O tym jak zgubić turystę w 45 minut. Rajskie Aitutaki!

 

Paul to świetny gość w średnim wieku,

 

któremu los nie szczędził na poczuciu humoru. Twierdzi, że przez tyle lat pracy jako przewodnik jeszcze nigdy nie zgubił żadnego turysty. Śmiem w to wątpić! 🙂

Nazajutrz po przylocie na Wyspy Cooka uciekłam na chwilę z Rarotonga, żeby zobaczyć drugą z 15 wysp, słynną ze swego piękna Aitutaki. Zdaję sobie sprawę, że jednodniowa wycieczka samolotem to dość ekstrawagancki prezent, ale w końcu nie codziennie kończy się 30 lat.

 

Zanim jednak wsiedliśmy do samolotu nasz przewodnik opowiedział nam kilka słów o sobie

 

oraz prosił, by każdy powiedział skąd pochodzi. Zaczęło się wymienianie „Australia”, „New Zealand”, „Australia”, „New Zealand”. Na moje „Poland” ktoś wykrzyknął „wow!” (Takiej egzotyki to oni dawno nie widzieli.) Jako, że była to jednodniowa wycieczka zorganizowana z Vaka Cruise, których bardzo polecam, przewodnik Paul nas policzył i powiedział, że magiczna liczba do zapamiętania na dziś to 23. Chwilę później dał znak, że możemy kierować się na płytę lotniska.

Trzy kwadranse później wylądowaliśmy na Aitutaki, gdzie czekał na nas podstawiony autokar. Kiedy usadowiliśmy się wygodnie, Paul zaczął nas znowu liczyć kończąc na mnie, jedynej bez pary, 21-wszej pierwszej osobie. (Przypominam, że do samolotu na Rarotonga wsiadły 23 ludziki). Paul był bardzo zaskoczony, nie spodziewał się jednak, że najlepsze nadal było przed nami. Po chwili odnalazła się zguba  – dwójka staruszków z Kanady. Doczłapali się do autokaru i wsiedli. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Już prawie mogliśmy ruszać! Przewodnik ze szczęścia aż starł sobie pot z czoła, po czym zaczął odliczać na głos jeszcze raz… ponownie kończąc na mnie, jedynej bez pary, 21-wszej osobie. Śmiali się wszyscy oprócz biednego przewodnika, a mi jak zwykle trafił się magiczny autobus.

 

Aitutaki poznałam tylko dlatego, że

 

jedno z Was napisało „leć na Aitutaki, tam to jest dopiero pełen odjazd”. No cóż. Chciałam na własne oczy zobaczyć pełen odjazd! Brytyjskie oraz amerykańskie shows survivalowe „Shipwrecked” (Rozbitkowie) były kręcone właśnie tu, tworząc tym samym 300 miejsc pracy dla nielicznych mieszkańców przez 5 miesięcy trwania każdej z edycji. Poleciałam tam jednak po coś innego. Po pierwsze, wiadomo, chciałam zapomnieć o nieuchronnym procesie starzenia. Po drugie, chciałam znaleźć piękno.

 

 

Przewodnik Paul

 

mówi w pewnym momencie tak. Jeśli chcecie się pobrać możemy Wam nawet zorganizować ślub na prywatnej kilkunastometrowej wyspie z fotografem, który uchwyci wszystko z helikoptera. Jeśli macie już ślub, możecie tu odnowić przysięgę małżeńską, to też żaden problem. A jeśli macie już siebie dość, z przyjemnością zorganizujemy Wam na takiej wyspie rozwód. All inclusive!

W trakcie rejsu po lagunie, po najczystszej wodzie jaką kiedykolwiek widziałam, ktoś wykrzyknął „turtle!”. Kocham zwierzęta, moja mama świadkiem, że miałam w domu rodzinnym całą Arkę Noego. Przerwałam z kimś w połowie zdania, rzuciłam wszystko i podbiegłam z aparatem do burty. Przy powierzchni faktycznie płynął żółw. Zaczerpnął powietrze i po kilku sekundach zniknął, robiąc mi swoją obecnością najpiękniejszy prezent urodzinowy. Odnalazłam piękno!