Przyszło mi żyć w wariatkowie!

 

1. Po pierwsze rugby

 

Każda nacja ma swoje „odmienne stany świadomości” i wariatkowo w którym mieszkam nie jest wyjątkiem. Rugby jest narodowym sportem w Nowej Zelandii. Co to dla mnie oznacza w praktyce? Ano to, że żeby przetrwać w tym kraju nie mogę udawać, muszę się nim interesować choć minimalnie. Przy ostatniej wizycie mój dentysta tłumaczył mi co się dzieje w mojej jamie ustnej na przykładzie meczu rugby, gdzie uwaga! Kieł to lewy skrzydłowy, zęby trzonowe to prawi skrzydłowi, a siekacze to łącznicy. Przyszło mi żyć w wariatkowie!

Co by nie mówić, to była ciekawa wizyta. Czytaj dalej Przyszło mi żyć w wariatkowie!

Jeśli Nowa Zelandia, to właśnie wiosną!

 

Nowa Zelandia wiosną

 

Początek wiosny na Antypodach jest wyjątkowy. Kiedy po kilku miesiącach pory deszczowej przestaje padać, w powietrzu w końcu czuć wiosnę. Wyłania się nieznacznie, powoli widać ją na horyzoncie, a osiedla z każdym tygodniem różowieją. Papugi zaczynają przelatywać nad głową, a co najważniejsze – można pożegnać się ze swetrem na kolejne 8 miesięcy.

W tym roku początek wiosny nie był tak jednoznaczny jak to zapamiętałam z lat wcześniejszych. Deszcz wracał niejednokrotnie po raz kolejny zalewając Auckland i zmuszając mnie do chodzenia w kaloszach.  Czytaj dalej Jeśli Nowa Zelandia, to właśnie wiosną!