Za co Auckland da się lubić?

 

Wady mojego miasta, które wymieniałam równy rok temu są jak najbardziej aktualne. Jest tak samo głośno i jeszcze drożej niż było w 2018. Wróciwszy z Filipin poszłam po bułki na śniadanie do nowo wybudowanej kawiarnio-piekarni pod domem i wyszłam z palpitacją serca. Za 3 kajzerki zapłaciłam 9$. Nie ma to jak Nowa Zelandia 😉

Ale dzisiaj nie o tym co tu komu może przeszkadzać. Nowa Zelandia miała być w naszym przypadku tylko na chwilę, nigdy nie braliśmy tego kraju pod uwagą jako miejsce stałego zamieszkania… a właśnie mijają już cztery lata od kiedy przyjechaliśmy w ten odległy zakątek świata. Za co Auckland da się lubić?

 

1. Za położenie

 

Auckland jest jednym z nielicznych miast na Ziemi, które znajdują się pomiędzy dwiema zatokami – Manukau oraz the Waitematā (również znana jako Auckland Harbour). Co ciekawiej, na zachodzie mamy Morze Tasmana, na wschodzie Ocean Spokojny. Innymi słowy, miasto Auckland posiada 1613 kilometrów wybrzeża, 48 wulkanów, setki zatok, tysiące wysepek, a co za tym idzie setki tysięcy możliwości na spędzanie czasu wolnego.

 

2. Za piękno

 

Beauty is in the eye of the beholder, wiadomo. Musiałam pojechać do Manili i z powrotem, żeby naprawdę zobaczyć jakie to miasto jest obłędne. Jeździć pewnie nie przestanę, bo za bardzo mnie ciekawi co jest za kolejnym zakrętem. Coraz bardziej zaczynam jednak rozumieć, kiedy ktoś mówi – po co wyjeżdżać z Nowej Zelandii, skoro tutaj mamy wszystko?

 

3. Za wyluzowanych ludzi

 

Codziennie obce osoby serdecznie witają się ze mną na ulicy i często nawet zagadują w stylu, piękny dzisiaj dzień, prawda? Albo, widziałam Cię tu już kilka razy, mieszkasz w okolicy?

Dress code nadal niespecjalnie istnieje. Obojętnie czy jesteś CEO firmy informatycznej, czy sprzedajesz rzodkiewkę na targu ubierasz się podobnie. Ogromna część populacji chodzi boso – na ulicach, w komunikacji miejskiej, w sklepach. Nadal często mnie to bawi kiedy ludzie stoją boso w kolejce do banku.

Kobiety dużo mniej przejmują się swoim wyglądem niż to zapamiętałam żyjąc w Polsce – nienaganny makijaż to rzadkość. Codziennie rano widzę panny z mokrą głową – wychodzą spod prysznica, wkładają coś na siebie i wybiegają do pracy. Cały rok jest ciepło, więc głowa sama wyschnie, po co się przejmować? Ja jestem jedną z nich 😉

 

4. Za możliwości

 

Jest ogromny wybór wszystkiego. Mój mąż chodzi na kurs mandaryńskiego, ja wróciłam do nauki hiszpańskiego. Zajęcia dodatkowe, popołudniowe szkoły, kursy, czy uniwersytety – wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Do tego dziesiątki kin, teatrów, koncertów, wystaw, sztuk i tematycznych expo przez cały rok.

Żyjemy za daleko od reszty świata, żeby przejmować się bałaganem związanym z Brexitem. Z drugiej jednak strony w 25 minut mogę być na międzynarodowym lotnisku, a stamtąd najbliższe kraje Oceanii są w zasięgu 3 godzin lotu. Fidżi, Wyspy Cooka, a może Vanuatu?

Ceny są zawrotne, ale spokojnie, pensje też takie są. A przynajmniej mogą być, jeśli jesteś dobry. Zainteresowanych szczegółami odsyłam tutaj.

 

5. Za klimat

 

Auckland jest tak szczęśliwie położone, że nie straszne nam są powodzie, trzęsienia ziemi czy pożary, które aktualnie sieją spustoszenie w Rejonie Tasman (to największy pożar jaki nawiedził Nową Zelandię od 1946 roku).

Mamy piękny, ciepły klimat i 8 słonecznych miesięcy w roku. Zimą jest ciepło, ale pada deszcz, co sprawia, że przyroda jest tylko bujniejsza. Chyba jednak Auckland da się lubić!

 

6. Za wiarę w ludzi

 

Należę do stronki nowozelandzkiej Neighbourly (Po sąsiedzku), którą uwielbiam. Można na niej zrobić wszystko – znaleźć pracę, sprzedać, kupić, wymienić. Ogólnie mydło i powidło. Niedawno pewna Pani napisała, że ma nadwyżkę mięty w swoim ogrodzie i chętnie ją odda. Podała mi swój adres, w dniu odbioru napisała, że nie będzie jej w domu, ale to żaden problem. Kilka osób ma przyjść i zostawi dla nas otwartą bramę. Weszłam do środka, wzięłam jedną z 5 paczek i wyszłam dziękując jej przez sms.

 

7. Sporo rzeczy jest za darmo

 

Za darmo, albo bardziej z naszych podatków (swoją drogą podatki nie należą do najniższych). Nowa Zelandia jest prorodzinna i wszystkie wydarzenia organizowane w mieście są skierowane głównie dla rodzin z dziećmi. Kawiarnia Crave obok której mieszkamy od 2015 roku głosi motto „good in the hood”. Dobro na dzielni 🙂 Około 4 razy w roku organizują uliczne przyjęcie dla wszystkich żyjących w okolicy. Zamykana jest cała ulica, wszędzie wiszą baloniki, jest dmuchany zamek dla najmłodszych, muzyka, malowanie twarzy itp. Do tego obiad, lody, milkshaki, przekąski i wszystkie napoje z baru, w tym kawy na koszt kawiarni.

W ostatnie walentynki poszliśmy po raz pierwszy do kina pod chmurką. Poszliśmy tylko dlatego, że wydarzenie było tuż pod naszym domem, a nie dlatego, że obchodzimy to święto. W pakiecie upalny wieczór, darmowy film, cztery rodzaje pizzy i nowozelandzka kambucha.

ps. Walentynki  wolimy obchodzić cały rok 🙂

 

 

8. Za kolory

 

The Auckland Harbour Bridge od niedawna błyszczy dzięki instalacji paneli zasilanych energią słoneczną. Nowy symbol miasta?

 

Tęczowa ścieżka pieszo-rowerowa w Auckland, którą dopiero niedawno odkryliśmy. Przed wejściem jest znak drogowy „Keep left, rainbow ahead”!

 

Po tęczowej czas na ścieżkę różową, położoną bliżej centrum miasta.

 

 

9. Za różnorodność

 

W zeszłym tygodniu życzyliśmy Happy New Year kasjerce z Chin, a ona nam tak pięknie dziękowała. Tutaj każdy przeżył co innego, każdy wierzy w co innego, tak samo jak każdy urodził się gdzie indziej i to jest piękne. (40% populacji miasta jest urodzona za granicą). Nasi najbliżsi sąsiedzi pochodzą z Argentyny, Francji, Nowej Zelandii, Niemiec i Zambii. Na ulicach dziesiątki akcentów i setki kuchni z całego świata.

 

Piętro niżej mieszka chłopak z Iraku, który uciekał wraz z rodziną przed wojną. Spędzili kilka miesięcy w obozie dla uchodźców w Turcji, skąd zaakceptowano ich w Melbourne, gdzie rodzina żyje do dziś. On przyleciał do Nowej Zelandii na studia. Rozmawiałam z nim na ten temat tylko raz, bo widać było, że on nie chce wracać do tamtych lat.

Mamy sąsiadów z Ameryki, Chin, Australii, Brazylii, Kanady, Karaibów, Indii, Filipin, Anglii, czy Botswany. Mamy na osiedlu jedną Polkę, z którą rozmawiam rzadziej, niż z dziewczyną z Zambii 🙂 Po co wynajdować różnice kulturowe, skoro łączy nas najważniejsze – wszyscy nazywamy Nową Zelandię swoim domem.