Najpiękniejsze ujęcia samolotowe

 

Kiedy Wy sobie słodko wygodnie śpicie, ja pewnie czekam na boarding samolotu. Odrętwiała, zmarznięta i przeważnie wkurwiona. Tak samo jak szczęśliwa, że kolejną przygodę widać już na horyzoncie. Filipiny były 44 krajem, który jak dotąd odwiedziłam. Ciekawe czy to mi się znudzi zanim dobiję do 195?

Najbliższy wyjazd do Zachodniej Australii również chciałabym zakończyć godzinnym lotem helikopterem nad Middle Island i różowym Jeziorem Hillier. Jeszcze nie zajęłam się organizacją, także ten lot nadal w strefie marzeń. Czas wrócić na ziemię i zająć tymi, które już mieliśmy szczęście odbyć. Najpiękniejsze ujęcia samolotowe z 10 krajów rozsianych po naszej obłędnej Ziemi!

 

 

1. Pireneje

 

Przenosimy się w czasie do lat, kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce i nawet nie znałam mojego męża. Pireneje skąpane w śniegu w trakcie lotu na Wyspy Kanaryjskie taki szmat temu, że aż strach się przyznawać. Kiedy to zdążyło minąć 10 lat?

 

2. Kenia

 

W 2011 roku po raz pierwszy poleciałam na Półkulę Południową. Z bujania w obłokach wyrwał mnie komunikat czeskiego pilota: „3..2..1.. przekroczyliśmy równik!” Niedługo później moim oczom ukazał się przepiękny widok Kilimandżaro na tle zachodzącego słońca. Już wtedy całkowicie przepadłam i nie przestałam myśleć o niczym innym, jak tylko jechać dalej.

 

 

3. Miami

 

Na Florydę przyleciałyśmy z koleżanką na ferie zimowe w przerwie międzysemestralnej jeszcze będąc na studiach. To był mój pierwszy i jak dotąd jedyny lot do Stanów, mimo, że moja wiza nie straciła ważności. Spędziłyśmy cały miesiąc skacząc po karaibskich wysepkach, zaczynając ówczesną podróż życia od Miami.

 

 

4. Wyspy Dziewicze

 

W drodze do Puerto Rico. 7 – osobowy samolot! Przepraszam za jakość, zdjęcie robione pod słońce, przez szybę. Ostatnie spojrzenie na BVI (Brytyjskie Wyspy Dziewicze).

 

 

5. Australia

 

Australia mogłaby wygrać w konkursie na najpiękniejsze ujęcia samolotowe, dlatego też tak chętnie do niej wracam. Nasz ambitny plan przejechania wschodniego wybrzeża Australii skończył się tak, że po 40 godzinach jazdy mój mąż oznajmił, iż mam sobie wybić z głowy road trips na najbliższe dwa lata. (Jego pech, że jeśli chodzi o wyjazdy, to akurat pamiętam wszystko. Dwa lata właśnie minęły. Za dwa tygodnie lecimy do Perth przejechać Australię Zachodnią 🙂 )

Na koniec wyjazdu objazdu przez Queensland wyszliśmy z lokalnego biura podróży lżejsi o 400$, ale podekscytowani. Już następnego dnia mieliśmy wejść na pokład 10-osobowego samolotu. To była doba przepełniona oczekiwaniem i ekscytacją. W końcu nie każdego dnia ma się okazję zobaczyć największą na świecie The Great Barrier Reef – Rafę Koralową wielkości Wielkiej Brytanii!

 

 

6. Nowa Zelandia

 

to kraj, który można podziwiać i zachwycać się latami. Obojętnie, czy drogą lądową, morską czy powietrzną. Dzisiaj kilka dowodów na piękno mojego domu z okna samolotu!

 

 

7. Samoa

 

Dzień przepełniony stresem przeplatanym z euforią wyjazdową do Apia, stolicy Samoa, zakończył się na pokładzie samolotu z gorzką herbatą i intensywnie czerwonym zachodem słońca. Często zastanawiam się jakie rzeczy widzieli w swoim życiu piloci samolotów z np. 20 letnim stażem, ale to pewnie przekracza moją wyobraźnię.

 

8. Niue

 

Niue to atol koralowy położony w centrum trójkąta tworzonego przez Wyspy Cooka, Tonga i Samoa, 2400 kilometrów od Nowej Zelandii. Zielona wyspa z moich marzeń i snów. 

 

 

9. Wyspy Cooka

 

W dniu trzydziestych urodzin poleciałam 20-osobowym samolotem z Rarotonga na Aitutaki, by znaleźć piękno. Zanim jednak wsiedliśmy do samolotu, przewodnik opowiedział nam kilka słów o sobie. Prosił również by każdy powiedział skąd pochodzi. Zaczęło się wymienianie „Australia”, „New Zealand”, „Australia”, „New Zealand”. Na moje „Poland” ktoś wykrzyknął „wow!” Niemalże chcieli mnie dotknąć. Takiej egzotyki to oni dawno nie widzieli 🙂

 

 

 

10. Filipiny

 

W trzy tygodnie stycznia tego roku zrobiłyśmy z moją mamą 4200 kilometrów przez 7 wysp na Filipinach. Samolotami, autobusami, tuk-tukami, vanami, łodziami, jeepneyami oraz na piechotę. Innymi słowy,  już po raz kolejny, na własne życzenie skazałyśmy się na trzy tygodnie poniewierki.

 

 

Pod koniec marca lecimy z mężem do Perth. 7 godzin i 20 minut samolotem dzieli mnie od spełnienia największego na ten moment marzenia, przejechania południowej części wybrzeża Zachodniej Australii, największego stanu w kraju. 10-dniowy road trip od Perth do Esperance z uwzględnieniem dwóch nocy na Rottnest Island. (Mimo, że nie mieszkamy już w Australii, to moje plany zawsze gdzieś dookoła niej oscylują). Jak już to zrobimy, będę potrzebowała dobrych pomysłów na nowy numer 1 na mojej liście podróży marzeń. Ktoś pomoże?