Jeśli Nowa Zelandia, to właśnie wiosną!

 

Nowa Zelandia wiosną

 

Początek wiosny na Antypodach jest wyjątkowy. Kiedy po kilku miesiącach pory deszczowej przestaje padać, w powietrzu w końcu czuć wiosnę. Wyłania się nieznacznie, powoli widać ją na horyzoncie, a osiedla z każdym tygodniem różowieją. Papugi zaczynają przelatywać nad głową, a co najważniejsze – można pożegnać się ze swetrem na kolejne 8 miesięcy.

W tym roku początek wiosny nie był tak jednoznaczny jak to zapamiętałam z lat wcześniejszych. Deszcz wracał niejednokrotnie po raz kolejny zalewając Auckland i zmuszając mnie do chodzenia w kaloszach. 

Jaka to była ulga i radość,

 

kiedy po tygodniowej ulewie w moim mieście wreszcie wyszło słońce i znowu można było wyjść poszukać szczęścia z aparatem. Jest pięknie, bardzo zielono, a ludzie wydają się szczęśliwsi niż zwykle. Najwidoczniej nie tylko dla mnie Nowa Zelandia wiosną jest zachwycająca. Co tu dużo mówić, tak naprawdę to przez cały rok jest pięknie, tylko wystarczy chcieć to dostrzec.

Niedługo nadejdą jeszcze bardziej kolorowe tygodnie w Nowej Zelandii. Pod koniec listopada zaczyna kwitnąć pohutukawa, będąca w tej części świata symbolem Bożego Narodzenia. Wszędzie jest czerwono! Nie ma co przeciągać. Czas na wiosnę w najpiękniejszym wydaniu – nowozelandzkim szaleństwie kolorów. W obiektywie moje „ukochane” miasto Auckland!

 

 

 

Nic tak według mnie nie poszerza horyzontów i nie pomaga budować dystansu do trywialnych problemów dnia codziennego jak właśnie zwiedzanieMogę wrócić do domu cudownie zmęczona i choć na chwilę nasycona widokami. Szczęśliwa, że mam szansę mieszkać w Nowej Zelandii.