwa (Niuean & New Zealand). Mają zatem wybór, gdzie mogą żyć. Tamten Pan zrobił tak jak kilka osób, które poznałam. Pracował całe życie w Nowej Zelandii, a na emeryturę wrócił po trochę spokoju na stare śmieci.

Zapytałam go, czy za dzieciaka pamięta więcej wielorybów pływających w okolicy, niż teraz, pół wieku później. Odpowiedział, że było ich dużo więcej. „Kiedyś jak mieliśmy po 16 lat pływaliśmy tu w tej zatoczce. Ni stąd, ni zowąd otoczyły nas wieloryby, które nie miały groźnych zamiarów, ale my byliśmy tylko dzieciakami na kajakach. Taka bliskość była dla nas przerażająca.” (…)

To dopiero musiał być plac zabaw!