Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że obudziłam się w raju

 

Na Wyspach Cooka wylądowałam 40 minut po północy

 

Póki umówiony transport z hostelu podwiózł mnie pod drzwi budynku był już środek nocy, a moje szanse na porządne wyspanie się powoli odchodziły w zapomnienie. Zapłaciłam gotówką, bo takie są zasady. Dostałam klucz i dziewczyna zaczęła mi tłumaczyć gdzie jest mój pokój.

Pójdziesz schodami na pierwsze piętro, przejdziesz długim korytarzem, miniesz toalety i to będzie trzeci pokój na lewo.

Powiedziałam jej, że tak naprawdę już nawet nie pamiętam co powiedziała na początku. Najłatwiej by było, gdyby podała mi numer pokoju. Ona na to, że tu nie ma numerów i zaczęła mówić jeszcze raz. Czytaj dalej Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że obudziłam się w raju

Jeśli uciekać, to tylko na bezludną wyspę – Motutapu Island

 

W gąszczu pracy, zakupów, obiadów

 

i czasu przelatującego przez palce miło jest czasem móc rzucić wszystko. A może tak kupić bilety na prom i popłynąć w nieznane? Niestety nie do końca już takie nieznane, bo w końcu mieszkamy w Auckland czwarty rok.

W języku Maorysów „motutapu” oznacza „sacred” – „święty”. Bezpośredni prom na Motutapu Island płynie zaledwie dziesięć razy do roku. To wcale nie oznacza jednak, że nie można się tam dostać częściej! Wyspa Motutapu jest połączona wąskim przesmykiem z Rangitoto, 600 letnim wulkanem w okolicy Auckland, na który promy odpływają regularnie. Czytaj dalej Jeśli uciekać, to tylko na bezludną wyspę – Motutapu Island

Przyszło mi żyć w wariatkowie!

 

1. Po pierwsze rugby

 

Każda nacja ma swoje „odmienne stany świadomości” i wariatkowo w którym mieszkam nie jest wyjątkiem. Rugby jest narodowym sportem w Nowej Zelandii. Co to dla mnie oznacza w praktyce? Ano to, że żeby przetrwać w tym kraju nie mogę udawać, muszę się nim interesować choć minimalnie. Przy ostatniej wizycie mój dentysta tłumaczył mi co się dzieje w mojej jamie ustnej na przykładzie meczu rugby, gdzie uwaga! Kieł to lewy skrzydłowy, zęby trzonowe to prawi skrzydłowi, a siekacze to łącznicy. Przyszło mi żyć w wariatkowie!

Co by nie mówić, to była ciekawa wizyta. Czytaj dalej Przyszło mi żyć w wariatkowie!

Jeśli Nowa Zelandia, to właśnie wiosną!

 

Nowa Zelandia wiosną

 

Początek wiosny na Antypodach jest wyjątkowy. Kiedy po kilku miesiącach pory deszczowej przestaje padać, w powietrzu w końcu czuć wiosnę. Wyłania się nieznacznie, powoli widać ją na horyzoncie, a osiedla z każdym tygodniem różowieją. Papugi zaczynają przelatywać nad głową, a co najważniejsze – można pożegnać się ze swetrem na kolejne 8 miesięcy.

W tym roku początek wiosny nie był tak jednoznaczny jak to zapamiętałam z lat wcześniejszych. Deszcz wracał niejednokrotnie po raz kolejny zalewając Auckland i zmuszając mnie do chodzenia w kaloszach.  Czytaj dalej Jeśli Nowa Zelandia, to właśnie wiosną!