Snorkeling na Wyspach Cooka

 

Aparat podwodny rozładował się po czterech dniach pstrykania, a nie wzięłam ładowarki, ponieważ poszłam na minimalizm. Przyleciałam na Wyspy Cooka z 3-kilogramowym plecakiem. Od tamtego czasu cieszę oczy pływając wśród ogromu ryb, a jeszcze lepszą wiadomością jest temperatura wody. 27°C!

 

 

Jakiego aparatu używam?

Żaden nowoczesny sprzęt, tylko 10-letni aparat Olympus TG-820. Jest stary, także potrafi przestać reagować na jakiś czas, ale jak znowu zacznie to ze zdjęć jestem zadowolona, także nie wymieniam.

Co pakuję?

Czas na zawartość 3 kilogramowego plecaka, bo ta informacja zawsze bardzo ludzi dziwi. Co pakuję? Laptop, maska i rurka do snorkelingu, strój kąpielowy, miniaturowy ręcznik, 3 koszulki, bielizna, klapki i kosmetyczka. (Szczoteczka; pasta do zębów, żel i balsam w pojemniczkach do 100 ml). I tyle!

Wyspy Cooka to kraj albo dla bogatych ludzi, albo dla takich którzy nie potrzebują internetu do życia. Na Rarotonga jest jeden (chiński) dostawca usług internetowych, który robi z cenami co chce. Za voucher na 500MB Internetu płaciłam 10$. Możecie wyobrazić sobie moją minę, jak 500 megabajtów kończyło się po 30 minutach skromnego użytkowania. Na lotnisku międzynarodowym na Rarotonga wszyscy klienci dostają w prezencie, nie żartuję, 10MB Internetu. Zaznaczają przy tym, żeby spożytkować to mądrze, bo szybko się skończy. 10 megabajtów starczyło mi na zalogowanie się na pocztę… Kraj piękny, ale dobrze było wrócić do domu!

Oprócz żółwia udało mi się również zobaczyć Trevally fish( Karanks żółtopłetwy). Nie dość, że nie jest to najpiękniejsza ryba, to jeszcze potrafi przyprawić o zawał serca np. szturchając w nogę – waży 40 kilogramów! Gdy kilka sztuk krążyło wokół nas mój przewodnik po Aitutaki złapał się za brzuch ze śmiechu, kiedy powiedziałam, że to prawie tyle co ja, bo ważę 50 🙂